Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Pamiętność

Pamiętność

23.08.2015
Czyta się kilka minut
Eseje Adama Wodnickiego to świadectwa spotkań z ludźmi, historie miejsc i przedmiotów, opowieści o czujnym, pełnym atencji byciu w świecie.
W

W „Słowniku etymologicznym” Aleksandra Brücknera czytamy, że słowo „pamiętnik” odnosiło się niegdyś do człowieka, który przechowuje w pamięci wspomnienie o jakimś zdarzeniu. W niektórych kontekstach rzeczownik ten oznaczał również „świadka”. „Pamiętnikiem” nazywano zatem osobę, która kogoś lub coś widziała, była obecna w danym miejscu, czegoś doświadczyła (także na własnej skórze, bezpośrednio uczestnicząc w jakimś zajściu) i może nam o tym opowiedzieć, może zaświadczyć, że coś naprawdę się wydarzyło. Dopiero w XVIII w. zaczęto określać w ten sposób zapis czyichś wspomnień, później również album, do którego wpisywano okolicznościowe noty, a wreszcie utwór literacki prezentujący przeżycia i obserwacje autorki lub autora.

Etymologicznym rdzeniem „pamięci” i „pamiętnika” jest czasownik „mnieć” (słychać go również w takich słowach, jak „sumienie” czy „namiętność”), który oznaczał przede wszystkim „uważać”, „baczyć” i „być czujnym”, ale także „myśleć”. Dla dawnych użytkowników polszczyzny przechowywanie czegoś w pamięci nie sprowadzało się zatem jedynie do mechanicznego gestu utrwalania osób czy zdarzeń. Chodziło raczej o uważne obserwowanie innych, czujne przyglądanie się światu, rozmyślanie o ludziach i miejscach, o bycie świadkiem – nie na użytek sądu, choć pewnie i to się zdarzało, lecz w pierwszej kolejności na użytek innych członków pewnej wspólnoty, dla których opowieść o tym, co minione, stanowiła fundament trwałej relacji.

Tym właśnie są eseje Adama Wodnickiego pomieszczone w zbiorze zatytułowanym „Anamnezy”: to świadectwa spotkań z ludźmi, historie miejsc i przedmiotów, opowieści o czujnym, pełnym atencji byciu w świecie.

Iluzje

Świadczenie przed sądem i świadczenie przed wspólnotą to dwa różne akty. Sąd oczekuje (a nawet wymaga) od świadka dokładnego sprawozdania, precyzyjnej relacji, wypełnionej po brzegi szczegółami. Każdy fakt może mieć decydujące znaczenie dla sprawy, każdy detal może wpłynąć na wyrok sądu.

Wzorem takiego świadka jest bohater jednego z opowiadań Borgesa, Ireneo Funes, zwany „pamiętliwym”. Młody gauczo, samotnik i ekscentryk, który całymi dniami włóczy się po okolicy i – mimo że nie nosi zegarka – zawsze wie, która jest godzina. Pewnego dnia Funes ulega wypadkowi – zrzuca go z grzbietu nieujeżdżony koń. Ireneo zostaje sparaliżowany. Ale upadek wywołuje inny jeszcze efekt: w wyniku stłuczenia głowy bohater Borgesa zyskuje genialną pamięć. Od tej pory zapamiętuje wszystko, co zobaczy, przeczyta lub usłyszy. Jego percepcja jest maksymalnie wyostrzona. Inni dostrzegają jedynie zarysy rzeczy, tworzą sobie ogólny obraz rzeczywistości, uproszczony i umowny. Funes potrafi uchwycić, zapamiętać, a następnie odtworzyć każdy szczegół, każdą rysę, która powstała na powierzchni świata. Gdyby postawiono go przed sądem, byłby w stanie z niedoścignioną precyzją opowiedzieć o tym, co wydarzyło się w dowolnej chwili jego życia. Jest świadkiem doskonałym.

