W piątek na składowisku odpadów w Siemianowicach Śląskich spaliło się 10 tys. ton odpadów, w tym toksycznych chemikaliów i plastiku. Dwa dni później w Warszawie ogień doszczętnie zniszczył ogromne centrum handlowe (1400 stoisk), a w poniedziałek doszło do pożaru w zajezdni autobusowej w Bytomiu. Błyskawicznie pojawiły się podejrzenia, że to dzieło rosyjskich służb. Chociaż Tomasz Siemoniak, minister spraw wewnętrznych i koordynator ds. służb specjalnych, zapewniał dziś w Sejmie, że na razie nie ma dowodów łączących te pożary, skojarzeń ciężko uniknąć, szczególnie jeśli popatrzy się z perspektywy tego, co dzieje się w ostatnim czasie w Europie.
3 maja w Lichterfelde na przedmieściach Berlina doszło do pożaru w fabryce Diehl Metall. Przechowywany był tam kwas siarkowy i cyjanek miedzi – substancje, które łatwo się palą. Mogło dojść do wypadku, żadnych dowodów na sabotaż nie ma. I tylko przypadkiem może być to, że spółka-matka tej fabryki produkuje system IRIS-T, używany w Ukrainie do zwalczania rosyjskich rakiet. 30 kwietnia w Fuenlabrada pod Madrytem spalił się magazyn należącej do Ukraińców firmy logistycznej. Takie wypadki też się zdarzają. O ile jednak w Hiszpanii dotąd nikomu zarzutów nie postawiono, to w Wielkiej Brytanii rusza właśnie proces związany z podpaleniem we wschodnim Londynie. Czterech mężczyzn oskarżono o to, że w marcu podłożyli ogień w magazynie z pomocą dla Ukraińców i wzięli za to pieniądze od rosyjskiego wywiadu. Planowali spalić także dwa inne budynki, również mające związek z Ukrainą.
Na razie w przypadku pożarów w Polsce nic nie wiadomo o żadnym wątku ukraińskim. Pożar w Siemianowicach jest natomiast łączony z mafią śmieciową, w sprawie której od kilku lat trwa śledztwo (zarzuty przedstawiono ponad 70 osobom). Zresztą, o mafijnych porachunkach między handlarzami mówi się też w związku z pożarem w stołecznym centrum handlowym Marywilska 44.
O tym jednak, że operacji sabotażowych zorganizowanych przez służby Kremla należy się spodziewać, ostrzegało na początku maja NATO. Premier Donald Tusk poinformował we wtorek, że choć nie ma żadnych dowodów, by ostatnie pożary w Polsce były skutkiem działań zewnętrznych, to „w ostatnich kilkunastu tygodniach, także we współpracy z sojusznikami, państwo polskie uniemożliwiło przygotowywane próby takich akcji bezpośrednich, dotyczących także sabotażu i próby podpaleń”. Minister Siemoniak poinformował dziś, że na przełomie stycznia i lutego ABW aresztowała obywatela Ukrainy, który na zlecenie służb rosyjskich we Wrocławiu przygotowywał podpalenie „obiektu o charakterze handlowym”.
Mark Galeotti, dyrektor think tanku Mayak Intelligence i autor książki „Wojny Putina: od Czeczenii do Ukrainy” jakiś czas temu zwracał uwagę, że we wszystkich operacjach organizowanych przez rosyjskie służby w Europie Kreml dbał o to, by nie przekraczać „czerwonej linii”, jaką jest zabijanie cywilów – bowiem nawet jeśli Władimir Putin mówi o wojnie z Zachodem, to w rzeczywistości nie chce otwartego konfliktu i wywoływania stanowczej reakcji NATO. Problem w tym, że zachodnie służby wywiadowcze ostrzegały ostatnio, iż to się może zmienić, bo Moskwa planuje bardziej agresywne i skoordynowane operacje „o wysokim potencjale wyrządzenia szkód”.
Celem tych operacji ma być zniechęcenie europejskich społeczeństw do popierania Ukrainy w wojnie z Rosją. „Bo my chcemy przede wszystkim spokoju, latte na sojowym i wycieczki na Majorkę” – mówił nam kilka dni temu jeden z ekspertów zajmujących się wojną hybrydową Rosji z Zachodem. Najgroźniejsze ataki mogą nam ten spokój zakłócić.
Nawet jednak same spekulacje o tym, czy w pożarach maczali palce Rosjanie, muszą się na Kremlu bardzo podobać. Bo bez względu na to, czy tak rzeczywiście było, czy nie, umacniają one wizerunek rosyjskich służb jako bardzo groźnych. To powoduje nieufność w stosunku do instytucji państwa i utrudnianie ich funkcjonowania, nakręca podziały i rozbija jedność. Panika, szpiegomania i przerzucanie się oskarżeniami – to wszystko świetnie wpisuje się w cel Moskwy. Burzy nasz spokój. A to jeden z ważnych – jeśli nie najważniejszych – elementów wojny hybrydowej, która się przeciw nam toczy.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















