Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Nowy Śląsk

Nowy Śląsk

31.10.2017
Czyta się kilka minut
Ślązacy budują współczesną tożsamość. Ani niebezpieczną, przez skojarzenia z Niemcami, ani przaśno-życzeniową.
Katowice, Zielona Dolina zwana Strefą Kultury na terenie Międzynarodowego Centrum Kongresowego BEATA ZAWRZEL / REPORTER
N

Najpierw żeńskie trio Frele udostępnia na YouTubie przeróbkę „Hello” Adele w wersji śląskiej: „Achim, kaj żeś jest, jo już siedza tu za dugo, ciebie czekom fest”. Jest przebój, za którym podążają następne „fest szlagiery po naszymu”, tysiące udostępnień, koncerty, występy w telewizji, ogólnopolska sława. Po przeróbce wakacyjnego hitu „Despacito” na „Dejta cicho” mody na Frele zaczyna mieć dość pisarz Szczepan Twardoch, który stwierdza, że to „najgorsze, co przytrafiło się Śląskowi od czasu Krzysztofa Hanke w roli Bercika w »Świętej wojnie«” – kolejny przyczynek do utrwalenia skojarzeń śląskości z przaśnym kabaretem. Śmieszne, bo po śląsku: jak wspomniany Bercik, Masztalscy, przeróbki tytułów filmowych – z „Przeminęło z wiatrem” na „Pitło z luftem” czy „Mamma Mia” na „Ło pierona”, albo memetyczna kariera słowa „żodyn”. „Śląsk powinien zniknąć, bo nie zasługuje na...

14078

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

"Tożsamość śląska ma większą powierzchnię i głębię niż jakakolwiek tożsamość regionalna w Polsce i w Europie Środkowej" - może tak, nie wiem, mieszkam na północy Polski. Kaszubi też pielęgnują swoją tożsamość - historyczną, kulturową, językową. Dlaczego wszyscy zawsze musza podkreślać, ze sa najwięksi, najważniejsi? Czy ci, ktorzy mają mniejszą "powierzchnię i głębię" są gorsi? Warci mniejszej uwagi? Jaką treść niesie takie stwierdzenie? I po co?

Chiny (a może już Indie?) są najludniejszym krajem, Rosja największym, USA mają najsilniejszą gospodarkę (jeszcze), a najwięcej owiec jest w ... (w sumie nie wiem gdzie). Nie rozumiem zatem dlaczego przytaczanie jakiegoś faktu ma mieć jakąś inną treść poza poznawczą i od razu wykazywać gorszość? Czemu ma służyć to przewrażliwienie? ps. co do tej "głębi" to bym jednak polemizował, ot zwykła autoreklama, a nie żadna "wyższość" ;p

Jestem Kaszubą, dlatego na temat Ślązaków wypowiadał się nie będę, nie ukrywam jednak, że czuje z nimi pewien związek emocjonalny wspólnej drogi, losu. Co tam dużo gadać, lubię ich o prostu, bynajmniej nie za wice, ale za dystans do siebie, ten dystans najlepiej obrazuje ich poczucie humoru. Tego dystansu ostatnio brakuje moim rodakom. Załatwiliśmy sobie odrębność narodową i językową, wyciągnęliśmy kupę kasy na jej krzewienie i promocje z unii. Koniec końców staliśmy się tak poważni i tak naukowo podeszliśmy do swego języka, że ja stary Kaszuba z dziada pradziada nie potrafię ze zrozumieniem przeczytać nowych tekstów kaszubskim językiem pisanych. Nie rozumiem co mówią i śpiewają w radiu i telewizji. Powstało całe mnóstwo nowych słów nie wiadomo skąd zaczerpniętych, gramatykę języka polskiego adaptowano na potrzeby kaszubskiego, wyszedł z tego niezły kociokwik. Choć sam polskiego uczyłem się dopiero w szkole, dziś to ja kiepsko kaszubskim władam. Wybierają u nas mis, organizują dyktanda, wyszykują talenty, czytają w kościołach ewangelię w rodnej mowie… Moje dzieci rozumieją ten język, pewnie by i nim jakoś potrafili operować, ale go nie używają. Mowa kaszubska, ta naturalna, służąca do komunikowania się między ludźmi umiera, młodych to nie interesuje. Często biorę udział w lokalnych imprezach i szczerze powiem, nie dziwię się młodym, ciągle magluje się to samo - niedobrze się robi. Nas w szkole, zresztą nie tylko tam, gnębiono za mówienie po kaszubsku, został w nas zaszczepiony bunt i przekora. Teraz promuje się regionalizm na siłę. Zachwyceni profesorowie, doktoryzujący się pasjonaci kaszubskiego, w telewizji, radiu, na imprezach nie potrafią wyjść z zachwytu, tymczasem od dołu widać , że robi się z naszej ojcowizny skansen, a w skansenie młodzi żyć nie chcą. Moi przodkowie, tak jak i ja wyssali mowę kaszubską z piersi matki, w szkołach nauczono ich po niemiecku, niektórych po polsku, oni myśleli kaszubskim. Ja konstruuje myśli w tym języku, gdy jestem wzburzony, wściekły, wtedy działa jakiś instynkt. Moje dzieci i wnuki nie przeczą swym korzeniom, ale myślą w języku polskim, od kaszubskiego bliższy jest im nawet angielski. Pewne procesy trwają niepostrzeżenie, ale ich efekty są nieodwracalne i nieuniknione.

