Polska – to wie każdy – jest bardzo ciekawym krajem. Dość powszechnie na świecie uznaje się naszą oryginalność. Wielu ludzi z zaciekawieniem studiuje nasze dzieje, naszą kulturę, słucha polskiej muzyki, kupuje polskie produkty i lubi polską kuchnię. Wielu ludzi w świecie tańczy nasze tańce. Na przykład poloneza. Uważają oni – słusznie – że jest to taniec dobry dla osobnika podmęczonego bez szczególnych predyspozycji. Sporo się mówi również o polskiej literaturze. Tu i ówdzie. Choć wielu uważa, że mówi się o niej w świecie za mało. Przychylamy się do tej opinii.
Ponieważ idą święta, a więc jest to czas tradycyjnie uznawany za zdatny do podsumowań, cisną się nam na myśl przeróżne sumy. Ktoś podpowiada, byśmy szybko i śmiesznie ocenili rok działania nowej władzy, ktoś inny domaga się, byśmy jeszcze śmieszniej podsumowali rok byłej władzy. Kto śledzi media, ten wie, że analiz i opisów na te tematy jest sporo. Bardzo śmiesznych i bardzo nieśmiesznych. Trudno nam więc się wciskać pomiędzy te sumy. Wiadomo. Jeżeli by nas jednak poproszono o jakąś syntezę mijającego czasu, byłyby to raptem dwa słowa, układające się w nieco westernowy termin: „list gończy”.
Tak. Polska ostatnich miesięcy jest krajem drukującym najwięcej na świecie listów gończych. I to jest kolejny powód podziwu oszołomionego świata. Bo takie jest tu zapotrzebowanie, zarówno mas, jak i elit. Stawiamy mocną tezę, że polska literatura i polskie czytelnictwo są zdominowane przez nowy gatunek literacki, a jest to list gończy właśnie. List gończy spełnia – popatrzmy – oczekiwania rozpędzonego świata. Wszystko w liście gończym jest krótkie i na temat. List gończy nie znosi dłużyzn, rozwlekłych opisów przyrody. Sceny obyczajowe skrócone są do jednej linijki, wątki kryminalne – siłą rzeczy dominujące – obecne są w specyficznym ujęciu i w swoistej stylistyce. Bez kłopotliwych intelektualnie zagadek, stawiających czytelnika w upokarzającym niezrozumieniu. Świat w liście gończym jest przedstawiony za pomocą słownictwa dawniej zwanego milicyjnym, dziś ten wokabularz jest w powszechnym użyciu, też wśród akademików i ministrów.
Można by rzec na głos, że najgłośniejszymi polskimi literatami są teraz prokuratorzy i sędziowie, bo dokładnie nie wiemy, kto pisze. Kto tworzy? Czy bardziej pani prokurator, czy pan sędzia? Nie wiemy, czy jest to literatura raczej męska, czy może kobieca, raczej konserwująca stylistykę i konstrukcję, czy może list gończy dojrzał i ma już rolę modernizującą? Na razie są to pytania bez odpowiedzi.
Idźmyż dalej, bowiem nikt nie woła. Dystrybucją listu gończego – popatrzmy – nie zajmuje się ani hurtownia, ani księgarnia. O jego popularności nie decyduje recenzent, nie krytyk, nie kiermasz ani renomowane targi książki. Do Krakowa, do Warszawy, do Frankfurtu polski list gończy dociera nie przez Instytut Książki, a przez sieć posterunków policji, dociera mailem bądź faksem. Upowszechniają go tajniacy, tajniaczki oraz osoby tajne. Jest do przeczytania w zasadzie wszędzie – jak okiem sięgnąć – też w radiowozie, gdy oto mamy okazję się w nim znaleźć z okazji legitymowania, pałowania bądź skuwania, czy takoż gazowania, bądź przeszukiwania, słowem przy okazji wszystkiego, co oszczędnie, ale celnie nazywa się dziś „przeprowadzaniem czynności”. Każdy przyzna, że ręce same składają się do oklasków.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.















