Praca nie tylko dla Polaków

Otwarcie w 2018 r. polskiego rynku na imigrantów zarobkowych spoza Unii Europejskiej trudno nazwać inaczej niż rewolucją – nawet jeśli sam proces miał dynamikę bliższą ewolucji.
Czyta się kilka minut

W greckich tragediach chór stoi, choć opowiada, że biegnie. Polityka migracyjna w wykonaniu rządu PiS wygląda dotychczas odwrotnie: politycy uspokajali opinię publiczną, że praca pozostanie w Polsce dobrem zastrzeżonym dla posiadaczy paszportów z orzełkiem, a w tym samym czasie, pod naciskiem pracodawców, wydawali kolejne pozwolenia na zarobek dla imigrantów spoza UE.

W pierwszej połowie 2018 r. (nowszych danych na razie brak) Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej wydało 147,9 tys. zezwoleń na pracę cudzoziemcom spoza Unii i krajów z nią stowarzyszonych, w skali roku ich liczba może zatem sięgnąć 300 tys. W roku 2017 tego typu pozwoleń resort wydał 235,6 tys., a jeszcze rok wcześniej tylko 121,8 tys. W porównaniu z wyborczym rokiem 2015 liczba obcokrajowców, którym oficjalnie zezwolono na pracę nad Wisłą, wzrosła zatem o ponad 300 proc. (z 61 tys.).

Nic dziwnego, że nawet rządzący zaczynają mówić o imigrantach w kontekście szans, a nie zagrożeń. Wiceminister rozwoju Paweł Chorąży kilka miesięcy temu pozwolił sobie na stwierdzenie, że „migrantami jest zbudowany dobrobyt tych państw, które osiągnęły największy sukces”, i choć szybko zapłacił za tę szczerość posadą, wydaje się, że na dłużej pożegnaliśmy polityczną narrację o cudzoziemcach zabierających Polakom chleb. Nie dlatego, że bezrobocie spadło w okolice 5 proc., a dla wielu firm jedyną ścieżką rozwoju jest ściągnięcie pracowników z Indii czy Bangladeszu (z nieoficjalnych informacji wynika, że w polskiej ambasadzie w Delhi na rozpatrzenie czeka ok. 25 tys. wniosków o wizę dla obywateli tych krajów). Ani nie z tego powodu, że politycy nagle dostrzegli, jak delikatną tkankę ma organizm gospodarki. Nie takie endemity zadeptywano przecież buciorami bieżących sporów politycznych.

Kres straszenia imigrantami po prostu musiał nadejść, bo głupio straszyć kasjerką w osiedlowym sklepie, kierowcą taksówki czy zasapanym chłopakiem, który na rowerze przywiózł pizzę z pobliskiej knajpy. ©℗

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 1/2019