Reklama

Prezes prezesem sądów

Prezes prezesem sądów

18.07.2017
Czyta się kilka minut
Dla Kaczyńskiego przejęcie sądów jest kluczowym elementem rewolucji, która ma ugruntować jego władzę na lata. Jeśli najnowsza reforma wejdzie w życie, każdy polski sędzia zostanie podporządkowany PiS.
Zbigniew Ziobro i Jarosław Kaczyński, Warszawa, luty 2016 r. ADAM CHEŁSTOWSKI / FORUM
W

W swej już półtorarocznej rządowej praktyce PiS przyzwyczaił nas, że zachowuje się tak, jakby odbijał państwo z rąk okupantów. Tak przejął Trybunał Konstytucyjny, całą administrację państwową, dyplomację, spółki Skarbu Państwa, media publiczne, armię, służby specjalne, tak chce zyskać kontrolę nad organizacjami pozarządowymi i prezes jeden raczy wiedzieć czym jeszcze.

Jednak w tym katalogu rolę szczególną – czego Jarosław Kaczyński nie kryje – zajmują sądy. W politycznej doktrynie lidera PiS sądowa rewolucja to matka wszystkich reform, kwintesencja sanacji państwa. Przejęcie kontroli nad sądami to ostatni element słynnej walki PiS z układem, który partia ściga od półtorej dekady.


Zamach na sądy – czytaj i udostępniaj specjalny, bezpłatny serwis „Tygodnika Powszechnego” >>>


Kaczyński mówi o sądach od lat to samo, tyle że dotąd nikt nie brał tego poważnie. Lider PiS umieszcza je na samym szczycie piramidy wszelkich patologii. Przekonuje, że państwo nie działa w interesie społecznym, tylko jest zespołem korporacji, na których czele stoją sądy, które „nie liczą się z poczuciem sprawiedliwości”.

– Nie ma na świecie instytucji, która działałaby dobrze w sytuacji, gdy jest poza jakąkolwiek kontrolą. A tak działają obecnie polskie sądy. To chcemy zmienić – mówił wiosną 2014 r., gdy niewielu wierzyło, że kiedykolwiek będzie rządził.

O ile Trybunał Konstytucyjny odbijał chaotycznie, przepychając przez Sejm masę często wzajemnie sprzecznych ustaw, to atak na sądy jest o wiele bardziej przemyślany. To trzy precyzyjne, chirurgiczne uderzenia, które wysadzają w powietrze cały wymiar sprawiedliwości.

Bombą w sąd

Największa sądowa bomba w arsenale PiS to nowa ustawa o Sądzie Najwyższym. Dobrym zwyczajem jedynowładców Kaczyński odpalił ją niespodziewanie, wnosząc do Sejmu późnym wieczorem 12 lipca. Ma wejść w życie ledwie w 14 dni od momentu uchwalenia.

Gdy czyta się ten 80-stronicowy projekt w całości, to lektura może uśpić czujność. Część paragrafów pokrywa się z obecnymi przepisami, część nowinek jest niekontrowersyjna, część nawet brzmi ciekawie. Ładunek został podłożony pod sam koniec projektu, w najmniej spodziewanym miejscu – w „przepisach przejściowych i końcowych”. Opisano tam egzekucję obecnego składu Sądu Najwyższego i wybór jego rewolucyjnych następców – wszystko pod dyktando rządu.

Kluczowy zapis projektu – art. 87 §1 – brzmi tak: „Z dniem następującym po dniu wejścia w życie niniejszej ustawy sędziowie Sądu Najwyższego powołani na podstawie przepisów dotychczasowych przechodzą w stan spoczynku, z wyjątkiem sędziów wskazanych przez Ministra Sprawiedliwości”.

Taką czystką obóz władzy osiąga dwa cele. Po pierwsze, automatycznie pozbywa się wszystkich sędziów, robiąc miejsce dla swych nominatów. A po wtóre, pokazując kij, daje też obecnym sędziom SN marchewkę – każdy, kto zyska uznanie Zbigniewa Ziobry, ma szansę na dalszą pracę.

Tak skonstruowane przepisy doprowadzą do dymisji pierwszej prezes Sądu Najwyższego prof. Małgorzaty Gersdorf, znanej z krytyki działań PiS wobec wymiaru sprawiedliwości. Kto zajmie jej stanowisko? W pierwszym rozdaniu po wejściu w życie ustawy zdecyduje o tym obóz władzy. A konkretnie – znowu Ziobro. Z innymi stanowiskami prezesowskimi w Sądzie Najwyższym będzie podobnie – kandydatów powoła prezydent na wniosek ministra sprawiedliwości. Jak zostaną wybrani pierwsi nowi sędziowie? Tak, znowu przez Ziobrę.

