Reklama

Ładowanie...

Poszukiwacze skarbów

Poszukiwacze skarbów

22.08.2022
Czyta się kilka minut
Nagroda Literacka Gdynia nie jest dla specjalistów i ma swoje szerokie grono odbiorców. Jako jurorzy dyskutujemy między sobą jak czytelniczka z czytelnikiem.
FOT. DOMINIKA DZ IKOWSKA / MATERIAŁY PRASOWE
M

MICHAŁ SOWIŃSKI: Jako jurorki przeczytałyście prawie wszystko, co ukazało się w ubiegłym roku. Jak wygląda współczesna polska ­literatura?­

BARBARA KLICKA: Budowanie tak dużych obrazów nie jest mi bliskie, ale gdyby pokusić się o wskazanie pewnych trendów czy ogólnych modeli, to zwróciłabym uwagę na to, że mieliśmy tłok w kategorii „esej”. Jako osoba z okiem wyczulonym na poezję również tam się nie zawiodłam. Zdziwiłam się za to ilością tomików wydawanych własnym sumptem albo w wydawnictwach, o których wcześniej nie słyszałam. I mówię to zupełnie bez złych intencji. Wręcz przeciwnie – cieszę się, że miałam okazję zajrzeć w nowe miejsca. Z nadzieją, że znajdę tam jakiś brylant. Z kolei o przekładzie ktoś napisał, używając terminologii piłkarskiej, że to „grupa śmierci”, i to nie tylko w samym gronie nominowanych. A proza... Nie chcę się dorzucać do rytualnych utyskiwań.

DOROTA KOZICKA: Rzeczywiście czytamy bardzo dużo, choć zdecydowanie nie jest to wszystko, co się ukazuje w Polsce. Ciekawe jest dla mnie doświadczenie tych olbrzymich kartonów książek, które dostajemy na początku roku. Wcześniej też czytałam dużo nowości, ale były to wybory, by tak rzec, „wsobne”. Teraz to zupełnie inna sytuacja, bo przychodzą do nas książki z bardzo różnych wydawnictw i środowisk twórczych. Są ich setki, co z jednej strony budzi uczucie pewnego przerażenia i przytłoczenia, z drugiej jednak intrygujące podniecenie poszukiwania skarbów. Ta sytuacja uczy też pokory – dopiero jako jurorka Gdyni widzę, jak wiele rzeczy się wydaje w bardzo różnych, wcześniej nieznanych mi miejscach.


ANNA REZULAK / MATERIAŁY PRASOWE

Ale wracając do twojego pytania – mam wrażenie, że im więcej się czyta nowości, tym trudniej wydawać jakieś całościowe opinie, dlatego wolałabym mówić raczej o tym, co widać zza „naszych pudeł”. A widać modne czy poruszające nas dzisiaj – a więc i pisarzy – tematy, a także mniej i bardziej popularne wśród autorów sposoby pisania. W tym roku rzeczywiście eseistyka była szczególnie mocna. A jeśli chodzi o tematy, to ja z ciekawością przyglądałam się, na ile i w jaki sposób w literaturze obecne jest doświadczenie pandemii.

I jak ono wygląda?

DK: W ubiegłorocznej edycji, czyli wśród książek opublikowanych w roku 2020, były to przede wszystkim dzienniki, zapiski czy eseje pisane „na gorąco”. Wśród książek opublikowanych w 2021 roku widać, jak to doświadczenie powoli przenika do powieści czy też, ilościowo rzecz biorąc, przede wszystkim do poezji.

Co jeszcze widać w tym roku?

DK: Obok szeroko, we wszystkich kategoriach i na różne sposoby uobecnionego tematu ekologii czy, szerzej, antropocenu, w polskiej prozie można mówić o dominacji tematów związanych ze śmiercią bliskich osób. Z innej strony widać na przykład sporą liczbę tłumaczeń z Europy Środkowej i Wschodniej, również z języka ukraińskiego. I to dzięki nim można było po wybuchu wojny w Ukrainie odwołać się do literatury i do autorów jakoś już nam znanych.

