Beludżowie dokonali właśnie najzuchwalszej od lat zbrojnej agresji. Do rozproszonego ataku doszło przed tygodniem w sześciu rozmaitych miejscach na terytorium Pakistanu.
Niedzielny atak Beludżów
Natarcie rozpoczęło się w niedzielę wieczorem, a w poniedziałkowy wieczór walki ucichły. Odpowiedzialna za nie Armia Wyzwolenia Beludżów ogłosiła, że w agresji udział wzięło prawie tysiąc partyzantów i siedmioro fedainów, zamachowców-samobójców. Głównym celem ataku Beludżów był powiat Musa Khel, przy granicy z Pendżabem, ale partyzanci uderzyli też w powiatach Kalat i Bolan.
Zaatakowali koszary i posterunki pakistańskiego wojska oraz policji, wysadzili w powietrze wiadukty i tory kolejowe, wiodące z Beludżystanu na zachód, do Pendżabu i na wschód, do Iranu, a także wystawili patrole i na prawie dobę przejęli kontrolę nad prowadzącymi do Pendżabu autostradami i drogami. Partyzanci zatrzymywali jadące nimi samochody i sprawdzali tożsamość kierowców i pasażerów. Pendżabczyków zabijali na miejscu, a ich pojazdy palili (dzień wcześniej uprzedzili rdzennych mieszkańców Beludżystanu, by w niedzielę powstrzymali się od podróży). Jedynie w powiecie Musa Khel spłonęło 35 samochodów osobowych i ciężarówek.
W strzelaninach i egzekucjach zginęło ponad 70 osób, w większości cywile, wychodźcy z Pendżabu. Zginęło też 19 pakistańskich żołnierzy i 21 partyzantów. Natarcie partyzantów zbiegło się z 18. rocznicą śmierci Nawaba Akbara Bugtiego, jednego z najważniejszych beludżyjskich serdarów, wodzów, który w 2005 r. przyłączył się, a wkrótce przejął dowództwo zbrojnego powstania Beludżów przeciwko Pakistanowi.

Krzywdy Beludżów
Bugti przewodził buntom Beludżów właściwie od zawsze. Nie darmo rodacy nadali mu przydomek „Tygrysa z Beludżystanu”. Był za młody, żeby bić się z brytyjskim imperium, które podbiło ziemie Beludżów (studiował w Oxfordzie, gdy żegnali się ze swoimi koloniami w Indiach, dzieląc je i przyznając niepodległość). Za to z Pakistanem, wykrojonym z Indii państwie dla muzułmanów, do którego włączono ziemie Beludżów, Bugti wojował przez całe życie. W przerwach między powstaniami sprawował powierzane mu w zamian za pokój posady senatora, gubernatora, premiera prowincji, a nawet ministra policji w Islamabadzie. Urzędy obejmował i je tracił, za to niezmiennie pozostawał serdarerm, wodzem liczącego ćwierć miliona dusz plemiona Bugtich, jednego z najpotężniejszych w Beludżystanie.
Beludżowie, których w południowej i środkowej Azji żyje około 20-25 milionów, nigdy nie dorobili się własnego państwa, a ich chanowie i emirowie byli poddanymi potężniejszych Arabów, Persów i Brytyjczyków (własnego państwa nie dorobili się też ich sąsiedzi, Pasztunowie – 20 mln żyje w Afganistanie i dwa razy tyle w Pakistanie – ale oni przynajmniej od zawsze rządzili w Afganistanie jako emirowie, królowie i prezydenci, więc przywykli uważać ten kraj za własny). W rezultacie ich ziemie zostały rozdzielone między dzisiejsze Pakistan, Afganistan i Iran. Najbardziej protestowali serdarzy przydzieleni Pakistanowi, sztucznemu państwu, które – aby uniknąć religijnych wojen – Brytyjczycy wykroili ze swoich posiadłości w Indiach dla wyznawców islamu. Chan beludżyjskiego Kalatu oznajmił, że sam prędzej ogłosi niepodległość, a jeśli już miałoby powstać państwo dla muzułmanów, to dlaczego nie włączyć do niego także Afganistanu i Iranu. Afgańscy władcy przekonywali, żeby zamiast tworzyć sztuczne państwo, Brytyjczycy oddali im raczej muzułmańskie kolonie w Indiach (Afganistan do dziś nie uznał tzw. Linii Duranda, wykreślonej przez Brytyjczyków, za oficjalną granicę z Pakistanem), dzięki czemu Afganistan zyskałby dostęp do morza.
