Reklama

Pożegnanie z imperium

Pożegnanie z imperium

28.09.2003
Czyta się kilka minut
W historii XX-wiecznej Portugalii zdarzyły się: królobójstwo, zamachy stanu, wygnania, gwałtowne i częste zmiany rządów. Nie dziwi więc, że bohater jednego z utworów Fernando Pessoi mówi: “stan najgodniejszy dla istoty wyższej to nie wiedzieć, kto jest szefem rządu jej kraju, nie wiedzieć, czy żyje w monarchii, czy w republice".
Lizbona - Bairro Alto
N

Na przykład w 1920 r., w czasach pierwszej republiki, rząd zmieniał się ośmiokrotnie, trudno się zatem dziwić ironii poety. Dla Pessoi ojczyzna miała postać idealną. Korzeniami tkwiąc w Starym Kontynencie, była forpocztą Nowego Świata; imperium kolonialnym, które nie łupiło nowych lądów, ale podjęło trud niesienia tam chrześcijaństwa i cywilizacji. Była “balkonem Europy" i “oczami Zachodu".

Republika - teoretyczna pułapka

Ustrój republikański nie został Portugalczykom narzucony, choć w opracowaniach historycznych nietrudno znaleźć pogląd, wedle którego republikę w tym katolickim kraju instalowała masoneria. Idee republikańskie pojawiły się już wśród uczestników rewolucji mieszczańskiej w 1820 r. Ich poglądów nie kształtowały jednak pobudki ekonomiczne (klasę średnią tworzyli posiadacze ziemscy, a nie miejska burżuazja, która dopiero się w Portugalii tworzyła), ale przyjęte doktryny. Była to rewolucja zrodzona z teorii, a nie z faktów; począwszy od tego momentu polityka stawała się często teoretyczną polemiką, polityką argumentów, a nie poszukiwaniem bezpośrednich rozwiązań - pisze historyk José Hermano Saraiva.

Do idei republiki powrócono w czasie Wiosny Ludów w latach 1848-52 i wojny domowej w 1847 r. Jej nazwa, patuleia, ma źródłosłów hiszpański i oznacza niezdyscyplinowane oddziały wojskowe, zaprowadzające własne rządy. Rewolucjoniści stworzyli rząd tymczasowy w Porto i przygotowywali się do marszu na Lizbonę, aby wyzwolić królową (monarchiści też walczyli za Marię II, ale by bronić jej wolności!). Rozpoczęty przez obie strony przymusowy zaciąg do wojska często kończył się tym, że w trakcie walk żołnierze przechodzili na stronę przeciwnika...

Rząd w Lizbonie zdał sobie sprawę, że jest za słaby, by zapanować nad chaosem w kraju i uczynił krok, który republikanie pamiętali monarchii przez kilka dziesiątków lat. Poproszono o pomoc Anglię i Hiszpanię; wojska interwencyjne zmusiły rząd w Porto do podpisania porozumienia przewidującego amnestię tylko dla tych, co złożą broń.

Przełomowe morderstwo

Na przełomie wieków XIX i XX republika nadal była raczej ideą niż programem politycznym. Jak zauważa Saraiva, zasadnicze idee monarchii nie odbiegały od republikańskich: “Były nimi: kapitał, własność, wolność, Ojczyzna". W języku, jakim mówiono o nowym ustroju, nie pojawiały się: prawa obywatelskie, postęp czy równouprawnienie, było za to sporo retoryki kolonialno-imperialnej. Najtrwalszym spoiwem łączącym republikanów okazywał się antyklerykalizm.

Niechęć do monarchii pogłębiło ultimatum z 1890 r., w którym Anglia pod groźbą użycia siły wymusiła na Portugalii powstrzymanie apetytów na rozszerzenie kolonii w Afryce. Portugalczycy, przywiązani do statusu potęgi kolonialnej i obronę posiadłości zamorskich traktujący prawie jak obronę europejskiego terytorium kraju, orzekli, że król i jego skorumpowane otoczenie byli w zmowie z Anglikami. Przez następne 20 lat monarchia systematycznie traciła poparcie, co spowodowały zarówno niewłaściwe decyzje polityczne, jak zaplanowana akcja dyskredytowania królewskich rządów (czemu sprzyjała wolność prasy).