To także Ziobro napisze regulamin Sądu Najwyższego, określający całkowitą liczbę stanowisk sędziowskich, liczbę stanowisk w poszczególnych izbach, wewnętrzną organizację Sądu Najwyższego, szczegółowy podział spraw między izby oraz zasady wewnętrznego postępowania.

Czyli w praktyce ubezwłasnowolni pierwszego prezesa SN, nawet jeśli będzie jego własnym nominatem.

Przykręcanie sędziom śruby

Skąd nagły pośpiech i przesunięcie sądów na sam szczyt politycznej wokandy PiS? W politycznym światku spekulacji jest masa. Może prezes Kaczyński po prostu uznał, że ostatnie posiedzenia Sejmu przed wakacjami to najlepszy moment na dopełnienie rewolucji, jako że Polakom w głowach kanikuła? A może dlatego, że w sierpniu Sąd Najwyższy znów ma się zająć sprawą koordynatora specsłużb Mariusza Kamińskiego? To ryzykowny dla PiS proces – wszak prezydenckie ułaskawienie za przekroczenie uprawnień już raz SN zakwestionował.

A może jednak chodzi o wrześniową rozprawę w sprawie legalności wyboru szefowej Trybunału Konstytucyjnego z nadania PiS, sędzi Julii Przyłębskiej? Wszak prof. Gersdorf już sugeruje, że Przyłębską wybrano niezgodnie z procedurami.

A może PiS chce obsadzić swoimi ludźmi Sąd Najwyższy, bo za rok zaczyna się dwuletni serial wyborczy, decydujący dla kształtu sceny politycznej na lata? Wszak to Sąd Najwyższy ocenia, czy wybory są ważne, czy też nie.

Bez względu na to, jakie intencje się za tym kryją, PiS jest zainteresowany nie tylko prostym przejęciem SN – pragnie także przykręcić sędziom śrubę. Projekt tworzy w Sądzie Najwyższym nową Izbę Dyscyplinarną, by zajmowała się występkami sędziów i prokuratorów.

Ponadto PiS chce wprowadzić „dodatkową dolegliwość” w postaci obowiązku podania prawomocnego wyroku dyscyplinarnego do wiadomości publicznej. „Stanowi to realizację zasady jawności, która umożliwia poddanie kontroli publicznej orzeczeń zapadających w tym trybie” – napisano w uzasadnieniu.

W PiS panuje przekonanie, że środowisko sędziowskie jest oporne wobec rozliczeń z PRL. W projekcie znalazły się więc obszerne zapisy dotyczące lustracji sędziów: „Stosunek służbowy sędziego Sądu Najwyższego wygasa w razie stwierdzenia, że pełnił służbę, pracował lub był współpracownikiem organów bezpieczeństwa” PRL. Do tej pory karani byli tylko tzw. kłamcy lustracyjni, czyli sędziowie, którzy zataili swe kontakty z bezpieką.

Wiosną Kaczyński mówił mi w wywiadzie: „Według naszej oceny sądy to jedna z twierdz postkomunizmu w Polsce. Na czele jest tu Sąd Najwyższy, który ma naprawdę spory dorobek, jeśli chodzi o ochronę ludzi służących dawnemu systemowi, ale także wiele bardzo wątpliwych wyroków. Jednocześnie szerzy się tam lewactwo i podległość w stosunku do sił zewnętrznych wobec Polski. Potrzebna jest szeroka przebudowa personalna i strukturalna sądownictwa”.

Ulegli Putinowi i Brukseli

Tak właśnie Kaczyński traktuje sędziów – jako postkomunistyczne złogi, uległe Putinowi albo Brukseli. Dlatego na rozbiciu w pył Sądu Najwyższego poprzestać nie zamierza. Rewolucja zejdzie niżej, w każdy sądowy zakamarek. W minionym tygodniu parlament przyjął dwie inne rewolucyjne ustawy, które razem z projektem o SN stanowią śmiertelną triadę dla sądownictwa w obecnej postaci.