Ten, kto staje przed wspólnotą (nie ma znaczenia, czy jest to wielkie narodowe zgromadzenie, czy też grupa przyjaciół, zainteresowanych – jak on – literaturą i filozofią), ma do wypełnienia inne zadanie. Nie chodzi tylko o to, że doskonała pamięć – o ile w ogóle występuje – jest zjawiskiem bardzo rzadkim, co zmusza niemal każdego „pamiętnika” do rekonstruowania zdarzeń, uzupełniania luk, ciągłego łatania tkaniny, którą szyje ze wspomnień. Chodzi także o to, że opowieść literacka musi mieć określoną strukturę, co oznacza, że odpomniane zdarzenia trzeba uporządkować, poukładać w ciągi, związać fabularnymi i narracyjnymi nićmi.

Adam Wodnicki już na wstępie zaznacza, że w jego tekstach, w jego anamnezach, więcej jest niepewności niż faktografii, że wspominając to, co się niegdyś zdarzyło, wciąż na nowo musi wytyczać granicę między prawdą a ułudą. Obrazy podsuwane przez pamięć porównuje do malowideł Parrazjosa, do iluzjonistycznych wizerunków, które udawały rzeczywistość i za rzeczywistość były brane. Borgesowski Funes zapamiętuje zdarzenia mechanicznie: jego pamięć jest jak niezniszczalny twardy dysk, archiwum, w którym wszystko zawsze jest i zawsze będzie w tym samym miejscu. Pamięć Wodnickiego – nasza pamięć – działa inaczej: ulega nieustannym przekształceniom, rekonfiguracjom, rearanżacjom.

Praca pamięci nigdy nie polega na zapamiętywaniu i odpominaniu. Jest raczej ciągłym ruchem myśli, obrazów i słów, które łączą się ze sobą – za każdym razem w nieco inny sposób – tworząc jedną z wielu możliwych wersji przeszłości.

Ile można ocalić?

Właśnie dlatego – przekonuje Wodnicki – sięgając pamięcią w minione, należy zachować największą ostrożność. Z faktu, że nasze wspomnienia są ułomne, nie powinniśmy bowiem wyciągać wniosku, że wszystko jest dozwolone, że możemy dowolnie żonglować rekwizytami pamięci, by ułożyć z nich sugestywną opowieść o przeszłości. „Wierzę – pisze autor – że w natłoku mniej lub bardziej zatartych obrazów, rzeczywistych albo wyobrażonych, rekonstrukcji zdarzeń budowanych często na seriach przyczyn i skutków zbyt ścisłych i jasnych, aby mogły być wiarygodne, uda mi się zachować jakąś cząstkę prawdy”. Nie znajdziemy w zbiorze Wodnickiego odpowiedzi na pytanie, czym ta prawda jest, jak powinniśmy ją rozumieć. Autor raczej sugeruje niż twierdzi, niczego nam nie narzuca, nie zajmuje stanowiska w żadnym sporze o kształt przeszłości, nie tworzy dokumentacji, z której mógłby skorzystać jakiś sądowy oskarżyciel (albo obrońca). Jego cel jest inny: pragnie ocalić choć cząstkę przeszłości, zatrzymać na chwilę proces, który Sebald nazywał „opróżnianiem i pustoszeniem świata”. Wodnicki upomina się o osoby i rzeczy, które nie mają władzy pamięci, które nie zostały zauważone, o których nikt nie opowie, nie zaświadczy o ich istnieniu.

Ale pojawiają się w tej książce również ludzie znani, bohaterowie wielu wspomnień, biograficznych relacji. Yves Bonnefoy, Paul Celan, Edmond Jabès, Ladislas Mandel, Abel Paz, Paulette i Georges Perec, August Zamoyski. Jednak nawet ich Wodnicki wspomina w taki sposób, by uczynić zadość źródłowemu impulsowi, który zmusza go do pisania. Koncentruje się na zdarzeniach, które są przez biografów pomijane, przywołuje fakty, które rzucają trochę inne światło na życiorys danej postaci. Mówiąc wprost: szuka na zapleczu, przetrząsa stare papiery, wprowadza do swej opowieści to, co zostało wcześniej zmarginalizowane.