Obawiając się kolejnego buntu, król zaprowadził dyktaturę, co podgrzało nastroje antymonarchistyczne w stolicy. Choć premierem rządu został Joăo Franco, polityk o postępowych poglądach, zbieżnych zresztą ze światopoglądem króla Karola I, w styczniu 1908 r. nastąpił kolejny bunt republikanów. Do obalenia ancien régimu nie doszło, a buntowników ujęto i skazano na zsyłkę. Właśnie wtedy, w sytuacji wydawałoby się całkowicie kontrolowanej przez rząd, zamordowano króla oraz następcę tronu Ludwika Filipa. Wszystkich okoliczności morderstwa nie wyjaśniono do dzisiaj, ale historycy są prawie jednomyślni, że zamachu dokonała grupa masońska, nie konsultując decyzji z Partią Republikańską.

Śmierć króla, cieszącego się prestiżem w armii i szacunkiem ludności, oznaczała koniec wartości spajających monarchię. Król Emanuel II siedmiokrotnie zmieniał rząd, nim po przewrocie republikańskim z 4/5 października 1910 r. nowa władza wygnała go z kraju. Powstała Republika Portugalska. Były to lata krwawych zajść, kraj ubożał i silnie uzależniał się od Anglii. Dla niektórych był to czas anarchii i “bezpłodnej gadaniny" wynoszącej do władzy demagogów. Inni z kolei oceniają go jako lata twórczego niepokoju, kiedy zarówno politycy, jak wyborcy nabyli pierwszych doświadczeń życia w demokracji.

Republika stworzona przez telegraf

Portugalia, choć utrzymała status imperium, była państwem zacofanym, a wśród produktów eksportowanych dominowało wino, korek i owoce. Produktów przemysłowych nie było prawie wcale. W 1911 r. 77,4 proc. mieszkańców nie umiało czytać i pisać. Historyk A. H. de Oliveira Marques zauważył złośliwie, że Portugalczycy ulegali wówczas wpływom fanatycznych księży i czarownic. Choć kraj był w ponad 90 proc. katolicki, antyklerykalizm był chyba równie silny, jak wiara w czarownice. Mimo to zaprowadzanie republikańskich porządków, przynajmniej początkowo, dokonywało się bez manifestacji czy bratobójczych walk. Ulica mówiła, że republikę proklamowano przez telegraf.

Nowa władza zamierzała szybko zmodernizować kraj i zmienić jego rolniczo-wiejski charakter. Jej hasłem stała się laicyzacja i ograniczenie pozycji Kościoła.

Nim w kwietniu 1911 r. przeprowadzono całkowity rozdział Kościoła od państwa, republikanie skasowali zgromadzenia zakonne, wydalili z kraju zakonników, którzy nie porzucili życia monastycznego, zamknęli kościelne szkoły, instytucje, nawet dzieła miłosierdzia. Z budynków znikły symbole katolickie. Odwołano ambasadora przy Stolicy Apostolskiej, nuncjuszowi nakazano opuścić Portugalię. Zakazano nauczania religii w szkole, zlikwidowano wydział teologiczny i katedrę prawa kościelnego na uniwersytecie w Coimbrze, z 13 seminariów pracowało jedynie 7. Święta katolickie przestały być dniami wolnymi od pracy, a niedziele przemianowano na “dni odpoczynku".

Ustawowy rozdział Kościoła od państwa, niemal dokładnie powtarzający rozwiązania francuskie z 1905 r., zrównywał wszystkie wyznania, zakazywał nauczania przez duchownych i nacjonalizował własność kościelną (także obiekty sakralne). Zmuszało to księży do “wypożyczania" od państwa pomieszczeń i przedmiotów kultu na czas nabożeństw. Zbiorowe praktyki religijne znalazły się pod nadzorem administracyjno-policyjnym, a listów pasterskich nie można było rozpowszechniać bez zezwolenia władz (zakaz dotknął np. bullę Piusa X, krytykującą zmiany w stosunkach Kościół-

-Portugalia). Stworzono tzw. stowarzyszenia kultowe dla kontroli nabożeństw; księża nie mogli do nich należeć ani nimi kierować. Zlaicyzowano prawo rodzinne, wprowadzając prawo do rozwodu. Wprowadzono też obowiązek zawierania małżeństw cywilnych, zrównano w prawach zarówno małżonków (likwidując instytucję głowy rodziny), jak dzieci (ślubne, nieślubne czy adoptowane).