Pierwszy z nich to świeżutka ustawa o Krajowej Radzie Sądownictwa. Owa Rada to konstytucyjny organ składający się głównie z sędziów – z niewielką domieszką polityków – który ma kluczowy wpływ na wybór kandydatów na sędziów oraz sędziowskie awanse.

Wedle opisanego już wyżej sznytu obecna KRS zostanie rozwiązana. Nową wybiorą nie środowiska sędziowskie – jak to było do tej pory – tylko Sejm, czyli w praktyce PiS.

Jakby tego było mało, KRS zostanie podzielona na dwie izby. Jedna będzie sędziowska, a druga – zdominowana przez polityków. W razie różnicy zdań między izbami decyzja musi być podjęta przez 2/3 członków KRS – co w praktyce da nominatom PiS prawo weta wobec wszelkich decyzji.

Dzięki opanowaniu KRS obóz władzy przejmie kontrolę nad wszystkimi nominacjami sędziowskimi i awansami sędziów. W wymiarze sprawiedliwości noszenie pod togą znaczka PiS zacznie się opłacać. Widać to jeszcze wyraźniej, jeśli się przeczyta trzecią ustawę PiS z bombowego pakietu. Przyjęta w minionym tygodniu przez parlament ustawa o ustroju sądów powszechnych daje Ziobrze praktyczny monopol na powoływanie i odwoływanie prezesów sądów wszystkich szczebli. Oczywiście – bo jakże by mogło być inaczej – Ziobro może wyrzucić wszystkich obecnych prezesów i wiceprezesów w każdym sądzie na dowolnym poziomie.

Takie przepisy każą dobrze żyć z władzą każdemu sędziemu, który chce robić choćby skromną karierę w wymiarze sprawiedliwości. Zabiją niezależność w każdym, choćby najbardziej hardym przedstawicielu Temidy, przypominając mu, że ma swoje lata, rodzinę i kredyty.

Kaczyński grozi palcem

PiS nieszczególnie kryje się z tym, że chce szybko przeciągnąć na swą stronę część obecnych sędziów oraz wprowadzić do sądów jak najwięcej swoich ludzi. Dlatego Ziobro chomikuje setki wolnych sędziowskich etatów i nie ogłasza na nie konkursu, czekając, aż w życie wejdą nowe przepisy. Do sądów ma trafić fala ludzi „nowych, patriotycznych i uczciwych” – choć zapewne te kryteria będą spełniać wyłącznie odziani w togi sympatycy PiS.

Ta ruszająca właśnie wojna z sądami może być najbrutalniejszą ze wszystkich wojen prowadzonych przez PiS od objęcia władzy. Sędziowie, zdaniem liderów PiS, są niechętni ich wizji Polski, światopoglądowi i im osobiście. Przykład Ziobry – zdegradował sędzię, która uznała jego przegraną w sprawie o zniesławienie, a prokuratura zajmuje się inną sędzią, orzekającą w sprawie śmierci jego ojca – pokazuje, że pokusa rewanżu może przybrać niebezpieczny kierunek.

Wedle doktryny Kaczyńskiego wszystko to nie oznacza przejęcia przez PiS kontroli nad sądownictwem, zaś trójpodział władz dopiero teraz rozkwitnie. Jednocześnie jednak prezes grozi palcem tym, którzy chcą podnieść rękę na władzę.

„Mówienie »my tutaj załatwimy w Polsce sprawę władzy przez ulicę i zagranicę« to jest czysty zamach stanu, czysta zdrada stanu. Jak dotąd wymiar sprawiedliwości się tym nie zajął, nie wiem dlaczego” – stwierdził, wyraźnie prezentując swe oczekiwania wobec Ziobry i przypominając posłom opozycji wspierającym protesty, że w razie skazania prawomocnym wyrokiem znikną z parlamentu.

Kaczyński od momentu powstania Komitetu Obrony Demokracji i Czarnych Marszów najbardziej obawia się protestów ulicznych. A sądowy Blitzkrieg PiS nie tylko obudził z letargu zaspaną opozycję, ale też ponownie wyprowadził na ulice przeciwników rządu. Demonstracje ruszyły w minionym tygodniu i trwać będą przez najbliższe dni. Czy jednak ulica obroni sądy? Sami sędziowie w to nie wierzą.

„Lud nie stanie w naszej obronie, bo przez półtora roku jest epatowany tym, że wymiar sprawiedliwości to bagno. Mamy do czynienia z manipulacją wizerunku sądów. Żadnej władzy nie podoba się niezależne sądownictwo, choć tej władzy szczególnie” – mówiła mi kilka miesięcy temu prof. Gersdorf.

