Reklama

Potrzebne resztki

Potrzebne resztki

22.04.2017
Czyta się kilka minut
„Zupa na Plantach” jest pretekstem do spotkania. Bo jeść musi każdy: bezdomny i „domny”, czysty i brudny.
Zupa na Plantach/Fot: Michał Łepecki/Agencja Gazeta
Z

Zupę na Planty wozimy od listopada. Dwa razy w tygodniu. 80 litrów. Ludzie, którzy ją jedzą, ustawiają się w kolejce. Marek jeszcze kilka miesięcy temu mieszkał na klatce schodowej, teraz zakłada fartuch, bierze miski, wlewa zupę i słyszy czasem: „Kochany, daj trochę gęstego, z dna”.

Zupę jedzą różni ludzie. W większości osoby w kryzysie bezdomności. Mieszkający na co dzień z dala od centrum, w – jak fachowo określają podręczniki dydaktyczne studentów pracy socjalnej – miejscach niemieszkalnych: altankach śmietnikowych, pustostanach, zsypach, piwnicach i klatkach schodowych.

Ale obok nich, zdarza się, w kolejce stają inni, „domni” mieszkańcy Krakowa. Także turyści, cudzoziemcy idący z dworca w stronę krakowskiego Rynku, zdziwieni podejrzanym zgromadzeniem na Plantach. Zatrzymują się, podchodzą, pytają, o co chodzi, słyszą najczęściej: weźcie miskę i jedzmy razem.

Do tej pory zjedliśmy na Plantach jakieś cztery tysiące litrów zupy. Gotowanej z przyniesionych do Żywej Pracowni przez wolontariuszy produktów. Stworzyliśmy na Plantach „biedaprzestrzeń”. Nikt tu nikogo nie dokarmia. Nikt tu nie jest lepszy od drugiego. Nawiązaliśmy relacje z ludźmi wykluczonymi. Znamy ich z imienia. Wiemy, gdzie mieszkają. Czasem zdaje nam się wręcz, że to właśnie biedni, bezdomni, słabi i wykluczeni są tak naprawdę gospodarzami tego miasta. Mieszkają w nim. Wiedzą, gdzie mogą zjeść. Gdzie się wykąpać. I gdzie położyć się spać. My idziemy do nich w gości. Nawzajem uczymy się gościnności.

Przy jedzeniu zupy nie stawiamy warunków wstępnych. Oczywiście, moglibyśmy ustawić się z alkomatem i sprawdzać, ile promili potrafią wydmuchać osoby w kryzysie bezdomności. Moglibyśmy uznać, że limit wynosi 0,2. Każdy wyższy wynik mógłby być powodem odmówienia komuś talerza ciepłej zupy.

Moglibyśmy też wyposażyć naszych wolontariuszy w odświeżacze powietrza, żeby bezdomnego, zanim stanie w kolejce po zupę, spryskać, by nie drażnił naszych wyczulonych nosów.

Moglibyśmy wreszcie wydawać zupę z zamkniętymi oczami, tak, żeby widok pokancerowanej przez życie twarzy nie budził w nas odrazy.

Nie robimy tego. Mieszkańcami tego miasta są czyści i brudni. Pachnący i cuchnący. „Domni” i bezdomni. Natomiast Planty są przestrzenią wspólną tego miasta. Dostępną dla wszystkich.

Tym, co wyróżnia „Zupę na Plantach” wśród innych „dzieł charytatywnych”, jest nasze przekonanie, że zupa jest wspólna. Nie jest pakietem socjalnym wręczanym bezdomnym. Nie jest też żadną inwestycją. Nikt z nas nie myśli: „Damy ci zupę tylko pod warunkiem, że natychmiast przestaniesz żyć na ulicy”. Nie jest też nagrodą – za trzeźwość, grzeczność, „racjonalne dysponowanie swoim majątkiem”.

Zupa jest pretekstem do spotkania. Bo jeść musi każdy. Jedząc, ma się w sobie mniej złości. Gdy jemy, jesteśmy bezbronni. Przed jedzeniem rodziny się modlą, nierzadko trzymając się za ręce. Jedząc, ciężej się przy stole kłócić. Żołnierze, siadając do stołu, odkładają karabiny.

Ludzie od „Zupy na Plantach” wierzą, że wspólny stół jest możliwy. Przy jednym garze, podczas posiłku możemy spotkać się wszyscy, chowając na chwilę swoje uprzedzenia, wątpliwości i nienawiść. Nie ma zagłady. Jest przyszłość. Jedząc, nie myślimy o tym, gdzie wrócimy i skąd przyszliśmy. Zamieniamy się w biesiadników, którzy dzielą przez ten moment wspólny los. W świecie podziałów politycznych i nierówności społecznych może się to okazać ostatnim ratunkiem. Szansą na zapomnienie o tym, co nas dzieli.

Jedząc, jesteśmy nie tylko bezbronni, ale i beztroscy. Zamieniamy się we wspólnotę.

Podczas pielgrzymki do Krakowa papież Franciszek mówił w Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym w Prokocimiu, że żyjemy w kulturze odrzucenia. Sformułowania „niepotrzebne resztki” Franciszek pierwszy raz użył w adhortacji „Evangelii Gaudium”. Pisał: „Samego człowieka uważa się za dobro konsumpcyjne, które można użyć, a potem wyrzucić. Daliśmy początek kulturze »odrzucenia«, którą wręcz się promuje. Nie chodzi już tylko o zjawisko wyzysku i ucisku, ale o coś nowego: przez wykluczenie zraniona jest w samej swej istocie przynależność do społeczeństwa, w którym człowiek żyje, ponieważ nie jesteśmy w nim nawet na samym dole, na peryferiach czy pozbawieni władzy, ale poza nim. Wykluczeni nie są »wyzyskiwani«, ale są odrzuceni, są »niepotrzebnymi resztkami«”.