Modernizacja, której Portugalia potrzebowała w prawie każdej dziedzinie, szybko przerodziła się w walkę z Kościołem. Celem zmian było nie tyle zbudowanie zamożnego państwa, szanującego prawa obywatelskie i zasady demokracji, ile, jak wyznał Alfonso Costa - jeden z premierów pierwszej republiki - “całkowite zniszczenie religii katolickiej w przeciągu dwóch pokoleń". Pierwsza republika była antyreligijna i nie mogło być inaczej, skoro większość jej przywódców należała do lóż masońskich, wówczas głęboko antyklerykalnych.

Zdaniem prof. Manuela Bragi de Cruz, wykładowcy historii na Uniwersytecie Lizbońskim, “Pierwsza Republika była próbą zmodernizowania narodu na siłę i wbrew jego woli. Próba ta zakończyła się porażką, a w konsekwencji wielkiej niestabilności politycznej władzę przejęli wojskowi". Istotnie, w ciągu 16 lat rząd zmienił się 50 razy, prezydent - 8, zaś ministrowie wykonywali funkcje średnio 4 miesiące.

Tęsknota za silną ręką

Kryzys Pierwszej Republiki nie odbiegał od charakterystycznego dla wielu krajów ówczesnej Europy rozczarowania demokracją. Wyborcom kojarzyła się ona z ciągłymi zmianami rządu, utrzymaną od czasów monarchii centralizacją kraju i wieloletnim deficytem budżetowym.

Dopiero udział Portugalii w I wojnie światowej, gdy partie stworzyły Świętą Unię, zawiesił spory polityczne. Wysyłając na początku 1917 r. dwie dywizje żołnierzy do Francji, Portugalia zamierzała “wpisać się w kontekst europejski". A w dalszej kolejności zapewnić sobie miejsce przy stole rokowań po stronie zwycięzców, gdzie mogłoby dojść do nowego podziału świata kolonialnego. Po tym, jak w obronie Angoli i Mozambiku, najechanych przez Niemców, poległo 5 tys. żołnierzy portugalskich - tak się rzeczywiście stało.

Pod koniec 1917 r. Sidónio Pais zjednoczył siły przeciwne udziałowi w wojnie i dekretem wprowadził powszechne i bezpośrednie wybory prezydenckie. To jedna z pierwszych w Europie prób pokonania słabości demokracji parlamentarnej przez wzmocnienie urzędu prezydenta. Pais rządził zaledwie kilka miesięcy - został zamordowany.

W 1920 r. rząd zmienił się ośmiokrotnie. Rok później, w październiku, doszło do “krwawej nocy", kiedy skrytobójczo zamordowano właśnie zdymisjonowanego premiera i kilku ważnych polityków. Partie obwiniały się wzajemnie o morderstwo... “Tylko dyktatura może nas ocalić" - przytacza Saraiva obiegową opinię z 1924 r. I jak przez dziesięciolecia hołubiono ideę republiki, nie bardzo wiedząc, jaką treścią wypełnić tę formę, teraz czekano na dyktatora. Niemal jak na zaginionego w bitwie z Maurami w 1578 r. króla Sebastiana, w mitologii narodowej - zbawcy i męża opatrznościowego...

Od władzy żołnierzy do "dyktatury rozsądku"

Wybawca nie przybył na białym koniu. W maju 1926 r. pojawił się za to gen. Gomes da Costa, weteran walk we Flandrii podczas wojny światowej, i na czele zniecierpliwionych “długowiecznością" trwającego już 22 miesiące rządu przeprowadził zamach stanu, po którym do 1933 r. Portugalią rządzili wojskowi.

