„My gramy w prawdziwym życiu” – tłumaczy nowemu kandydatowi Matthias podczas rekrutacji. Jego agencja wynajmuje klientom podstawianych partnerów życiowych czy bliskich krewnych i nie mniej od zdolności aktorskich liczą się tak zwane miękkie kompetencje. Bo żeby dobrze odegrać rolę, zwłaszcza na forum publicznym, trzeba właściwie rozpoznać potrzeby zleceniodawcy. Z wyczuciem wcielić się w wymarzonego tatę pilota przed szkolną klasą, wziąć udział w wyśrubowanym castingu, udając wzorowego sublokatora, albo wystąpić jako muzyczny erudyta podczas snobistycznego wieczorku melomana.
Tylko jak taki Matthias, zbierający dotąd najlepsze opinie wśród klientów, może choć przez chwilę poczuć się autentycznie w swoim własnym życiu? I jeszcze tak być odbierany? Komedia „Paw zwyczajny” niby nie mówi niczego nowego o naszych czasach, rządzonych przez jedną wielką ściemę, ale przynajmniej sama niczego więcej przed nami nie udaje.
Urynkowienie intymnych ludzkich potrzeb
Austriacki debiutant Bernhard Wenger jest wolny od złudzeń – nawet bez technologii deepfake'ów coraz trudniej będzie uwierzyć w to, co widzimy. I na odwrót: nawet mając świadomość, że prawie wszystko dziś można sfabrykować, i tak będziemy potrzebować iluzji. Przede wszystkim obrazów życia doskonałego kreowanych na użytek zewnętrzny, a media społecznościowe tego nie załatwią, bo kiedyś trzeba się pokazać w realu.
Właśnie wtedy wkracza do akcji wyspecjalizowana wiedeńska agencja, która oferuje coś więcej niż osoby do towarzystwa. Można tu zamówić doraźne wcielenie idealnego syna czy reprezentacyjnego kochanka, z którym nie da się co prawda pójść do łóżka, bo regulamin na to nie pozwala, lecz można przynajmniej, za grube pieniądze, zrobić wrażenie na gościach. Co poszło nie tak z tymi prawdziwymi dziećmi, rodzicami, kochankami, pozostaje w sferze domysłów.
A branża „usługi dla ludności”, zwłaszcza w sektorze premium, nie znosi próżni. W „Alpach” (2011) Yórgosa Lánthimosa pracownicy tytułowej firmy wcielali się w osoby zmarłe, ażeby pomóc w przepracowaniu żałoby. Sam motyw udawania kogoś bliskiego przed czyjąś rodziną, zwłaszcza podczas uroczystych spędów, bywał wykorzystywany w wielu filmach. Tutaj uderza przede wszystkim totalne urynkowienie intymnych ludzkich potrzeb, wypełnienie każdej życiowej niszy profesjonalną ofertą, niczym luksusowy weekend z jogą czy chińska gimnastyka na golasa.
Jeśli czujesz się samotny, wypożycz z dostawą katalogowego psa (zawsze można go zamienić na inny model), a przed trudną rozmową opłać próbę generalną z udziałem superfachowca. Gra go zresztą Albrecht Schuch, niemiecki gwiazdor znany z iście kameleonowych przeistoczeń, by wymienić role w „Berlin Alexanderplatz”, „Na Zachodzie bez mian” czy w „Błędzie systemu”. Jego wymuskany bohater z modnym wąsikiem zrazu doskonale funkcjonuje w swoich udawanych życiach, w nowocześnie urządzonej willi i równie sterylnym związku. Aż któregoś dnia cały system po prostu się wykrzacza. Stoi za tym nieprzewidziany „czynnik ludzki”: zniecierpliwiona ciągłą ustawką partnerka Matthiasa lub gniewny staruszek, który chciałby odzyskać żonę całkowicie odmienioną przez szkolenia z asertywności.
„Paw zwyczajny” nie idzie tropem Seidla ani Hanekego
W „Pawiu zwyczajnym” wiele jest figur zbyt dosłownych, włącznie z tytułowym ptakiem, lecz austriacki reżyser porusza się z wdziękiem po tym groteskowym świecie atrap, przebieranek, gotowych tekstów i pokazowych zachowań. Płaskie, statyczne zdjęcia Albina Wildnera korespondują z płaskością tego świata. Wszystko to sprawia zrazu odpychające wrażenie, ale zarówno kreacja Schucha, jak i scenariusz Wengera skutecznie uczłowieczają postać „chorego na siebie” Matthiasa.
