„Drodzy, strzelający fajerwerkami, sąsiedzi. Dziękuję za kolejnego szampańskiego sylwestra, który spędziłam na podłodze w sypialni, przytulając mojego umierającego ze strachu psa. Mam nadzieję, że kac potrzyma was dziś do późna. Urwanych przez race palców i wypalonych oczu nie życzę. Nie jestem tak bezmyślna jak wy” – taki post pojawił się w noworoczny poranek w jednej z krakowskich grup sąsiedzkich na Facebooku.
Na odzew nie trzeba było długo czekać.
„Nie ma za co. To nasze podziękowanie za wiecznie obsrane chodniki” – odpisał któryś z sąsiadów.
Jego odpowiedź wywołała osiemdziesiąt trzy reakcje. Trzydzieści dziewięć wyrażało poparcie, reszta dezaprobatę. Internetowe wzmożenia trudno oczywiście traktować poważnie, ale przywołana wymiana zdań zdaje się dobrze oddawać rozkład nastrojów w polskim społeczeństwie, coraz mocniej skłóconym o to, co i gdzie wolno, a czego i gdzie nie wolno robić z psem. Albo – czego i gdzie zakazać w przestrzeni publicznej z uwagi na dobrostan zwierząt.
Jak do tego doszło w kraju, w którym – jak wynika z danych GUS – więcej rodzin ma dziś psa niż dziecko?
Miasta rosną, kurczy się przestrzeń dla psów
Jak przystało na charta, Basia każdego ranka biega po łąkach na obrzeżach Nowej Huty. Od blisko ośmiu lat, tą samą, dobrze jej znaną plątaniną ścieżek. Półtora roku temu opodal wyrosło jednak osiedle bloków, z których mieszkańcy o poranku spieszą na pętlę autobusową skrótem przez łąki. Basia jest łagodna i ciekawa ludzi, jak większość dobrze ułożonych psów, które od człowieka nie zaznały niczego złego. Biega jak to chart, czyli szybko. Ludzie też biegną, bo rano każdemu zależy na czasie. Gdy wpadają na Basię, albo gdy zdyszana Basia wpada na nich, część reaguje strachem. Niektórzy złością, a nawet agresją.
– Bo pies powinien być na smyczy – ironizuje Sebastian, opiekun Basi, naśladując przy tym ton łąkowych interlokutorów. – Kiedy tłumaczę, że chart potrzebuje dużo ruchu i na smyczy prowadzać jej nie mogę, najczęściej słyszę, że w takim razie powinienem się wyprowadzić pod miasto. Problem w tym, że osiem lat temu, kiedy kupowaliśmy Basię, tu żadnego miasta nie było. To ono przyszło do nas, nie my do niego. Rozumiem oczekiwania, że pod Wawelem pies, zwłaszcza tak duży, powinien iść na smyczy. Ale tutaj? Jeden przechodzień na kwadrans, za to prawdopodobieństwo awantury na poziomie 30 proc. – żali się Sebastian.
W latach 2022-2023 w Polsce wybudowano 459 772 mieszkania. Licząc ostrożnie po 25 lokali na jeden budynek, otrzymamy ponad 18 300 nowych adresów mieszkalnych, powstałych głównie na obrzeżach, gdzie grunty budowlane są tańsze niż w centrach, nierzadko poza administracyjnymi granicami metropolii. W ten sposób miasta, z typowym dla nich kodeksem społecznych zachowań i oczekiwań wobec zwierząt domowych, wkraczają na obszary, po których psy hasały dotychczas swobodnie, często samopas, nie budząc tym niczyjego niezadowolenia. Albo na odwrót – do miasta przeprowadzają się osoby, dla których biegający bez kontroli Azor czy Saba jest wręcz naturalnym elementem krajobrazu.

Na spacer ze smyczą lub kagańcem
Zula Przybylińska, behawiorystka z ponad 20-letnim stażem, mieszkająca od lat na wsi kilkadziesiąt kilometrów od Krakowa (wraz z ośmioma psami i koniem uratowanym z rzeźni), widzi fundamentalną różnicę w podejściu do psów na wsi i w mieście. – Bez względu na to, czy w danym domu jest pies czy nie, nie zdarzyło mi się jeszcze, żeby na wsi ktoś źle zareagował na jego obecność. Nie jestem socjolożką, ale wydaje mi się, że w wiejskich społecznościach, nawet z uwzględnieniem zmian, jakie w nich ostatnio zaszły, obecność zwierząt wśród ludzi nadal uchodzi za naturalną. Tu pies może podejść praktycznie do każdego, także dlatego, że w małych społecznościach ludzie znają wszystkie zwierzęta. W mieście obcy pies to niemal zawsze zagadka. W Krakowie systematycznie zdarzają mi się sytuacje, kiedy ktoś reaguje pretensjami na sam widok zbliżającego się zwierzęcia. I ma do tego pełne prawo – podkreśla Przybylińska.