Prezes sędziom nie odpuści

Jest w sędziach jeszcze wiara w weto prezydenta, ale to raczej nadzieja z kategorii tych, które umierają ostatnie. Andrzej Duda na pewno nie zawetuje ustawy o KRS.

„Niewątpliwie reforma jest potrzebna i społecznie bardzo oczekiwana – mówił w maju prezydent w wywiadzie dla tygodnika „wSieci”. – Zmiany są niezbędne i muszą być przeprowadzone. Te zmiany, które proponuje minister Ziobro, generalnie idą w dobrym kierunku”.

Jak się zachowa w sprawie ustawy o Sądzie Najwyższym? To może być największa próba dla jego prezydentury. Przecież Ziobro chce hurtem wyrzucić wszystkich czterech szefów izb Sądu Najwyższego, których powołał na stanowiska właśnie Duda (chodzi o prezesa Izby Cywilnej Dariusza Zawistowskiego, prezesa Izby Karnej Stanisława Zabłockiego, prezesa Izby Pracy, Ubezpieczeń Społecznych i Spraw Publicznych Józefa Iwulskiego oraz Wiesława Błusia, który jest prezesem Izby Wojskowej). Z drugiej strony – Duda nie może sobie pozwolić na wysadzenie w powietrze całej sądowej operacji PiS, bo to fundament partyjnej doktryny.

Sędziowie mają jeszcze jedną nadzieję. Ponieważ pierwotna wersja projektu ustawy o Sądzie Najwyższym była nieco mniej egzekucyjna, liczą, że podczas sejmowych prac dojdzie do liftingu ustawy.

Ale to także nadzieja z kategorii tych, które umierają ostatnie. Cokolwiek by się stało – w Sejmie, na ulicy i w zagranicy – Kaczyński sędziom nie odpuści. Po ćwierćwieczu czekania nie może sobie pozwolić na to, aby jego rewolucja nie została zwieńczona. ©

Autor jest dziennikarzem Onet.pl

Tekst ukończono w poniedziałek 17 lipca.


CZYTAJ TAKŻE:

Jarosław Flis: Prawdopodobnie u liderów PiS pojawiło się przekonanie, że skoro upiekło im się opanowanie Trybunału Konstytucyjnego, pacyfikacja Sądu Najwyższego też ujdzie na sucho.

Stanowisko dziekanów wydziałów prawa w sprawie poselskiego projektu ustawy o SN >>>

Galeria zdjęć

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dziennikarz Onetu, stały współpracownik „Tygodnika Powszechnego”, wcześniej związany z redakcjami „Rzeczpospolitej”, „Newsweeka” i „Wprost”. Zdobywca Nagrody Dziennikarskiej Grand Press...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

W tym wypadku zwycięzca nie jest winny temu, że jest zwycięzcą. Za wygranie w wyborach demokratycznych i prezydenckich i parlamentarnych odpowiada poprzednia władza (ci co przegrali). Została rozliczona przez lud co jest zobowiązujące dla zwycięzców, w tym dla Kaczyńskiego.

Naród ma nadzieję, że na sądach nie zakończy reformowania RP.

A od jakiego wieku mężczyźni ida na emeryturę w tym kraju? bo cos mi sie chyba nie zgadza...

Jak dla mnie zbyt długo starcy pracują, ale taką mamy niestety demografię.

Nie wiem czy wiesz, lecz twój system myślenia, jest typowo bolszewicki a zakładam, że od bolszewii zdecydowanie się odżegnujesz. Naród kochał Hitlera i Stalina i zresztą do dzisiaj jest wielu takich, co kochają ich nadal.Dlatego to co piszesz, jest irracjonalne. Polityka winna polegać na racjonalności a nie na graniu na ludzkich uczuciach. Ps. Kto upoważnił cię do wypowiadania się w Imieniu Narodu? W PRL-u przynajmniej w Konstytucji był zapis o tzw. przewodniej sile Narodu, jakim była PZPR. W obecnej Konstytucji, przynajmniej na razie, nie ma nic o przewodniej roli PIS-u. Mam przeczucie, że podobni tobie Dominiku, oczywiście dla dobra Narodu, mogą to wprowadzić.

Wypowiadam się w swoim własnym imieniu. Jednak fakty przemawiają bez jakiejkolwiek wątpliwości. Naród pokazał jasno kto ma dalej rządzić Polską i nie dlatego, że tak bardzo kocha Kaczyńskiego, Ziobrę, Macierewicza, Kamińskiego i innych polityków PiS.