Reżim skupiał się przede wszystkim na utrzymaniu porządku. Sądy krytyczne wobec władzy wyłapywała cenzura wojskowa. Ale to nie wystarczyło, by opanować deficyt budżetowy i rozpocząć niezbędne reformy. Niespodziewanie mężem opatrznościowym stał się António de Oliveira Salazar, profesor ekonomii na uniwersytecie w Coimbrze.

Pochodzący “z pracy, z nędzy", jak pisał o sobie, był związany z partią chrześcijańską-demokratyczną. Rozczarowany do demokracji po tym, gdy jako deputowany obserwował parlamentarne spory między partiami, zrezygnował z mandatu po jednym posiedzeniu. Gdy wojskowi oddali mu finansową władzę w państwie, szybko poradził sobie z inflacją i bezrobociem, zrównoważył budżet, spłacił długi zagraniczne i zracjonalizował wydatki budżetowe. Stał się jedną z najważniejszych postaci w kraju.

Uważany za “jedyną myślącą głowę w ekipie rządowej", w lipcu 1932 r. został premierem i sprawował tę funkcję aż do września 1968 r., gdy wylew krwi do mózgu uniemożliwił mu dalsze sprawowanie władzy. Przez wszystkie te lata był również ministrem finansów, a czasowo: spraw zagranicznych i wojny. Był też przywódcą jedynej legalnej partii: Unii Narodowej. De facto posiadał władzę dyktatorską, którą sprawował w ramach stworzonego przez siebie systemu nazwanego “Nowym Państwem" (Estado Novo).

Gorący zwolennik korporacjonizmu - doktryny od XIX w. popularnej w katolickiej nauce społecznej Kościoła, a przypomnianej przez Piusa XI w encyklice “Quadragesimo anno" z 1931 r. - usiłował budować Nowe Państwo w oparciu o jego założenia. Dla Salazara podstawowymi elementami struktury społecznej były rodziny i korporacje, łączące zawody we wspólnoty pracodawców i pracowników. Ta droga wydawała się najpewniejsza dla zagwarantowania praw pracowniczych, jak i nakłonienia zatrudnionych do pracy na rzecz dobra wspólnego. Walkę klas miał zastąpić solidaryzm społeczny, a ducha narodu wzmacniać roboty publiczne: budowa dróg, mostów w Lizbonie i Porto czy budynków publicznych.

Wierny zasadzie, że demokracja jest ustrojem, w którym “władza wyrodnieje, a wszelki autorytet upada", Salazar przez 40 lat nie dopuścił do powstania opozycji i zwalczał przeciwników przy pomocy policji politycznej. Władzę wykonawczą i ustawodawczą sprawował niepodzielnie rząd zdominowany przez premiera. “Tę dyktaturę (...) chętnie nazwałbym dyktaturą rozsądku lub intelektu" - napisał Salazar w przedmowie do wydanej w 1939 r. książki “Rewolucja pokojowa". W literaturze pojawiło się też określenie “dyktatura profesorów".

"Ślepcy w sprawach rasy"

Dyktator był katolikiem, ale nie ulegał wpływom Kościoła, wyżej ceniąc interesy państwa. W 1940 r. Portugalia podpisała konkordat ze Stolicą Apostolską, gwarantujący rozdział Kościoła od państwa, ale nie zwrócono dóbr kościelnych skonfiskowanych po 1910 r. ani nie pozwolono wrócić zakonom, które prowadziły działalność inną niż charytatywna czy edukacyjna. Był to sukces zza grobu Pierwszej Republiki.

W czasie II wojny światowej Portugalia zachowała neutralność. Nie przeszkodziło jej to zaopatrywać przez całą wojnę obie walczące strony w wolfram, dzięki czemu osiągnęła (po raz pierwszy od XVIII w.!) dodatnie saldo w bilansie handlowym. Nie przystąpiła do Osi i Salazar zrobił wiele, aby i Hiszpania nie przeniosła wojny za Pireneje. W 1943 r. Lizbona udostępniła natomiast aliantom bazy na Azorach.

Jak podczas I wojny światowej, “wpisanie się w kontekst europejski" we właściwym momencie przyniosło oczekiwany skutek: przynależność do obozu zwycięzców. Po wojnie Portugalia zostanie “południową flanką" NATO i skorzysta z Planu Marshalla.

