Powrót do PRL-u

Znowu to władza będzie decydować o liście sędziów, którzy mają rozpatrywać wrażliwe sprawy dla rządzących – mówi sędzia Izby Karnej SN prof. Włodzimierz Wróbel.
Czyta się kilka minut
Fot. Grażyna Makara /
Fot. Grażyna Makara /

Marek Kęskrawiec: Panie Profesorze, czy przyjmie Pan funkcję w Izbie Odpowiedzialności Zawodowej SN, jeśli wskaże Pana prezydent? Pani prezes Małgorzata Manowska wylosowała kulkę z Pańskim nazwiskiem.

Włodzimierz Wróbel: Tu nie ma żadnej formalnej procedury, decyzji o przyjęciu nowej funkcji lub odmowie. Udział w losowaniu wzięliśmy z automatu. W pewnym momencie pojawi się lista osób, które prezydent uzna za uprawnione do orzekania w kwestiach, do których izba została powołana, czyli rozpatrywania spraw dyscyplinarnych prawników i lekarzy.

No dobrze, ale gdy już zostanie powołany prezes tej izby i wyznaczy skład do rozpatrzenia konkretnej sprawy, w którym Pan się znajdzie, to co Pan zrobi?

Załóżmy, że mamy do czynienia ze składem, w którym znajdzie się sędzia niewłaściwie powołany. Taki skład nie będzie w stanie wydać orzeczenia, które miałoby szansę ostać się przed międzynarodowym trybunałem, jeśli zostałoby zaskarżone. Wyobraźmy sobie przypadek prokuratora, który spowodował wypadek po alkoholu. Jeśli zdejmiemy mu immunitet, to może dojść do absurdalnej sytuacji, w której decyzja izby zostanie uchylona i jeszcze trzeba będzie sprawcy wypłacić odszkodowanie. Na coś takiego nie umiem się zgodzić. Istnieją pewne ścieżki procesowe związane z oprotestowaniem własnej obecności w takim składzie, które będą zapewne przez sędziów uruchamiane.

A jeśli w składzie będą tylko „starzy” sędziowie, prawidłowo powołani?

Wtedy problem też nie zniknie, gdyż faktem wciąż pozostanie, iż ostateczny skład całej izby wybiera prezydent, czyli polityk, który dla swej decyzji musi uzyskać kontrasygnatę premiera, kolejnego polityka. To jest sprzeczne z trójpodziałem władzy i niejako powrót do PRL-u, gdyż znowu to władza będzie decydować o liście sędziów, którzy mają rozpatrywać wrażliwe sprawy dla rządzących. Jest jeszcze jeden problem, sędziemu powołanemu do izby odbiera się trzy czwarte prowadzonych spraw. To też może zostać wykorzystane.

Władza powoła sędziego Wróbla do izby, odbierając mu drażliwe dla siebie sprawy, a on w izbie i tak zostanie zdominowany przez neosędziów. Czy tak?

Tak. A prezydent zyska argument, że nie powołuje sędziów wyłącznie z nowego rozdania.

To czym właściwie różni się zlikwidowana Izba Dyscyplinarna od Izby Odpowiedzialności Zawodowej?

Izba Dyscyplinarna to był osobny sąd, z własną administracją i budżetem, autonomiczny względem I prezesa SN. Wtedy chodziło o to, by wyrwać część władzy z rąk ówczesnej I prezes SN, Małgorzaty Gersdorf. To znika i co do zasady jest dobre. Kłopot w tym, że teraz mamy do czynienia z Sądem Najwyższym, w którym I prezes nie jest prawidłowo obsadzony, tylko jest nominatem rządzących. Odrębny sąd nie jest więc już władzy potrzebny. Jest jeszcze jedna różnica. Poprzednią izbę powoływała Krajowa Rada Sądownictwa, którą obsadzili politycy. Teraz to sędziowskie ciało pośredniczące znika i w jego miejsce od razu pojawia się polityk, czyli prezydent.

Któremu sędzia Manowska wylosowała 17 „nowych” i 16 „starych” sędziów. On zaś wybierze ostatecznie 11 osób. Może wybrać samych swoich albo tylko 10 i prof. Wróbla jako kwiatek do kożucha.

To prawda. Można było od razu wprowadzić przepis, że prezydent po prostu wyznacza 11 członków izby spośród wszystkich uprawnionych do wyboru 84 sędziów SN (wyłącza się prezesów). Zawężanie tej grupy do 33 osób niewiele zmienia, poza koniecznością organizacji losowania będącego potem źródłem drwin. Równie dobrze Andrzej Duda mógłby wybierać z 66 kandydatów, efekt i tak byłby ten sam. To wszystko tylko gra pozorów.

Rozmawiał Marek Kęskrawiec

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 34/2022

W druku ukazał się pod tytułem: Gra pozorów