Nie znamy jego przeszłości (niedoszłego psychologa?, aktora?), widzimy jednak jak na dłoni wszystkie jego społeczne czy emocjonalne deficyty. Szczególnie obsesję kontroli i podejrzliwy stosunek do rzeczywistości. Bo przecież wszystko jest teatrem życia codziennego – zwykły podryw, pierwsza randka, seks, a każdy przejaw bohaterstwa może być zwyczajną pokazówką. Zwłaszcza dla kogoś, kto nieustannie coś performuje.
Urodzony w Salzburgu Bernhard Wenger nie próbuje być Thomasem Bernhardem kina ani tym bardziej filmowym Mozartem. Mimo krytycznego pazura nie stroi się w pawie pióra i nie idzie tropem innych wielkich Austriaków w rodzaju Ulricha Seidla czy Michaela Hanekego. Odróżnia go od nich, oczywiście poza skromniejszym doświadczeniem, przede wszystkim dużo większa lekkość i płycej zaszyty ładunek humoru.
Bez wątpienia z pierwszym łączy Wengera grająca klientkę Verę aktorka Maria Hofstätter, znana z wielu filmów Seidla. A wnętrze podmiejskiego domu jej bohaterki, pełne ciężkich mebli i myśliwskich trofeów, jako żywo przypomina mroczne domy i piwnice z lubością odtwarzane przez reżysera „Safari”. Tyle że Wenger nie jest w swoich diagnozach aż tak okrutny. Daje szansę i przykremu staruszkowi, który zbierał poroża i zdominował swoją żonę, i Matthiasowi, którego zaczęło niszczyć zbyt mechaniczne dopasowywanie się do czyichś oczekiwań (dwie jakże różne sceny w restauracji są świetną ilustracją zachodzącej w bohaterze przemiany). W pewnym momencie już nawet jego wirtualna asystentka głosowa przestaje go rozumieć. Błaha komedia o zawodowym udawaczu zamienia się w tragikomedię o kimś, kto nawet kiedy nie udaje, wypada nieprawdziwie.
Czy przechodził tędy Ruben Östlund?
Reżyser nie odpuszcza jedynie zepsutym bogaczom, jako że prawdę emocji, także tych gwałtownych, stawia wyżej niż fałszywą, sztucznie uładzoną grzeczność. Dlatego „Paw zwyczajny” bywa chętnie porównywany do kina Rubena Östlunda, przede wszystkim ze względu na kulminacyjną scenę przyjęcia wzorowaną prawdopodobnie na „The Square” (2008). Poza tym nie raz się tu dostaje wyrafinowanym konsumentom kultury wysokiej czy markowego dizajnu. Ale Wenger stara się ocieplić swoją satyrę i zamiast pogrążać bohatera, pozwala mu wejrzeć w samego siebie.
Rok temu na festiwalu w Wenecji film dostał pozaregulaminową nagrodę włoskiej fundacji FAI, promującą ukazywanie związków człowieka z jego pracą i środowiskiem. Choć przecież jest to film nie tylko o tym, że należy troszczyć się o psychiczną higienę podczas odgrywania codziennych ról służbowych. Również poza pracą, podobnie jak w omawianym tu niedawno „Życiu Chucka”, warto wykonać czasem jakiś mniej oczywisty performans.
Bernhard Wenger to młody austriacki reżyser i scenarzysta. Już tytuły jego filmów krótkich („Przepraszam, szukam stołu do ping-ponga oraz mojej dziewczyny”, „Zarejestrowane przez kamerę pogodową”) zdradzają zamiłowanie do absurdu i formalnych eksperymentów. Pełnometrażowy debiut „Paw zwyczajny” miał premierę podczas Tygodnia Krytyki na zeszłorocznym festiwalu w Wenecji.
PAW ZWYCZAJNY („Pfau – Bin ich echt?”) – reż. Bernhard Wenger. Prod. Austria 2024. Dystryb. Stowarzyszenie Nowe Horyzonty. W kinach od 22 sierpnia.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