"Naród ma nadzieję, że na sądach nie zakończy reformowania RP." Czy to nie jest wypowiedź w imieniu Narodu?Jeżeli wypowiadasz się w swoim własnym imieniu, to winieneś napisać, "Mam nadzieję...........". Fakty przemawiają tak, jak pozwalają na nie ich interpretatorzy.Ten sam fakt, różni ludzie, różnie interpretują. Na jakiej podstawie zakładasz, że twoja interpretacja, jest jedynie słuszną? I jeszcze jedno. Pis owszem wygrał wybory, lecz nie uzyskał w wyniku tych wyborów, możliwości zmiany Konstytucji. A nieustannie ją zmienia, obchodząc ją od tyłu,oczywiście dla "dobra Narodu" w twojej interpretacji.A Prezydent, posłowie, ministrowie, premier, przysięgali na Konstytucję i by ją szanować, przywoływali nawet pomocy Bożej.

To jest jest tylko osobista opinia, ocena faktów :)

Dominik Dano to Naród. To moja ocena faktów, osobista opinia.

w demokratycznym państwie każdy ma prawo do wyrażania osobistych poglądów w publicznych mediach, takich jak to. Natomiast ograniczenia dotyczą chamskich wypowiedzi i hejtu (patrz posty niżej) szczególnie ad personam i takie wypowiedzi powinny być usuwane z przestrzeni publicznej przez jej gospodarza. Prawdziwie byłbym zawstydzony, gdyby tego rodzaju osobniki podzielały moje poglądy. Mogę powiedzieć, że jestem tu szczęściarzem :)

mieć prawo, do wypowiadania swoich poglądów a chamstwo winno być eliminowane. Lecz chamstwo to nie tylko cecha jednej strony sceny politycznej. Paradoksalnie zatwardziałych zwolenników PiS-u i ich zatwardziałych przeciwników,często łączy właśnie sposób wyrażania swoich poglądów i przekonanie o własnej nieomylności.W KK funkcjonuje dogmat o nieomylności papieża i to pod szczególnymi warunkami. Na forach, jak np.tutaj, pełno "nieomylnych" wypowiedzi dotyczących polityki a wzajemna nienawiść, to zwykła codzienność. Oczywiście owa nienawiść i pogarda w rozumieniu poszczególnych osobników, dotyczy tylko i wyłącznie, tej drugiej strony.Jak może zmieniać na lepsze kraj, ktoś kto ma pogardę w sercu? To niemożliwe.

Skąd pomysł, żeby uznawać mnie za zwolennika PiSu? Nigdy nim nie byłem i raczej nie będę :D Po prostu bez gniewu i złości oceniam fakty. Faktem jest, że gdyby poprzednicy robili to, co dziś robi Kaczyński i jego ludzie, to mogliby dalej rządzić i to długo.

Z czytania ze zrozumieniem, twoich postów. Jawisz mi się, jako bezrefleksyjny, zwolennik, tego co robi PiS. Więcej PiS dla ciebie = Naród.Dokładnie w tej chwili PiS dokonuje gwałtu na Sądzie Najwyższym, nawet wbrew woli Prezydenta. Jeżeli rzeczywiście nie jesteś tego zwolennikiem, jakoś wypada to zaznaczyć.

Tak, jestem świadomym zwolennikiem tego co robi PiS mimo, że nie jestem zwolennikiem PiSu. To samo mogłaby robić inna formacja polityczna, nawet PO. Oczywiście teoretycznie, bo zakłamana i skorumpowana postbolszewia tego nigdy tak nie zrobi jak fanatycy. A fanatycy są pociągający :)

Państwo prawa, budowane przez fanatyków? Może Dominiku, podasz mi 1 ( jeden) przykład z historii, gdy fanatycy zrobili coś dobrego dla Narodu? Obojętnie jakiego? Moim zdaniem fanatycy są zdolni, tylko do destrukcji. A destrukcja to zło. Owszem czasami fanatycy są potrzebni - na przykład na wojnie. A domniemywam, że nie takiego dobra chcesz dla Narodu?

