Reklama

PiS-owski socjal: jaka będzie cena spełnianych obietnic

PiS-owski socjal: jaka będzie cena spełnianych obietnic

21.11.2016
Czyta się kilka minut
Obniżenie wieku emerytalnego to decyzja, której prostota (60 zamiast 67 – każdy to pojmie) stoi w jaskrawym kontraście z zawiłością zagadnień na styku makroekonomii i polityki, o jakich przy tej okazji się przypomina.
Sejm przyjął ustawę o obniżeniu wieku emerytalnego. Premier Beata Szydło z Jarosławem Kaczyńskim, 16 listopada 2016 r. / Fot. KRYSTIAN MAJ
N

Nie ma zarazem obszaru działań władzy o bardziej kapitalnym znaczeniu i gdzie rządzący stają przed większą odpowiedzialnością. Ocenie podlegać więc powinny skutki w skali indywidualnej – mierzone w setkach złotych miesięcznie przyszłego świadczenia, o czym wyczerpująco w tym numerze opowiada prof. Piotr Błędowski w wywiadzie w dziale Kraj. A także skutki w skali całego systemu ekonomicznego mierzone w miliardach złotych rocznie dodatkowego obciążenia dla budżetu, prawdopodobnie coraz większego. „Z każdym problemem będziemy jakoś starać się uporać” – mówił w ubiegłym tygodniu w wywiadzie prezes Kaczyński o kwestii przyszłorocznego deficytu w sytuacji, kiedy wzrost gospodarczy będzie raczej niższy, niż zakładano. Krótkoterminowo zawsze „jakieś” pieniądze się znajdą. Jednak dynamika pogarszającej się proporcji liczby osób w wieku produkcyjnym zasilających system do liczby emerytów pozostających na jego utrzymaniu jest nieubłagana i nie upora się z nią nawet najbardziej śmiały polityk walczący ze status quo. Tym bardziej kiedy dochodzą mniej wymierne i niedające się powiązać w jednoznaczny ciąg przyczynowy zjawiska, niewątpliwie skorelowane z majstrowaniem przy emeryturach i tworzeniem szerszej atmosfery ekonomicznego rozchwiania – takie jak spadające wskaźniki inwestycyjne, gorsza opinia na rynkach finansowych, często wyrażona niższym ratingiem kredytowym. 

Dokonywanie wyliczeń, prognoz i analiz w tych obszarach jest niewątpliwie ważne, pozwala też każdemu z nas podejmować środki zaradcze na własną starość, a ekspertom opozycji – przemyśleć programy naprawcze, które powinni mieć gotowe do wdrożenia, gdyby polityczne wahadło odwróciło się na jej korzyść. Ale w tle pozostaje całkiem nietknięty problem wyższego rzędu: otóż PiS po prostu zrealizował jedną z podstawowych obietnic wyborczych. Zgodzimy się chyba, że samo w sobie spełnianie obietnic przez polityków to nie jest rzecz godna potępienia. PiS dostał bardzo dużo głosów (i utrzymuje wysokie poparcie) m.in. dzięki tym jednoznacznym „socjalnym” zapowiedziom. I tu leży pies pogrzebany: całkiem spora część elektoratu jest gotowa dać władzę partii, która działa na szkodę długofalowego interesu Polaków. Nikt wcześniej się nie zajął oswojeniem ich z myślą, że wygodny i relatywnie hojny system emerytalny znany z dwóch-trzech poprzednich pokoleń to raczej łaskawa anomalia w dziejach i że ten szczęśliwy nawias właśnie się zamyka. Żaden spin doktor nie wymyślił, jak sprzedać myśl, że lepiej to już na pewno nie będzie (w sensie realnej siły nabywczej emerytury). 

To dotyczy zresztą wielu innych punktów PiS-owskiego „socjalu”, np. programu 500 plus; można go krytykować za to, że co prawda realnie wspiera wiele rodzin, ale odciąga pieniądze z innych obszarów, gdzie pomoc państwa jest równie niezbędna, ale mniej politycznie opłacalna. Obecna władza dokonuje ważkich finansowo i wizerunkowo kroków, które być może są tylko koślawym przeciąganiem krótkiej kołdry. Płacimy długofalowo cenę za to, że nikt wcześniej nie postawił jasno – tak, by rzecz wyszła poza kręgi eksperckie – kwestii, jak bardzo jest ona krótka. ©℗

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Zawodu dziennikarskiego uczył się we wczesnych latach 90. u Andrzeja Woyciechowskiego w Radiu Zet, po czym po kilkuletniej przerwie na pracę w Fundacji Batorego (program pomocy dla...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

wydatki (pro)społeczne...Ale czy to tylko kwestia samej ilosci pieniedzy? Jeszcze nie tak dawno, z budżetu państwowego ratowano banki, upadajace pod nawałem swych spekulacyjnych posunięć. Jeszcze nie tak dawno, w Polsce obowiązywał Bankowy Tytuł Egzekucyjny, jako oddanie prerogatyw państwa(władzy sądowniczej) w ręce bankowego konsorpcjum. Nie tylko o ilość pieniedzy tu chodzi, ale o priorytety interesów różnych podmiotów.

Jest jeszcze jedno rozwiązanie i dziwie się, że nikt o tym nie wspomina - otóż nie przedłużenia aktywności zarobkowej na starość, a zachęcanie do wcześniejszego rozpoczynania pracy. W praktyce dzisiaj jest tak, że ogromna ilość osób wchodzi na rynek pracy w wieku dwudziestu paru lat, zamiast 18-21. Wcześniej studiują i są na utrzymaniu rodziców, a w wielu przypadkach te studia są niepotrzebne - nie dają ani realnego rozwoju, ani nie mają przełożenia na wykonywaną pracę. Może więc należałoby przewartościować system szkolnictwa wyższego i naszą mentalność "studia za wszelka cenę"?

Ale to tylko zyskane kilka lat. Jakieś 3-4, w stosunku do kilkudziesięciu lat gdy potrzebne są pieniądze na jednego emeryta. No i pracy wcześniej nie rozpoczną wszyscy, a na emeryturę przechodzi każdy. Można promować wcześniejsze rozpoczęcie kariery zawodowej i darowanie sobie drogich i, czasem, niepotrzebnych studiów, ale to nie rozwiąże problemu. Ta opcja ma tylko potencjał delikatnie go zmniejszyć. Potrzeba stanowczo więcej :(

Te niepopularne opinie i fakty nie były nigdy promowane i przekazywane jasno przez Rządy. Często mówili o tym specjaliści z różnych dziedzin, ale wygląda na to, że tylko nieliczni ich słuchali. Przy tym nagonka na "czarnowidzów" przez partie opozycyjne trwa przecież od lat. Sama obecna premier twierdziła, że specjaliści i ówczesny rząd kłamią w sprawie budżetu (a i tak był optymistyczny) i że ona i jej partia znaleźli gdzieś dotąd ukrywane pieniądze, więc starczy ich an wszystkie obietnice wyborcze. To wszystko oczywiście sprawia, że większość ludzi wierzy w teorie spiskowe, że Państwo ma jakieś ukryte niekończące się zasoby pieniędzy i tylko nie chce się nimi dzielić z obywatelami. Przerażające, ale wydaje się być prawdziwe...
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]