Pawi krzyk

Inspirowany losami „najgorszej śpiewaczki świata” Florence Jenkins, film francuskiego reżysera wychodzi daleko poza tragikomiczną historię.
Czyta się kilka minut
Catherine Frot w filmie „Niesamowita Marguerite” / Fot. MATERIAŁY PRASOWE
Catherine Frot w filmie „Niesamowita Marguerite” / Fot. MATERIAŁY PRASOWE

Na przekór oficjalnym rankingom i wyśrubowanym hierarchiom istnieje podziemie z odwróconą skalą ocen, zapełnione przez twórców, wykonawców i dzieła najgorsze. Dzięki pierwszemu miejscu w tej niechlubnej klasyfikacji zyskują czasem status kultowych – jak choćby Ed Wood, uważany za najgorszego reżysera wszech czasów, czy „Zabójcze ryjówki”, horror z 1959 r., typowany często w kategorii najbardziej nieudanego filmu. Stanisław Barańczak napisał ongiś „Książki najgorsze”, w których zebrał i omówił najbujniejsze wykwity PRL-owskiej grafomanii, wzbogacone w drugim wydaniu o kolejne okazy. „Bądźcie pozdrowione miernoty tego świata, błogosławię was!” – chciałoby się zawołać za Antoniem Salierim. I choć on sam do miernot się nie zaliczał, wbrew temu, jak przedstawił go w „Amadeuszu” Peter Shaffer, jego głos rozlega się dziś donośnie. Jest coś ekscytującego w obcowaniu z dziełem poronionym czy wykonawcą bezwstydnie obnoszącym się ze swym beztalenciem. Z jednej strony ma się ochotę zrobić to, co Anglosasi nazywają facepalm, czyli zakryć ze wstydu twarz dłonią, z drugiej zaś odczuwa się jakąś dziką, nieprzyzwoitą radość z cudzej kompromitacji. A że w dzisiejszych czasach „śpiewać każdy może”, bo wmawia się nam, że każdy nosi w sobie ukrytego artystę, zaś kanały publicznej prezentacji stały się powszechnie dostępne, radosna twórczość pleni się w najlepsze.

Pewnie dlatego swoje drugie życie ma dziś postać Florence Foster Jenkins, uchodzącej za najgorszą śpiewaczkę świata i uwiecznionej w sztuce „Boska!” Petera Quiltera, wystawionej u nas w Teatrze Polonia i Teatrze Telewizji z Krystyną Jandą w roli tytułowej. W maju wejdzie do polskich kin komedia Stephena Frearsa z Meryl Streep jako Florence, a tymczasem przed nami francuskojęzyczna wersja jej losów, czyli „Niesamowita Marguerite” Xaviera Giannolego. Ten film, luźno inspirowany losami Jenkins, wychodząc od tragikomicznej historii obyczajowej, podąża w ciekawych i często nieprzewidywalnych kierunkach. Opowiada nie tylko o lansowaniu fałszywych talentów i towarzyszącej temu korupcji, ale także o tworzeniu się alternatywnych obiegów kultury, w których to, co marne i skompromitowane, awansuje nagle do rangi nowej sztuki.

W rozwibrowanym Paryżu początku lat 20. ubiegłego wieku coś takiego było możliwe: „skrzecząca baronowa” dająca prywatne recitale, obśmiewana po cichu za swoją megalomanię i głuchotę, z salonowego dziwoląga awansuje na ikonę ruchu anarchistycznego, uosabiając „głos zgniłej Francji”. Awangardowi artyści wykorzystują Marguerite, tak samo zresztą jak pochlebcy pragnący jej hojnego mecenatu. Giannoli zamyka jednak ten wątek i podąża za apetytem swojej bohaterki, która po kameralnych występach postanawia wyruszyć na podbój sal koncertowych. I tu zaczyna się inny film: coraz bardziej karykaturalna Marguerite staje się w tym wszystkim ofiarą, a nie tylko świętym monstrum. Grająca „diwę” wyborna aktorka Catherine Frot wydobywa z niej kolejne nuty, w tym starzejącej się kobiety, zdradzanej żony, zakładniczki społecznej pozycji. Wreszcie – niepoprawnej mitomanki, zamkniętej na głucho w swoim świecie, uciekającej przed życiem w rolę Normy, Toski czy Królowej Nocy. Przypomina w tym oskubanego pawia, który przechadza się po jej rezydencji, próbując krzykiem zwrócić na siebie uwagę.

„W sztuce marzenia stają się rzeczywistością” – tak nazywał się głośny przed kilkoma laty projekt Katarzyny Kozyry, w którym artystka przekraczała granice własnych ułomności i mierzyła się z poczuciem tzw. obciachu, wcielając się między innymi w diwę operową, mimo że nie miała wcześniej pojęcia o śpiewaniu arii. I choć „Niesamowita Marguerite” traktuje na pozór o czymś wręcz przeciwnym – o zatrzaśnięciu w nieświadomości, wyłączeniu mechanizmu samokrytyki i patologicznej potrzebie dzielenia się swoimi brakami, odzwierciedla jednak podobny mechanizm. Film francuskiego reżysera opowiada przede wszystkim o kompensacyjnej sile sztuki – nawet jeśli w wykonaniu baronowej jest to sztuka pisana w cudzysłowie.

W pewnym momencie służący Marguerite, bodaj jedyna postać naprawdę jej życzliwa, wypowiada zdanie: „Doskonałe jest nie to, co wielkie i piękne, lecz to, co przyczynia nam wielkości i piękna”. Tak właśnie zdaje się postrzegać najgorszą śpiewaczkę świata sam reżyser. I dla nas przestaje być ona osobliwością artystycznego światka, jak kobieta z brodą czy tenor przebierający się poza sceną w damskie stroje – choć i takim postaciom Giannoli daje rację bytu. Ten dziwaczny, popękany i ostatecznie bardzo współczujący film sprawia, że możemy wreszcie popatrzeć na „najgorszość” niekoniecznie przez pryzmat prześmiewczego kultu. ©

„NIESAMOWITA MARGUERITE” – reż. Xavier Giannoli. Prod. Francja / Czechy / Belgia 2015. W kinach od 1 kwietnia.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny" – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Na okładce: Chrystus Pantokrator zXIX w., autor nieznany, galeria miejska wJaninie, Grecja // Historic Images / Alamy Stock Photo

Artykuł pochodzi z numeru TP 13/2016