BK: Przy okazji tych olbrzymich kartonów, o których mówiła Dorota, zauważyłam, że duże wydawnictwa, co do których odruchowo zakładamy, że wiodą prym w kształtowaniu polskiej literatury, wcale nie reprezentują tego, co nas najbardziej interesuje. Trudno powiedzieć, że to żelazna zasada, bo może w przyszłym roku będzie inaczej, ale było mi miło wyłuskiwać mniej oczywistych autorów.

DK: Masz rację, ale może to wynika również z tego, że wobec dużych wydawnictw i wobec znanych pisarzy mamy odruchowo większe oczekiwania? W ostatnich latach pojawiło się też kilka nowych, bardzo ciekawych i ważnych oficyn. A jeśli chodzi o to, co wydawałoby się w naszej literaturze najmocniejsze, czyli o niezwykle popularną w ostatnich latach literaturę niefikcjonalną, to mam wrażenie, że coraz trudniej wśród powielanych schematów reportażowych czy biografistycznych o książki nietuzinkowe.

O kulejącej w Polsce prozie faktycznie mówi się od lat. Dlaczego tak jest?

DK: Powiedziałabym, że o „kulejącej prozie polskiej” mówi się od zawsze, podobnie jak o krytyce. Taki to już urok naszego życia literackiego. Nie jestem jednak zwolenniczką utyskiwania na to, że nie mamy powieści na miarę amerykańskiej prozy. Ani na inną wielką miarę, bo mamy taką, jaką mamy. A poza tym regularnie pojawiają się u nas naprawdę dobre książki. W tym roku w tej kategorii też było w czym wybierać. A takie, tradycyjne już, oczekiwania, żeby pojawiła się wielka powieść, której epicki rozmach pozwalałby na odtworzenie wielkiej panoramy społecznej i przedstawienie naszej współczesności, zupełnie mnie nie przekonują. Zresztą w zeszłym roku ukazało się przynajmniej kilka powieści, które o naszej rzeczywistości powiedziały naprawdę sporo.

BK: Faktycznie, bo przecież nominowana w tym roku piątka prozaików jest fenomenalna i nie mam co do niej żadnych wątpliwości. I, co ciekawe, przy tej kategorii dyskusje jury były chyba najbardziej zażarte.

Zwraca uwagę obecność wielu małych, niszowych wydawnictw.

DK: Nagroda Literacka Gdynia ma już wypracowaną markę i w dużym stopniu nastawiona jest na poszukiwanie nowych, nieoczywistych rzeczy, które na co dzień giną w medialnym natłoku. Małe wydawnictwa nie boją się eksperymentować, lubią ryzykować, pokazywać nowe rzeczy i chętnie wysyłają nam swoje książki. Co oczywiście nie znaczy, że w dużych wydawnictwach nie dzieją się ciekawe rzeczy.

BK: Jeżeli spojrzymy na listę laureatów z ubiegłych lat, znajdziemy tam wiele największych nazwisk polskiej literatury: Stasiuk, Myśliwski, Pilch, Tulli, Rudzka czy Chwin. Cała plejada gwiazd, czyli wcale nie tak niszowo. Od lat jednak można zauważyć w Gdyni tendencję do poszukiwania nieoczywistości. W moich wyborach prowadzi mnie radość czytelnicza, radość odkrywania nowych, zaskakujących i zachwycających lekturowo rzeczy. Lata temu w jednej z laudacji profesor Śliwiński powiedział, że ta nagroda jest bardziej dla pisarzy na dorobku niż dla tych już dorobionych. Ta myśl chyba wciąż nam towarzyszy, choć z pewnością nie jest regułą. Szczególnie bliska mi poezja od lat funkcjonuje poza głównymi obiegami literackimi, zwłaszcza w kontekście marketingowym, a przecież – a może właśnie dlatego? – dzieją się tam interesujące i ważne rzeczy. A jako jurorzy staramy się myśleć w ten sposób o całej literaturze.

Nagrody literackie w Polsce zyskują swoje coraz wyrazistsze profile.