Kluczem do zrozumienia tej książki jest – jak sądzę – esej o Edmondzie Jabèsie, w którym otrzymujemy dwie nakładające się na siebie historie. Tematem pierwszej z nich są perypetie Wodnickiego, który próbuje nawiązać kontakt z tłumaczonym przez siebie poetą. Druga historia opowiada o długim procesie oswajania się z dziełami Jabèsa, o odkrywaniu ich znaczeń, o uważnej lekturze i pracy przekładu. Według francuskiego pisarza istota świata wyraża się w języku. Początkowo między rzeczą a słowem nie było żadnego odstępu. Jeśli taka wyrwa pojawiła się w toku dziejów, to tylko dlatego, że zaniechaliśmy pracy w języku, porzuciliśmy zadanie, które zostało nam powierzone. Poeta wsłuchuje się w mowę świata, odczytuje sensy, które kryją się w słowach wplecionych w tekst rzeczywistości. Tłumacz – w tym przypadku Wodnicki – podąża po śladach tamtego, powtarza (zawsze ryzykując nieścisłość lub błąd) jego gesty, kontynuuje dzieło lektury.

To samo dotyczy przeszłości. Ona również jest tekstem przeznaczonym do lektury, ale tekstem szczególnym: pełnym luk i przeinaczeń. Anamneza jest w tym kontekście rodzajem translacji – to, co minione, Wodnicki tłumaczy na inny język, język teraźniejszości, w którym przeszłość spotyka się z przyszłością, czyli każdym potencjalnym czytelnikiem tych esejów.

Namiętny pamiętnik

Brückner zwraca uwagę, że przeciwieństwem „pamięci” jest „namięć”, od której wywodzi się „namiętność”. Gdy odnosimy się do kogoś lub czegoś namiętnie, to tracimy z oczu cały świat, wyłączamy świadomość, gubimy się w odmętach pasji, której siła pobudza zmysły i zniewala rozum. Pamięć działa odwrotnie – wspomnienia budzą z uśpienia świadomość, która zaczyna działać jak teatralna scena. Pojawiają się na niej – czasem w nowych przebraniach i zmienionych rolach – osoby i rzeczy. Odpomniane przedmioty składają się na scenografię, która podczas każdego przedstawienia wygląda inaczej. Praca pamięci to spektakl, który odgrywany jest w teatrze świadomości i wyobraźni.

Eseje Adama Wodnickiego zadają kłam powyższemu podziałowi. Owszem, na początku znajdujemy krótką definicję tytułowej anamnezy, z której wynika, że jest to forma poznania niezależna od empirycznego doświadczenia, czyli niezależna od zmysłów (u Platona odpominanie jest związane z teorią o migracji dusz, które w kolejnych wcieleniach aktywizują zdobytą wcześniej wiedzę). Jednak u Wodnickiego nośnikiem wspomnień są również zmysły. Zapachy, smaki, barwy, dźwięki, dotyk – wszystko pospołu składa się na obraz przeszłości, który uwodzi swą sugestywnością. Ściany domu odbijają światło księżyca, na stole błyszczą naczynia, w kominku palą się grube bierwiona, wieczorem słychać chrobot kołatka w belkowaniu stropu, pachnie terpentyną i dymem z owocowego drewna...

Doprawdy, sposób, w jaki Wodnicki odnosi się do przeszłego świata, zasługuje na miano „pamiętności”, w której powinniśmy słyszeć zarówno uważność właściwą pamięci, jak i pasję istnienia, przyjemność z bycia pomiędzy ludźmi, rzeczami i słowami. ©℗

ADAM WODNICKI, ANAMNEZY AUSTERIA, Kraków 2015

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Urodzony w 1978 roku. Filozof literatury, eseista, redaktor, krytyk i tłumacz. Dyrektor programowy Festiwalu Conrada. Redaktor działu kultury „Tygodnika Powszechnego”. Dyrektor programów...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]