 „Perwersyjnie, niepoważnie sugeruje się, że na świecie nie ma rzeczywistego cierpienia” – pisze Susan Sontag w „Widoku cudzego cierpienia”. I dodaje, że jest rzeczą absurdalną utożsamianie świata wyłącznie z tym, co widać w zamożnych krajach. Obok nas, czystych, sytych i zaradnych, żyją ludzie chorzy, niepełnosprawni i bezdomni. Drażnią nasze sumienia, wpychają nas w poczucie winy, burzą święty spokój. Pomysł, żeby głodnych, słabych i bezbronnych usunąć z naszego pola widzenia i zepchnąć na margines, przywołuje w pamięci najgorsze wspomnienia z historii.

Dlatego jesteśmy z wykluczonymi. Spędzamy z nimi czas właśnie na Plantach. W ścisłym centrum miasta. Akurat do miejsca, gdzie jemy zupę, swoje zastrzeżenia miał w poprzednim tygodniu krakowski radny Łukasz Wantuch, który na Facebooku napisał, że Planty są reprezentacyjnym miejscem, a obecność tam osób bezdomnych negatywnie wpływa na estetykę i wizerunek miejsca. „Czy nie lepiej wyznaczyć odpowiednie miejsce oczywiście jak najdalej do centrum i tam rozdawać jedzenie?” – pytał Wantuch.

Miasto jest wspólne, dane każdemu, bez względu na pochodzenie i wygląd. Każdy pomysł wyeliminowania słabych z przestrzeni publicznej oznaczałby kulturę odrzucenia.


Wsparcie dla inicjatywy „Zupa na Plantach” można okazać, wpłacając pieniądze na konto:
Wspólnota Chleb Życia
02-220 Warszawa, Łopuszańska 17. Indywidualny numer konta
dla Zupy na Plantach:
08 8004 0002 2001 0000 1270 0007

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Znana jest nauka "IŚĆ NA PERYFERIE...." Ostrożnie z dosłownością. Peryferie mogą być wszędzie

W odległości od 5 do 15 minut drogi od krakowskich plant funkcjonuje 4-5 jadłodajni dla bezdomnych, które karmią codziennie kilkaset osób o różnych porach dnia. Kilka kolejnych nieco dalej. Lokowanie kolejnego punktu na terenie ruchliwego parku miejskiego, jest zupełnie bezsensowne i kompletnie niehigieniczne. Mam wątpliwość, czy takie pomaganie bezdomnym nie jest obliczone bardziej na lansowanie się niż na skuteczną i sensowną pomoc. A tu jest mapka lokalizacji jadłodajni: http://portokal.linuxpl.info/jadlodajnie.png

Czy Tobie ktos z zyciu dogodzil? Odnosze wrazenie, jakbys byl z konkurencyjnej "firmy". Jak dlugo sa ludzie glodni i chetni na posilek, tak dlugo taka inicjatywa ma sens. Proponuje Ci zrobic wyklad o "higienicznym" odzywianiu dla bezdomych, korzystajacych z tej kuchni. ἀμὴν λέγω ὑμῖν, ἐφ᾿ ὅσον ἐποιήσατε ἑνὶ τούτων τῶν ἀδελφῶν μου τῶν ἐλαχίστων, ἐμοὶ ἐποιήσατε. Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili

Nie może być tak, że pomoc dla bezdomnych ludzi prowadzi się tak jak akcję dla bezdomnych kotów – idziemy w okolicę gdzie są koty, dajemy im miskę jedzenia i głaszczemy po głowach. Tak niestety wygląda akcja z zupą na plantach. Wolontariusze mają poczucie fantastycznej misji i motyle w brzuchu. Wracają do swoich domów syci spełnieniem się i z poprawioną samooceną. A bezdomni zostaną dokładnie w tym samym punkcie miasta i w tym samym punkcie życia. Bezdomni ludzie to nie bezdomne koty. Potrafią o siebie zadbać na podstawowym poziomie, wymieniają się informacjami i poruszają się bez problemu w przestrzeni miasta. Jeżeli wydawanie bezpłatnych obiadów pojawi się nawet 500 m dalej, to z pewnością będą w komplecie. Nadto uważam, że szacunek do tych ludzi powinien manifestować się również tym, że zapewni się im minimum godziwych warunków przy posiłku – stół, krzesło, umywalkę, toaletę i odrobinę prywatności z dala od gapiów. A zupa z deszczem nie smakuje lepiej. Akcyjność zamiast planowanego i celowego działania oraz frazesy zamiast argumentów – to króluje w Polsce od zawsze.

To jesli potrafisz zrobic to lepiej, to prosze, zrob to. Najlatwiej jest krytykowac, a zorganizowac cos takiego to nie jest juz wcale tak latwo. Najwazniejsze, ze chca cos robic i to robia. I wedlug mnie nie wazne z jakich pobudek (motylki w brzuchu, samozadowolenie). Wazny jest efekt. Pokazanie dobroci i milosierdzia tym ludziom, ktorym nie poszlo w zyciu. Jesli by sie czuli obrazani, lub ponizani ta akcja, uwierz, nie przyszli by tam ponownie.

chyba jednak lepiej smakuje niż sam deszcz
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]