A spostrzeżenia znajdują potwierdzenie w niejednej próbie rewitalizacji języków regionalnych poprzez sztuczne promowanie ich w dziedzinach, w których normalnie funkcjonuje język zwany niegdyś literackim. Dla Ślązaków - polszczyzna, ta sama, co dla Mazurów, Kaszubów itd., lub niemiecki, wspólny także tym, których językiem "domowym" jest dolnosaksoński czy ripuaryjski. Ślązak Janosch także nie pisze w Schläs'sche Sproche, tylko w normalnej niemczyźnie. Jest prawdą, że niegdyś wyłączna domena dialektów, jaką była ustna komunikacja wewnątrz wspólnoty rodzinnej i sąsiedzkiej oraz folklorystyczna tradycja regionu, od czasów inwazji radia i telewizji coraz bardziej jest zawłaszczana przez ów język wspólny (którego "literackość" z konieczności też staje się coraz bardziej wątpliwa, ale to inny temat). Jednakże próby odwracania historycznych tendencji przez lansowanie dialektów jako języków "uniwersalnego przeznaczenia" muszą się zaczynać z konieczności od ich standaryzacji, a to prowadzi do stworzenia sztucznego języka. Jak wynika z doświadczenia "oportunisty", równie albo jeszcze bardziej obcego (bo niezrozumiałego) dla tych, którzy autentycznego dialektu uczyli się od ojca i matki. Czytałem kiedyś o próbie ratowania "alzackiego", gdzie problem polegał na tym, że niemal każda wieś mówiła trochę inną gwarą, co naturalnie uniemożliwiało choćby opracowanie regionalnych podręczników szkolnych. Kiedy specjalnie powołany komitet uczonych językoznawców zakończył kilkumiesięczne prace, okazało się, ze wyszedł im prawie... niemiecki. Niepokojąco podobny do Standarddeutsch ;) Projekt zarzucono. Nie znaczy to, że dialekt nie może awansować do rangi języka narodowego dzięki świadomemu wysiłkowi niewielkiej początkowo grupy lokalnych patriotów. Tak stało się np. ze słowackim i nieprzypadkowo Ceynowa (twórca standardu języka kaszubskiego) bardzo interesował się pracami Ľudovíta Štura. Nie zgodziłbym się tylko z jednym: wypowiadający się w artykule Ślązacy nie mają specjalnego dystansu ani poczucia humoru i "głos im wychodzi jakimś sztucznym basem". Drażnią ich nawet zbyt frywolni ziomkowie. Nie chce rozwijać tu kolejnego wątku, ale może będzie jeszcze okazja. Tymczasem pozdrawiam.

Nie wiem czemu pani się zachwyca tak zwanym skodyfikowaniem języka ponieważ jestem przeciwko odrywaniu języka Śląskiego pnia polszczyzny. Wspomina pani o panu Kadłubku, który pisze po śląsku eseje gdzie które nie używa żadnych znaków diakrytycznych a ślążczyzna brzmi w nich bardzo pięknie

chyba jednak

Ktoś to wysuwa takie "polonistyczne działa", jak pień polszczyzny, znaki diakrytyczne itd, powinien pisać logiczniej, składniej, a tak - nic z tego nie wynika. Treść nieczytelna, o przesłaniu nie wspomnę.

Wciąż nje orzyzwyczaiłem się do oszczerstw jakie w Tygodniku padają co numer. Od dawn to już nie jest żaden Tydodnik dialogu. Dialog stał się tylko kliszą propagandy. Bieda ideowa aż piszczy. A teraz do rzeczy- co to niby znaczy, że Ślązak kojarzy się albo z dostatnio żyjącym górnikiem (klisza peerelu) albo z antypolskim folksdojczem? Komu? Pani autorka wybaczy, ale to jest tak płytki chwyt retoryczny, że aż mi się przelało. I trudno jest mi tutaj zwalić winę na przypadek, chociaż też wątpię w pełną premedytację. Mechanizm manipulacji medialnej jest podobny w kwestii katalonskiej jak i rasiu. W mediach jest Katalonia i jest "rząd w Madrycie". O 50% Katalończyków nie chcących separacji cichosza. W sprawie śląska jest "rząd w Warszawie" i Šlązacy - czytaj działacze RASiu (sorry, ale ten artykuł ma swoje konteksty nawet w numerze, zresztą też i kontekst kataloński nie jest przypadkowy). O tym na przykład, że deklaracja ideowa ONRu zakłada oparcie demokracji na samorządach, nikt w Tygodniku się nie zająknie. WszystcyINNI chcą zabrać Śląskowi ile wlezie, zdeptać, zepchnąć namargines, przebrać w górniczy kombinezon i wystawić kabaret. A za tydzień kolejny felieton o niebezpieczeństwach "prawicowego popupizmu"... Naprawdę to jest tak żenujące, że szkoda o tym pisać.

"Naprawdę to jest tak żenujące, że szkoda o tym pisać." - nie pisz waść więc, nie ma obowiązku.

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]