DK: Rzeczywiście i myślę, że to bardzo dobrze. Bo chyba wszyscy doskonale wiemy, że nie ma obiektywnych kryteriów, według których można by wybrać „najlepszą książkę roku”. Wyróżnianie konkretnych książek jest zawsze wypadkową założeń i idei konkretnej nagrody oraz myślenia o literaturze członków danej kapituły. Ale o profilu nagrody łatwiej mówić z zewnątrz niż ze środka. Dla mnie, z perspektywy krakowskiej polonistyki, Nagroda Literacka Gdynia zawsze była szczególnie ważna właśnie dlatego, że co roku zwracała uwagę na rzeczy ważne i aktualne w literaturze. I te sugestie zazwyczaj się sprawdzały! Teraz, gdy znalazłam się w kapitule, widzę też, z czego to wynika – jak wiele czasu jury poświęca na dyskusję o przeczytanych książkach. To całe miesiące intensywnych rozmów i wymiany długich maili.

BK: Dla mnie to też od lat była najważniejsza nagroda literacka, bo nie bała się podejmować ryzykownych decyzji – i to w różnym sensie. Jury wyróżniało książki eksperymentalne, ale też nie bało się tego, co nazwałabym na szybko twórczą niekonsekwencją. Osobna kwestia to nagroda za tłumaczenie – kategoria, która pojawiła się nie tak przecież dawno temu i była zapewne sporym wyzwaniem finansowym dla organizatorów, a czytelniczym dla jurorów. Dlatego zawsze miałam poczucie, że to najbardziej moja z nagród.

DK: Mi się zawsze wydawała najlepsza w sensie branżowym, chociaż to niedobre słowo...

BK: Rozumiem, co masz na myśli, ale to słowo budzi we mnie niepokój, bo wyklucza nieco czytelniczkę.

DK: Racja, nie chodziło mi o wykluczanie kogokolwiek. Jako czytelniczka literatury miałam największe zaufanie do tej właśnie nagrody, albo, precyzyjniej, zawsze najbardziej mnie interesowały właśnie gdyńskie nominacje do nagród.

BK: Właśnie, bo to nie jest nagroda dla specjalistów. Wierzę, że ma swoje szerokie grono odbiorców.

Odrzuca też w dużym stopniu ­medialny kontekst funkcjonowania pola literackiego.

BK: Przesuwa też na drugi plan czynniki społeczno-polityczne, które są oczywiście również dla nas ważne, ale nie stanowią pierwszej linii argumentacji w trakcie obrad.

A czego Wy szukacie w literaturze?

DK: Tego, co wszyscy – zaskoczenia, oczarowania, poruszenia. Nie chodzi przy tym o „fajerwerki”, ale o to, że ktoś pokazał nam coś w inny, nowy sposób. Nie zawsze musi to być efektowne, bo niekiedy wymaga skupienia i zaangażowania. A czasem, kiedy czyta się coś wyjątkowego, ma się po prostu ciarki. I wtedy wiadomo, że to jest właśnie to.

BK: Dorota zabrała mi „ciarki”, więc co mi zostaje. Ja-jurorka chciałabym jak najmniej różnić się od siebie-czytelniczki.

DK: No właśnie, to chyba najlepiej pokazuje specyfikę tej nagrody. Gdy jako jurorzy zaczynamy rozmawiać o książkach, to nie operujemy dużymi kwantyfikatorami, tylko dyskutujemy jak czytelniczka z czytelnikiem.

BK: I to przez wiele, wiele godzin, dni i miesięcy.©

BARBARA KLICKA jest poetką, pisarką, animatorką kultury. Członkini kapituły Nagrody Literackiej Gdynia.

DOROTA KOZICKA jest historyczką i krytyczką literacką, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego. Członkini kapituły Nagrody Literackiej Gdynia.

Galeria zdjęć

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Krytyk literacki, stale współpracuje z Tygodnikiem Powszechnym. Redaktor literacki Conrad Festival, doktorant na Wydziale Polonistyki UJ. Prowadzi podkast literacki „Book’s not dead”.

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]