Zgodnie z polskim prawem, właściciel psa musi mieć go pod stałą kontrolą w trakcie spaceru. Przepisy nie precyzują jednak, na czym ma ona polegać, w granicach tej definicji mieści się więc także sytuacja, kiedy dobrze ułożony pies reaguje na odwołanie przez właściciela. Niektóre gminy, jak Kraków, do ogólnopolskich zapisów dodają swoje warunki, nakazujące na przykład, by podczas spaceru po rzadko uczęszczanych terenach spuszczony ze smyczy pies miał nałożony kaganiec. W praktyce większość takich restrykcji pozostaje martwym przepisem. Gminy nie mają jak ich wyegzekwować. Psiarze zaś „wiedzą swoje”.
Przybylińska: – Typowa sytuacja na spacerze w mieście. Idę z moimi psami. Z oddali zbliża się inny, a kilkadziesiąt metrów za nim widzę opiekuna, który z daleka krzyczy, żeby się nie bać, bo jego pies jest łagodny. Jako środowisko notorycznie łamiemy zasadę, że nie podchodzi się z psem do kogoś, kto sobie tego nie życzy. Nieważne, że twój pies jest łagodny jak baranek i na co dzień lgnie do ludzi. Może akurat trafić na lękliwego osobnika, który zareaguje agresją. Albo na przechodnia, który w przeszłości został ciężko pogryziony i ma odtąd uraz do psów.
Pies w Polsce. Garść statystyk
Portretując na początku 2020 r. populację polskich psów i ich relacje z ludźmi, weterynarze Joanna Wilczyńska i Paweł Wojciechowski podkreślali, że szczekanie słychać nad Wisłą najczęściej na wsi. Z przeprowadzonego trzy lata wcześniej badania „Populacja psów i kotów w gospodarstwach domowych w Polsce” wynikało, że psa miało tam wówczas aż 62 proc. rodzin, podczas gdy w miastach powyżej 500 tys. mieszkańców ten sam odsetek nie przekraczał 33 proc. Średni wiek polskiego właściciela psa oscylował natomiast w przedziale 30-40 lat, z nieznaczną nadreprezentacją kobiet oraz wyraźną przewagą osób z dyplomem wyższej uczelni.
Bez względu na płeć czy wykształcenie, większość z nich obruszyłaby się na opisanie swojej relacji z psem jako stosunku własności. Aż 85 proc. Polaków uważało zwierzęta za członków rodziny, choć nie wykluczało to oczekiwań, że będą one na jej rzecz wykonywać określone zadania, głównie związane z pilnowaniem domu (życzyło sobie tego aż 44 proc. badanych). Pomimo nacisku powszechnie kładzionego na stróżowanie, Polacy wybierali jednak głównie rasy średnie (5-12 kg). Spośród psów wiejskich większość, bo 61 proc., żyła w budzie lub zewnętrznym kojcu, ale i w miastach nie należało to do rzadkości: taki los spotkał tutaj aż 31 proc. psów.
Przywołując badania z 2017 r., cytowana wyżej para weterynarzy podkreślała coś jeszcze – powszechne lekceważenie potrzeb zwierząt. Choć 37 proc. ankietowanych deklarowało, że chętnie spędza czas w towarzystwie psa, to tylko 20 proc. za oczywistość uznawało codzienny długi spacer, podczas którego zwierzę może zrealizować naturalne potrzeby związane z ruchem i eksploracją terenu.
Osiem lat później odsetek takich odpowiedzi mógłby okazać się jeszcze niższy. W Polsce – jak wynika z najnowszego raportu federacji FEDIAF zrzeszającej europejskich producentów żywności dla zwierząt – na koniec 2022 r. mieliśmy 8 109 000 psów. Tylko od końca roku 2020, kiedy w Europie rozpoczął się pet boom, czyli wywołana pandemią fala zainteresowania posiadaniem zwierząt domowych, w polskich domach przybyło aż 259 tys. psów. A dokładniej – w polskich mieszkaniach, bo pandemiczny pet boom, reakcja na lockdown, był zjawiskiem w głównej mierze wielkomiejskim. To w miastach najdotkliwsze były ograniczenia w poruszaniu się, które w pewnym momencie poskutkowały wręcz nadpodażą ogłoszeń osób chętnych do darmowych spacerów z psami.