Nie tylko na wojnie, choć w tej chwili wielu uważa, że świat jest w stanie wojny, a Polska jest jednym z newralgicznych jej miejsc. Daleko nie trzeba szukać, bo jest to uniwersalne zjawisko u ludzi. Naród swoich fanatyków zwie bohaterami. To właśnie tacy fanatycy oddawali zań życie, wzniecali powstania, bronili do końca każdego skrawka ojczyzny. Istotną siłą która to sprawia jest wielka, często wręcz fanatyczna miłość do ojczyzny, do jej historii, do rodaków. Najłatwiej takich fanatyków rozpoznać na tle rozmaitych internacjonalistów, kosmopolitów, zdrajców.

Fanatyk to człowiek ograniczony. Jest zdolny, tylko do zadawania bólu.Dlatego łatwo bywa wykorzystywany, przez mądrzejszych od siebie. Gdy chodziłem, do szkoły podstawowej, to w sali języka polskiego wisiał taki cytat z Norwida. "Trudno jest dla Ojczyzny cierpieć, jeszcze trudniej umierać, najtrudniej żyć."

Nie każdy i nie tylko fanatycy są ograniczeni i nie wszyscy. Nie mówiąc o tym, do czego są albo nie są zdolni, bo dotyczy to również innych, w tym tych, którzy na nich cynicznie żerują. Nie są też oni mędrcami, a raczej kanaliami są. A co poeta chciał przez to powiedzieć pani uczniom wyjaśniła i w ten sposób zaprogramowała ich umysły :D

Naród dopiero pokaże, co myśli o bolszewickich uzurpatorach z pisu i z Torunia. Te żałosne 18,5% co służą propagandystom Liliputina za ścierkę do wycierania obłudnej gęby to nie naród. Dominik Dano po szyję umoczony w bagnie zakłamania i hipokryzji.

@Dominik Dano; Wciąż Pan z uporem trolla nazywa załosna mierzwę bez wykształcenia i swiadomosci obywatelskiej w rozmiarze 18% uprawnionych do glosowania "narodem". To doprawdy zalosne, jak można w ten sposób wypowiadać się na forum tygodnika tradycyjnie czytanego przez inteligencję. Oczywiście zdaje Pan sobie dobrze sprawę, ze pańskie posty mogą zostać skwitowane jedynie przez szyderczy rechot, niemniej idzie Pan w zaparte. Stanowi Pan niewątpliwie w moim pojęciu desant propagandowy rządzącej szajki i jako taki zasługuje Pan jedynie na najgłębsza pogardę. Nie mówiąc już o tym, ze haruje Pan w gwizdek, ale o tym Pan już wie:))))

Od 1989 roku można było kształcić i edukować bez skrępowania, myślę że było dosyć czasu by nawet najtwardszą "mierzwę" nauczyć postaw obywatelskich, niemniej najwyraźniej polska "światła" inteligencja woli gardzić "mierzwą" niż ją edukować, ale w takim układzie w ciągu tego ponad ćwierćwiecza należało ją pozbawić praw obywatelskich, zmienić ordynację wyborczą, "dorżnąć watahę" lub cokolwiek byleby skutecznie, a nie teraz mieć pretensje do wszystkich wokół o coś co samemu się zawaliło ;p ps. zresztą sam PiS nie ukrywa od kogo czerpie wzorce, złapani na czymkolwiek nagannym niemal zawsze jak mantra powtarzają, że "PO też tak robiło" ;p

Święta racja. Kolejne ekipy pogrązały oświatę eliminując z programu historię i wiedzę o Polsce i swiecie współczesnym. Wiec mamy, co mamy. Ale to jeszcze nie rozgrzesza mierzwy z faktu, ze jest mierzwą. Hańba nie jest nie wiedzieć, hańba jest nie chcieć się dowiedzieć (chyba Cycero, ale może się mylę). A dowiedzieć się mierzwa może, jako ze mądrzy ludzie piszą i mówia każdego dnia, jak jest

tylko to już pozostało totalnie przegranym - złość i obelgi :)

Pozostało jeszcze opanowanie wojska i policji. Ale - przyznaje - sprawa jest trudna. Pilsudski przed zamachem majowym wysyłał sprzyjających mu oficerów, jak Orlicz-Dreszer i Wieniawa-Długoszowski, do koszar, aby wysondowali nastroje. Dzis nie ma chyba takich poczynan, co nie znaczy, ze nie będzie w przyszłosci. Takich akcji nie robi się z dnia na dzień, takie akcje to rezultat "długiego trwania", jak uczył nieodżałowany prof. Geremek. Jest jednak pewne "ale": durna grupa trzymająca władzę, bez wykształcenia, bez swiadomosci, jak się robi zamach stanu w cywilizowanym państwie, zbrutalizowała obyczaje polityczne na podobieństwo czerni bolszewickiej. I taka miara zostanie jej odpłacone.