Jednak lata powojenne ukazały niedostatki i bezwład salazaryzmu. Największym problemem, poza brakiem demokracji i wolności wypowiedzi, stało się podtrzymywanie tezy o nierozerwalnym związku metropolii i posiadłości zamorskich oraz o misji cywilizacyjnej Portugalczyków - “ślepców w sprawach rasy". Tubylcom gwarantowano prawo własności, swobodę pracy i wolność sumienia oraz status zasymilowanych po opanowaniu języka portugalskiego, ukończeniu szkół i przyjęciu chrześcijaństwa. W odpowiedzi na ruch dekolonizacyjny Salazar odpowiadał, że posiadłości Portugalii nie są już koloniami, ale rdzennymi - tyle że zamorskimi - ziemiami portugalskimi, a obecność Portugalczyków w Angoli czy Mozambiku ułatwia Europejczykom inwestowanie oraz ogranicza infiltrację Afryki przez komunistów. Utrzymanie kolonii w pewnych momentach pochłaniało nawet połowę budżetu i wszystkie osiągane tam zyski.

Kres “zamorskim snom o potędze" położyła śmierć Salazara i “Rewolucja Goździków" w 1974 r. Zamach stanu, przeprowadzony przez wojskowych - którzy dla odróżnienia od zwolenników salazaryzmu przypięli sobie czerwone goździki - obalił najdłuższą niekomunistyczną dyktaturę w Europie, wprowadził pluralizm polityczny i dał samodzielność terytoriom zamorskim. Angola i Mozambik szybko pogrążyły się w wojnie domowej. Timor Wschodni w rok po ogłoszeniu niepodległości zagarnięty został przez Indonezję, która zrezygnowała zeń po krwawych walkach dopiero w maju 2002 r. W grudniu 1999 r. Chiny przejęły kontrolę nad wyspą Makau - ostatnią posiadłością kolonialną Portugalii.

W samej Portugalii niewiele brakowało, by po “Rewolucji Goździków" walki o władzę zakończyły się przejęciem jej przez komunistów. Nie było trudno o radykalne nastroje w jednym z najbardziej wówczas zacofanych krajów Europy. Władza ustabilizowała się dopiero w 1985 r., kiedy rządy objęła umiarkowana Partia Socjaldemokratyczna. Rok później Portugalia stała się członkiem Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej, ale dopiero w 1989 r. usunięto z konstytucji lewicowe zapisy o Radzie Rewolucyjnej czy nieodwracalności przeprowadzonej w latach 70. nacjonalizacji.

Na drodze do struktur europejskich Portugalia zrezygnowała z ostatnich atrybutów imperialnej przeszłości i częstego w swojej historii dystansu do wydarzeń na kontynencie. Stała się jednym z wielu państw europejskich. Na dodatek: małym i biednym, którego mieszkańcy byli przez parę powojennych dziesięcioleci tanią siłą roboczą zamożnych demokracji. Próżnię, którą historycy porównują do kryzysu świadomości, jaki przeżyli Portugalczycy po oderwaniu się Brazylii w 1822 r., ma teraz wypełnić integracja z UE. Unia nie jest tylko źródłem pieniędzy potrzebnych do nadrobienia zapóźnienia gospodarczego, ale także organizmem, pozwalającym stworzyć europejską, nie-imperialną tożsamość.

XX-wieczna historia Portugalii nie doczekała się obszernego i bezstronnego opracowania w języku polskim. W zależności od poglądów autora, czytamy o “tzw. objawieniach w Fatimie" (rzekomo zaaranżowanych przez Kościół) albo “tzw. Rewolucji Goździków" (rzekomo zorganizowanej przez komunistów). Mimo to warto skorzystać z książki José Hermano Saraivy “Krótka historia Portugalii" (2000), z A. de Oliveiry Marquesa “Historii Portugalii" (1987), z pracy Jacka Bartyzela “Umierać, ale powoli" (2000) oraz z materiałów poświęconych Salazarowi we “Frondzie" (nr 13/14/1998).

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]