Prawdziwi obrońcy życia to rodzina Ulmów

Atrybutami ich świętości powinny być generator elektryczności, aparat fotograficzny, garnki i pieluchy.
Czyta się kilka minut
O. Wacław Oszajca SJ // Fot. Grażyna Makara
O. Wacław Oszajca SJ // Fot. Grażyna Makara

Jezus, widząc, że towarzyszący mu „wielki tłum” jest zmęczony i głodny, pyta uczniów, gdzie można by kupić „chleba, aby oni się najedli”. Filip odpowiada, że jest to niemożliwe, aż tyle kasy nie mają. Piotr mówi, że co prawda jest tu jeden chłopiec, który ma pięć chlebów i dwie ryby, lecz „cóż to jest dla tak wielu?”. Czyli pat. Tymczasem Jezus po odmówieniu być może takiej jak ta modlitwy: „Błogosławiony jesteś, Boże nasz, Królu świata, który wydobywasz chleb z ziemi”, zaczyna rozdawać ten skromny zapas i – o dziwo – wszystkich nakarmi do syta. W ten sposób Duch mówi Kościołowi, że czasami wystarczy jeden człowiek, żeby niemożliwe stało się możliwe, czyli wydarzył się cud. Apostołowie nieraz dziwili się Jezusowi, że nie wykorzystuje okazji i nie sięga po władzę. Z jeszcze większą trudnością przyjmowali do wiadomości, że powinni być jak Jezus „chlebem Bożym (…) który z nieba zstępuje i życie daje światu”.

Rok temu odbyła się beatyfikacja rodziny Ulmów. Zostali rozstrzelani za ratowanie ludzi wyjętych spod prawa, w tym przypadku Żydów. Zapłacili za to życiem, czyli własną krwią i ciałem. Na obrazach przedstawiających Ulmów atrybutami ich świętości są palmowa gałąź, lilie i krzyżyk, wszystko w landrynkowych kolorach. Tymczasem odpowiednimi symbolami świętości ich życia powinny być pług, świnie i owce, generator elektryczności, aparat fotograficzny, garnki, pieluchy i inne przedmioty codziennego użytku. Nie chce się też pamiętać, że ich proboszcz miał za złe Józefowi przynależność do Stronnictwa Ludowego, a Wiktoria „spadła z ambony”,  tzn. została publicznie upomniana za uczęszczanie na kursy Uniwersytetu Ludowego i występowanie w amatorskim teatrze. Co Ulmów wcale nie zniechęcało do udziału w życiu parafii.

Byli rodziną wielodzietną, mieli dla kogo żyć, ale najczęściej wspomina się o tym w odniesieniu do aborcji, pomijając aspekt cielesności, seksualności i miłości. A przecież wiadomo, że dzieci nie biorą się z powietrza. Ale gdy trzeba było decydować, ocalić cudze życie za cenę swojego, czyli „głodnych nakarmić, spragnionych napoić, nagich przyodziać, przybyszów w dom przyjąć”, podjęli to śmiertelne ryzyko. Przysłowie mówi, że jakie życie, taka śmierć. Śmierć przyjęli ze spokojem.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 30/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Prawdziwi obrońcy życia