Kaczyński wygrał dzięki łgarstwu, i poparciu z ambon toruńskiego oszusta i większości kleru kościoła katolickiego. Jedynie sam PiS i kościół katolicki odpowiadają za bolszewicką zarazę która opanowuje nasz kraj. To oni będą sądzeni i opluwani przez obywateli RP. Ich klakierzy i propagandyści - także.

myslisz ze to bolszewicka zaraza? bo oni nam zarzucają że my lewaki...

Taka jest logika demokracji i władzy. Poprzednicy wołali, że "nie mają z kim przegrać", mimo to przegrali. Dlaczego? Bo pycha kroczy przed upadkiem. PiS robi co może by długo rządzić i widać, że mają to przemyślane, choć może się skończyć katastrofą (i raczej skończy się katastrofą). Nawet o ile PiS nie uzyskał większości to i tak wygrał, bo milczenie oznacza przyzwolenie. Nie rządzi ten co ma większość, rządzi ten co ma liczniejszych i bardziej zdeterminowanych zwolenników. Władza pozbawiona zdeterminowanych zwolenników musi upaść i upada na widok pierwszej lepszej przeszkody.

Rzadzi ten, co ma policje i wojsko

policja i wojsko by były skuteczne dla władcy powinny się rekrutować głównie spośród zwolenników i to nie zwykłych, ale takich gotowych do "poświęceń", gotowych zatracić nawet samych siebie dla władcy. Policja i wojsko rekrutujące się z całości społeczeństwa będą bierne wobec ewentualnych rewolt społecznych. W warunkach polskich władzę ma póki co ten kto jest bardziej zdeterminowany i charyzmatyczny (czyli ma większą zdolność manipulowania wyborcami), policja i wojsko są tu bezużyteczne do tych celów, póki co, bo widać chęć zmian w tym zakresie.

Zbuntowane wojsko obsadza siedzibe rzadu, sejm i senat. Ewentualnie pacyfikuje jednostki wierne rządowi. I już:))) To oczywiście political fiction, niemniej mogłoby się tak zdarzyć. Pytanie, czy byłoby warto. Banda hultajska wprawdzie zostałaby odsunieta od władzy i aresztowana, jednak na jej miejscu pojawiłaby się junta wojskowa, licho wie, jakiego sortu:)))

Oddziały Obrony Terytorialnej to w sumie próba budowy ideologicznej formacji wojskowej. Takie jednostki jak najbardziej mogą być gotowe do jakiegoś tam "poranka wyszczerbionych widelców" czy czegoś tam podobnego, nawet nie specjalnie wiem co chciałem napisać ;p

To wszystko jest tylko pobożnymi życzeniami.A jak wiemy pobożne życzenia nawet świeci nie honorują.Puszczają w niepamięć.

Obawiam sie, ze kiedy czesc “Krzysiow” i “Marys” zrozumie , co sie swieci i co moze grozic im z powodu uzaleznienia sadow od PiS, to jak najszybciej zapisze sie do tej jedynie slusznej partii. Tak dla swietego spokoju jako patrioci namaszczonego... - zeby nie byc "kanalia".

Sejm RP uchwalił bardzo potrzebną ustawę. Brawo! :)

Następnym posunieciem powinna być deforma kodeksu karnego i reaktywowanie kary śmierci oraz obozów koncentracyjnych. A mierzwa bez wyobraźni dalej będzie twierdzic, ze deszcz pada i ze to jej nie dotyczy, tylko "jajogłowych, UB-eków, komunistów i złodziei". Jestem szczęśliwa, ze mój syn uciekł z Polski jeszcze w 2006 roku, kiedy ta banda po raz pierwszy doszła do władzy.

trudno się pogodzić z tym, że nic nie trwa wiecznie, szczególnie jeśli się dobrze miało, a teraz będzie można rozliczyć czerwoną posbolszewicką burżuazję :)