Tu lockdown w pewnym sensie nie dobiegł końca.
Po pandemii nasiliły się problemy z psami
– Jakiś czas temu zostałam poproszona o konsultację do dwóch yorków. Luksusowy dom na przedmieściach Krakowa. Kiedy spytałam, gdzie pieski chodzą na spacer, właściciele wyjaśnili, że oba yorki nie wychodzą z domu, bo się boją. Na pytanie o miejsce, w którym załatwiają potrzeby, gospodyni zaprowadziła mnie w pobliże dwóch gustownych kuwet – wspomina Zula Przybylińska.
Zwierzęcy behawioryści i pracownicy schronisk są zgodni: w okresie pandemii na psa zdecydowało się wiele osób nieprzygotowanych na wyzwanie, jakim może być mieszkanie pod jednym dachem ze zwierzęciem. W ręce kompletnie niedoświadczonych opiekunów trafiały nawet osobniki ras trudnych, jak choćby pierwotne husky, które w pandemii cieszyły się dużym wzięciem z uwagi na ich zamiłowanie do długich spacerów. Część z nich ląduje teraz w schroniskach. Dla innych opiekunowie rozpaczliwie szukają pomocy, bo przyzwyczajony do stałej obecności ludzi pies nagle zaczął demolować mieszkanie lub wyje godzinami ku rozpaczy sąsiadów.
Łagodne pieski-maskotki nagle okazują się agresywne wobec gości, bo w okresie szczenięcym nie miały okazji socjalizować się z obcymi ludźmi. Kundelki przygarnięte ze schroniska zaczynają uciekać na każdym spacerze, czym budzą irytację nierozumiejących psiej psychiki właścicieli, którzy za to noszą w sobie przekonanie, że pies, któremu zapewnili dom, powinien „okazać im wdzięczność”. Pet boom wybuchł Polsce w twarz.
– Na to wszystko nakłada się zaś jeszcze typowa polska cecha, jaką jest traktowanie psa w niezwykle ambicjonalny sposób – mówi Zula Przybylińska. – Bywam na szkoleniach i konsultacjach w wielu krajach Europy. Nigdzie opiekunowie nie reagują równie nerwowo na prośby czy sugestie dotyczące zachowania psa. Zwrócenie uwagi często kończy się odpowiedzią, żeby zająć się własnym zwierzakiem.
W ten trend idealnie wpisał się tuż po Nowym Roku Marek Sawicki z PSL, który na antenie radiowej „Jedynki” zdystansował się od osób gustujących w sylwestrowych pokazach fejerwerków, ale głównie po to, żeby przy okazji skrytykować pomysłodawców obywatelskiego projektu ustawy, która zakazywałaby m.in. trzymania psów na łańcuchu. „Fanaberią jest to, że psy trzymane w mieście w kawalerkach są przez pięć dni niewyprowadzane na spacer, są zamknięte na dwudziestu paru metrach kwadratowych. Obrońcy zwierząt tych osób dręczących zwierzęta w miastach nie widzą, tylko uczepili się łańcuchów” – grzmiał Sawicki.
Pies w wielkim mieście istotnie coraz częściej bywa tematem zastępczym. Nie nadaje się na symbol statusu społecznego – bo co to za wyróżnik, który można znaleźć w dwóch trzecich polskich domów – może za to z powodzeniem wystąpić w roli figury w sporze ideologicznym. Niesprzątnięte psie kupy, w dużych miastach problem już raczej marginalny, mogą nawet posłużyć za wygodny argument przeciw sąsiadowi w sporze na zebraniu wspólnoty mieszkaniowej. Masz psa? Na pewno po nim nie sprzątasz.
Dla pokolenia 20-30-latków pies bywa z kolei demonstracją wyboru drogi życiowej, w której nie ma miejsca na dziecko, co jednocześnie nie przeszkadza części takich osób traktować psa niemal jak dzidziusia (niektórzy używają wręcz terminu „psiecko”), przebierać na spacery i nosić niemal ciągle na rękach. Osobliwym poligonem, na którym coraz częściej dochodzi do starć między takimi farbowanymi a prawdziwymi „rodzicami”, stają się place zabaw, na które zgodnie z polskim prawem nie wolno wprowadzać psów. Dla części psich opiekunów takie place stanowią tymczasem idealne miejsce na spacer czy trening posłuszeństwa. Są przecież czyste, ogrodzone i bezpieczne.
Autor ma dwa psy
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















