Co dzisiaj robią moi koledzy z harcerstwa

List gończy za jednym z dalszych kolegów z harcerskich czasów coś mi przypomniał. Czuję, jakby ktoś kradł moje dzieciństwo, zabierał wspomnienia dzikich leśnych przygód.
Czyta się kilka minut
Zuzanna Radzik // Fot. Grażyna Makara
Zuzanna Radzik // Fot. Grażyna Makara

Widzisz, zniszczyłaś mi życie – powiedziała zadziornie, żartując znad kawy, moja młodsza przyjaciółka z harcerstwa. Właśnie dzieliłyśmy się informacją, że jej rówieśnik, znany nam z wakacyjnych obozów, wszedł do zarządu dużej państwowej spółki. Jasne było, że zaprowadziła go tam polityczna lojalność, a nie kompetencje. To był jednak dopiero początek długich rządów prawicy, więc takie nominacje jeszcze zdumiewały. Dopiero potem zaczęłyśmy znajdować więcej znajomych nazwisk w publikowanych z pewną regularnością śledczych tekstach o harcerzach Morawieckiego.

Zmiana kursu politycznego naszego harcerstwa zaczęła się jednak na długo przed Morawieckim. Zostając harcerką czy harcerzem, zwykle wybierasz tę drużynę, która działa w twojej podstawówce. Przynajmniej tak było w latach 90., gdy rodzice nie tyle zastanawiali się nad ideowością czy planem wychowawczym organizacji, co cieszyli się z darmowych zajęć pozaszkolnych i tanich letnich, miesięcznych obozów. Nie miałam jeszcze piętnastu lat, gdy męskie drużyny w naszym środowisku zafascynowało podziemne NSZ, a na klapach mundurów paru instruktorów pojawiły się mieczyki Chrobrego. Wkrótce moje zainteresowanie kulturą żydowską okazało się problematyczne, bo „oni nie pozwalają nam stawiać krzyży na naszej ziemi”. Może to jest moment, by odejść z harcerstwa – skwitowali rodzice. Tyle że wciąż za bardzo to lubiłam.

Jednocześnie od początku lat dwutysięcznych, gdy zaczęłam prowadzić drużynę, żaden rodzic nigdy nie pytał, według jakich wartości wychowujemy ich dzieci. Tymczasem organizacja już od dawna dryfowała w objęcia prawicy i robiła się bardzo katolicka. Utrzymanie nad moimi harcerkami parasola ochronnego przed tym ideowym wzmożeniem trochę trudu kosztowało. Gdy miałam zostać instruktorką, pytano, czy przyjmę przyrzeczenie harcerskie i dam krzyż harcerski niewierzącej harcerce. Do dziś myślę, że mimo niezadowolenia odpowiedzią przyznano mi tytuł instruktorski, żeby nie mieć na głowie trzydziestu dziewczynek, które pozbawiono nagle drużynowej, bo ta nie ma papierów wychowawcy. To właśnie ten parasol „zniszczył życie” mojej przyjaciółki, bo odciął moje harcerki od politycznego nurtu. Do znudzenia uczyłam, że patriotyzm to płacenie podatków i dobre sąsiedztwo. Aż chyba miały dosyć.

Trochę o tym wszystkim zapomniałam, ale list gończy za jednym z dalszych kolegów z tamtych czasów skutecznie przypomniał, zwłaszcza że pojawiły się w tej sprawie również inne znajome nazwiska. – Myślisz, że zawsze tak mieli, czy zamienili się w cyników potem? – spytała od lat niewidziana znajoma z organizacji. – Bo ja to nawet im wierzyłam, że chcą wejść do polityki, żeby wnieść nową jakość i wartości – dodała. Zostaję z tym jej pytaniem i nie wiem, ale otwiera to we mnie otchłań pytań o młodzieńcze ideały i czy to ja byłam tą naiwną, która wierzyła, że skoro ślubujemy służyć Bogu i Polsce, to serio nam o to chodzi, a nie o karierę i kasę. Czy potem przyszło życie, czesne za szkoły dzieci i tak wyszło? Myślałam jednak, że spieraliśmy się o poziom religijności czy wzory patriotyczne, ale chodziło o coś więcej…

Przewijam w głowie nazwiska, otwieram wyszukiwarkę, rejestry KRS i składy zarządów tłoczą się na ekranie, śledztwo było krótkie. Nie zrobi go żaden dziennikarz śledczy, bo kogo oprócz mnie obchodzą dzieje polityczne jednego harcerskiego szczepu, kilku hufców, paru dzielnic Warszawy. Jednego czy dwóch pokoleń harcerzy i harcerek, instruktorów i instruktorek. Kto zwróci uwagę na ich ciche kariery w spółkach Skarbu Państwa, ich fundacjach, takich czy innych urzędach lub komisjach. Zbiegi okoliczności, naturalny bieg kariery? Nie jestem pewna, widząc, że dwóch drużynowych jednego hufca równocześnie zasiadało w radzie nadzorczej spółki zbrojeniowej. Albo że zarządzający zwykłymi projektami przejęli nagle duże instytucje i budżety. Czuję, jakby mi ktoś trochę kradł dzieciństwo, zabierał dobre wspomnienia dzikich leśnych przygód z nimi. I myślę z żalem o organizacji, w której służba Polsce poszła w taką stronę. Czy się nad tym zatrzyma, zastanowi, jak to się stało, czy przejdzie mimo? Czy zapamięta, że braterstwo i ideowość potrafią się skończyć załatwianiem druhom i druhnom pracy dzięki politycznym układom?

Tymczasem jednak już ich wymienili lub zmieniają na innych, według innego klucza. Czy merytorycznego? Jakoś wątpię. 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny" – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 47/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Koledzy z harcerstwa