Reklama

Patrzeć w przyszłość

Patrzeć w przyszłość

13.07.2011
Czyta się kilka minut
Rafał Dutkiewicz : Ten pomnik zbudowaliśmy ku przyjaźni między Ukrainą a Polską. Dzięki przyjaźni pomiędzy Lwowem a Wrocławiem.
I

Inicjatywa obu miast miała olbrzymie znaczenie, i to w kilku wymiarach. Po pierwsze, była kolejną cegiełką w dziele budowy pojednania polsko-ukraińskiego. Profesorowie zginęli od kul niemieckich, ale skomplikowana historia sprawiła, że uczczenie przedstawicieli polskiej elity (a więc przypomnienie polskiej obecności) we Lwowie dotknęło także relacji między obu narodami. Widać to było w wystąpieniu przedstawiciela radykalnej partii Swoboda, który niejako w zamian za ten pomnik domagał się likwidacji we Wrocławiu pomnika ofiar UPA. A jednak: kolejna rana historyczna może się teraz zagoić. Po drugie, wspólna budowa pomnika przez władze samorządowe to przykład, że społeczności lokalne zyskują coraz większą podmiotowość. Choć na Ukrainie władza jest wciąż znacznie bardziej zcentralizowana niż u nas, to przecież dwie dekady temu takie przedsięwzięcie bez zgody władz centralnych byłoby nie do pomyślenia. Wreszcie: pomnik jest elementem współpracy dwóch europejskich miast - z których jedno wciąż znajduje się poza Unią Europejską. Wrocław - choć leżące na zachodzie Polski, to chyba najbardziej otwarte na Wschód miasto - od lat współpracuje ze Lwowem ponad "złotą kurtyną". Przyczynia się tym samym do wciągania Ukrainy w orbitę UE. Realizatorem budowy pomnika było Kolegium Europy Wschodniej, założone jeszcze przez Jana Nowaka Jeziorańskiego właśnie dla budowania porozumienia "nie między rządami, lecz bezpośrednio między zwyczajnymi ludźmi".

A przecież przed samą uroczystością można było obawiać się, że aura nie będzie przyjazna, i to nie tylko dlatego, że w przeddzień we Lwowie lało jak z cebra. Lwów widział bowiem niejedną prowokację i demonstrację. Historia w tym mieście wciąż potrafi dzielić. Ostatnie zamieszki przy okazji 9 maja mogły napawać niepokojem. Szczęśliwie, na czas tego niedzielnego popołudnia 3 lipca chmury nad Wzgórzami Wuleckimi ustąpiły słońcu i także nikt z ponad dwóch tysięcy ludzi, którzy przyszli na uroczystość, nawet nie próbował jej zakłócić. Przeciwnie - wszystkim zgromadzonym udzielił się podniosły nastrój. Przyczyniła się do tego obecność nie tylko polityków, ale i przedstawicieli świata akademickiego z obu miast oraz hierarchów kościelnych obrządku katolickiego i greckokatolickiego, którzy poświęcili pomnik.

Dla Lwowa Wrocław może być wspaniałym przykładem tego, w jaki sposób harmonijnie przejąć dziedzictwo poprzednich wieków bez uszczerbku dla tożsamości obecnych mieszkańców. Jak budować przyszłość, nie odcinając się od przeszłości. Takie myślenie we Lwowie dojrzewa. Pobrzmiewało ono w słowach mera miasta Andrija Sadowego, który o mordzie sprzed 70 lat mówił: - Jest to ciemna karta historii naszego miasta i musimy robić wszystko, by nigdy się to nie powtórzyło.

Autor artykułu

Publicysta, dziennikarz, historyk, ekspert w tematyce wschodniej, redaktor naczelny „Nowej Europy Wschodniej”. Wieloletni dziennikarz „Tygodnika”. Autor i współautor książek: „Przed Bogiem...

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]