Pomiędzy bóstwem a memem

Od co najmniej roku narasta w nas poczucie odlepienia od utartych naszych własnych wyobrażeń, ot, choćby na temat władzy.
Czyta się kilka minut

Kompletnie nie zdawaliśmy sobie sprawy, że oderwanie nastąpi akurat w tym miejscu. Mniemaliśmy naiwnie, że życie oderwie nas raczej od szeroko pojętej technologii, od wynalazków, od koryt, od oswojonych przez nas kosmosów, a może od mody. Nie. W tych przestrzeniach jesteśmy wyjątkowo gibcy i na czasie, mimo że przecież zgrzybienia nasze usprawiedliwiałyby widzenie co najmniej podwójne. Oto jednak czerpiemy sobie pełnymi garściami z osiągnięć cywilizacji, kupujemy sobie buciki zupełnie nieortopedyczne, a pyski nasze, aż miło, chłepcą z koryt wszelakich, mimo gróźb i niesympatycznych zapowiedzi.

Co zatem nas zaskoczyło i jakby obezwładniło? Sprawa Piotrowicza? No skądże, litości. Przecież mamy swoje lata i wiemy aż za dobrze, że opozycyjność prawdziwą w czasach przedmazowieckich uprawiało może dwieście osób w kraju całym. Reszta była co najmniej nienerwowa i raczej, tu cytat: „zdyscyplinowana, ambitna oraz wydajna”. Dlatego też nigdy, ale to przenigdy nie żyliśmy w różowej chmurze wyobrażeń na temat oporności naszego społeczeństwa bądź jakichś skomplikowanych motywów jego ewentualnych sprzeciwów. Sumując sprawę naszego bohaterskiego prokuratora: lud ówczesny w ogromnej większości był po prostu jednym wielkim dzielnym Piotrowiczem, to znaczy takoż szczerze wierzył w swój heroizm, a heroizując dzisiaj, w ogóle nie fantazjuje. Zostało mu bowiem wbite na blachę, że każdy tutaj jest Kmicicem albo i Robin Hoodem.

Cóż nas w takim razie gnębi? Co nas wybiło z poczucia przywarcia do rzeczywistości? Nie bójmy się tego rzec głośno. Pan prezydent. Czy dlatego, że chyżo macha długopisem na dyktandach? No, skądże! Machanie chyżo długopisem pod dyktando jest zupełnie normalne dla ludzi jego formacji. Ogromnie nienormalne byłoby, gdyby się przeciwko temu machaniu biesił. To, co nas zaskakuje i wybija, to uprawiane przez niego arcyprofesjonalne celebryctwo, które tym samym stało się absolutem krajowym dla tej branży.

Zważmy, że prezydent nie mówi nic normalnie i na serio, jego „na serio” jest modelem mowy celebryty chwilowo nieżartującego. Co poza tym? Rodzice. Nadający synowi swemu na posadzie, było nie było, urzędniczej, boski, niemal nadprzyrodzony wymiar. Idzie owa opowieść i jej klimat – zważmy – w kierunku przypowiastek znanych nam ze Swetoniusza i jego gawęd o cesarzach Rzymu. Słuchając tego i patrząc nań, nerwowo się kręcimy w oczekiwaniu na orła, który usiądzie prezydentowi na ramieniu, na kruki, które w trakcie jego kazania podziobią do krwi jego wrogów i podrapią ich pazurkami, na stado śledzi śpiewających psalmy, płynące ufnie za korwetą, którą pomazaniec wizytuje. To nas bardzo dziwi, ale popatrzmy, dziwi nas może jeszcze bardziej i to, że większość publiczności nie jest zdziwiona. Że niejako publika oczekuje spektaklu, pomieszania współczesnego lansu bez hamulców z pogańską potrzebą cudu codziennie. Ten człowiek, co nas bardzo zaskoczyło, prezentuje na co dzień ufność w swą moc nadprzyrodzoną, i z dnia na dzień jest tego coraz to pewniejszy. Ciekawe, jak to się skończy i gdzie.

Oczywiście nie dziwimy się jego wyłącznym zajęciom, których w takim natężeniu nie oglądaliśmy za poprzednich prezydentur. A to narty bez ustanku, tenisy, msze, ordery, wizyty w szatniach piłkarzy. Wszędy tam wykuwa się model tu wspomniany. Blednie i tanieje przy tym najsławniejsza dziś ciąża. Co jeszcze? Pozowanie do memów. Człowiek tak jak my – szalenie szary – główkuje, jakże to się robi. Wreszcie teraz dzięki prezydentowi wiemy, że do tego potrzebny jest ogromny zespół, pracujący bez wytchnienia na co dzień, w znoju, kreujący i wymyślający tła i ustawiający, co się da, by było wspaniale. Tegośmy się nie spodziewali i z tego braku chcieliśmy się dziś zwierzyć. ©℗

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 51-52/2016