89-letni Marcel Reich-Ranicki to postać niezwykła. Gdy o nim mowa, niemal wszyscy Niemcy zapominają o standardach, które sami ustalili w toku dyskusji nad schedą obu totalitaryzmów. Fenomen kultu, jakim "MRR" (jak określa się go w skrócie) jest otoczony w RFN, analizować trzeba by chyba w kategoriach teologicznych: Żyd, który przeżył Holocaust, przebaczył Niemcom i stał się promotorem ich literatury, "papieżem" niemieckiej krytyki literackiej... I nie tylko: w Niemczech - gdzie każdy wie, kim jest ten najbardziej wpływowy krytyk, jakiego znała XX-wieczna niemiecka literatura - jest on też "najważniejszym działającym po dziś dzień świadkiem i nauczycielem historii XX wieku", jak pisze Gerhard Gnauck, autor książki o polskim okresie z życia "MRR", tj. 1938-1958.
Właśnie te "polskie lata" Reicha-Ranickiego kryją ciągle tajemnice i białe plamy. Dotyczą lat 1944-50, gdy "MRR" służył diabłu: zajmował kierownicze stanowiska w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego, czyli w stalinowskim aparacie terroru. Książka Gnaucka, który przeanalizował wszelkie dostępne archiwa i rozmawiał ze świadkami, rzuca nowe światło na rolę "MRR" w bezpiece. Trudno się dziwić, że nie ma chyba drugiej postaci życia publicznego, która byłaby tak odmiennie oceniana w Niemczech i w Polsce.
GERHARD GNAUCK "Marcel
Reich-Ranicki. Polskie lata",
W.A.B. 2009.
Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