Jeszcze Pan nie zauważył, ze exbolszewickie hultajstwo głównie zaludnia szeregi PiS-u? Nie jest to jednak bynajmniej "czerwona burzuazja", a jedynie marna czerwona mierzwa, która za komuny była zerem i jedynie łasiła się i wysługiwała czerwonej władzy, a dziś postanowiła wziąć odwet na ludziach, którzy wywalczyli niepodległą Polske w 1989 roku. Panska retoryka jest az nadto wymowna: należy Pan do owej mierzwy, która niczego nie wie, niczego nie rozumie, wiec wkrótce odczuje na własnej skórze, ze mierzwa zawsze jest mierzwą, a elita elita. Niezaleznie od poglądów politycznych:))))

Nie pojawiła się taka w 1989 roku. I dopiero dziś wybijamy się na prawdziwą niepodległość. Jednakże po likwidacji posbolszewii w rozmaitych strukturach władzy będzie to dopiero możliwe. Jesteśmy dopiero na starcie, a do finiszu długa jeszcze droga i pełna pułapek. Ale teraz szanse są i nadzieja nie ginie w Narodzie :)

Mówi się "Suweren"....A nadzieje niech Suweren ma. Wkrótce zamiast nadziei zacznie się ogladac za dodatkowa kasą na przezycie, kiedy podwyżki zeżrą "pińcet plus", za wizyte u lekarza trzeba będzie zapłacić podobnie jak za leki po kilka tysięcy. A my sobie i tak damy radę, my mamy szare komórki. Ale za durnotę trzeba płacić. Gdyby Pan znał historie na poziomie podstawowym wiedziałby Pan, ze mierzwa najpierw ma "nadzieje", a potem zdycha z głodu. Najpierw oczywiście jest wykorzystana przez łobuzów i hultajów politycznych dla ich prywatnych celów, które nazywają się "władza i kasa". Gratulacje:))))))

Opis pasuje jak ulał do wcześniejszego obrazu Polski za rządów postbolszewi po-psl, sld, ud itp. zdrajców, agentów i folksdojczów. I zrozumiałe, że można się teraz bać. Tak, bo są powody do strachu.

Nikt tu się nie boi, Drogi Panie Suwerenie, nawet pracujących w nocy sadów doraźnych pana Ziobro. Bo polska inteligencja z dziada-pradziada kieruje się etosem, który obowiązki społeczne i wobec kraju stawia na pierwszym miejscu bez względu na osobiste bezpieczeństwo. Wiem, ze mierzwa tego nie jest w stanie zrozumieć, tak jak nie mogła zrozumieć powstańców 1863 roku, co opisał Żeromski w opowiadaniu "Rozdziobia nas kruki, wrony...". Dzis też opluwają nas ciemne prostaki, które niczego nie widzą, nie rozumieją i nie kumaja. Strach zas jest przede wszystkim domeną mierzwy drżącej o ostatni kawałek kiełbasy, jaki jej pozostał

Pewien senator już się zaopatrzył w stosowne wdzianko i sprzęt do garowania :D

O ile zawsze miałem wątpliwości czy ten wspomniany pan senator jest przy zdrowych zmysłach, to strach przed totalitarnymi zakusami władzy jest temu panu raczej obcy, sam bym sobie życzył mieć taką odwagę jak on (umysł niekoniecznie).

odwaga dorównało umysłowi :D

że potrzebną. I dobrze, że szybko uchwaloną. Teraz ci wszyscy młodzi rodacy, którzy niepewnie czekali ze spakowanymi walizkami, w końcu wyjadą. Nie, nie z Anglii - z Polski :(

Obserwuję sytuację z SN, przysłuchuję się argumentom każdej ze stron, odkurzam w swojej głowie pojęcia takie jak trójpodział władzy, niezawisłość sądów, otwieram szeroko oczy ze zdumienia, znowu wsłuchuję się w argumenty...wychodzi mi z analizy, że oto system, który nie był wolny od wad, bo m.in. umożliwiał tworzenie "korporacji" sędziowskich zostanie zastąpiony kolejnym systemem, który nie jest wolny od wad, bo min. uzależni sędziów od polityków (oczywiście upraszczając, w skrócie). Tak się mamy poruszać? Od skrajności do skrajności? Na to jesteśmy skazani? Czy mogę poprosić jeszcze o artykuł, który pokazywałby, czy mamy jeszcze jakieś inne drogi? Czy możliwe jest zbudowanie systemu, który byłby wolny od takich patologii (korporacje versus brak niezawisłości)?

ale nikt go nie wprowadzi, baaa nawet nikt się tego nie będzie domagał, bo to takie nasze polskie przekleństwo i "kochamy" te nasze "siódme niebo" https://www.youtube.com/watch?v=Q1NipppqA4Y
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]