Rozdzieleni między trzy państwa Beludżowie znaleźli się wszędzie w mniejszości i szybko zaczęli narzekać, że traktowani są jak obywatele gorszej kategorii (w szyickim Iranie, jako wyznawcy sunnizmu, uskarżali się też na dyskryminację religijną). Broniąc się przed prześladowaniami, zazdrośnie strzegli autonomii swoich udzielnych księstw, a drogi ratunku – podobnie jak Afgańczycy – szukali w możliwie jak największej izolacji. Pogłębiało to jednak jedynie zacofanie i biedę, a także przepaść dzielącą krainy Beludżów od sąsiednich prowincji w Pakistanie i Iranie.
Ziemie Beludżów zawsze uchodziły tam za najuboższe i niemal bezludne. Pakistański Beludżystan jest największą z czterech prowincji kraju, stanowi prawie jego połowę. Rozciąga się od Afganistanu i terytoriów plemion pasztuńskich, aż po wybrzeża Morza Arabskiego. Jednocześnie jest to prowincja najmniej ludna – mieszka tu zaledwie ok. 15 mln ludzi, podczas gdy ludność Pakistanu liczy ponad 250 mln.
Przywódcy z Islamabadu zawsze twierdzili, że powodem biedy i zacofania Beludżów są ich serdarzy, którzy uparcie broniąc swojej tradycyjnej władzy, woleli utrzymywać poddanych w feudalnej ciemnocie, skazując ich na margines. Niewykształcona beludżyjska młodzież – tłumaczyli – nie nadąża za postępem, nie ma szans na dobre posady ani społeczny awans i w rezultacie nawet do Beludżystanu trzeba przysyłać z innych części kraju urzędników, inżynierów, lekarzy i nauczycieli.
Beludżowie widzieli to inaczej, zwłaszcza ich serdarzy. Uważali, że władze z Islamabadu przysyłają do Beludżystanu swoich urzędników, inżynierów i nauczycieli, żeby łatwiej Beludżami rządzić, złamać ich opór, zmusić do uległości i zagrabić skarby, jakie kryją ich ziemie. W Beludżystanie odkryto bowiem bogate złoża gazu ziemnego, ropy naftowej, węgla kamiennego, uranu, miedzi i złota. Serdarzy Beludżów skarżyli się, że rządzący z Islamabadu Pendżabczycy, którzy zawłaszczyli pakistańskie państwo, bogacą się na ich skarbach, a Beludżowie klepią biedę. Islamabad pozostawał głuchy na prośby Beludżów, a gdy podnosili głos, zawsze uciekał się do przemocy. Nie mając innego sposobu, by dochodzić sprawiedliwości, od chwili powstania pakistańskiego państwa (1947) Beludżowie podnieśli pięć zbrojnych powstań, żądając, żeby nikt nie wtrącał się w ich sprawy oraz większego udziału w zyskach ze sprzedaży beludżyjskich skarbów. Islamabad zwykle nieco ustępował, najczęściej przekupując beludżyjskich serdarów rządowymi posadami i przywilejami.
Wojna Beludżów z Chińczykami
Szóste powstanie wybuchło na początku XXI stulecia, gdy poza Pendżabczykami w beludżyjskich kopalniach pojawili się Chińczycy, którzy nie tylko zapragnęli beludżyjskich skarbów, ale zachęceni przez pakistański rząd postanowili przepuścić przez ziemie Beludżów nitkę nowego Jedwabnego Szlaku. Zamierzali nim opasać cały świat, a jedną z najważniejszych w nim miała być nitka beludżyjska, wiodąca z chińskiego Turkiestanu na brzegi Morza Arabskiego.
Pakistańscy przywódcy, zabiegając o przyjaźń Chińczyków, sprzedali im pola naftowe i gazowe, kopalnie złota i miedzi, a także wydzierżawili głębokomorski port w Gwadarze, który Chińczycy zamierzali przejąć za pakistańskie długi (w podobny sposób przejęli zbudowany na kredyt port w Hambantocie w pobliskiej Sri Lance) i uczynić z niego swoją główną faktorię handlową nad Morzem Arabskim i cieśniną Ormuz, prowadzącą prosto do Zatoki Perskiej, naftowego eldorado.
Chińczycy obiecali wyłożyć majątek, ponad 60 mld dolarów, na budowę portu, rurociągu i gazociągu, dróg i kolei. Obiecali nowe miejsca pracy, ale skorzystali na tym głównie zaradni Pendżabczycy, którzy zlecieli się do Beludżystanu na wieść o lepszych niż gdzie indziej w kraju zarobkach i odebrali pracę Beludżom.
Beludżowie uznali, że Chińczycy zamierzają grabić ich jeszcze bardziej niż Pakistan i w 2004 r. wydali im wojnę. Rok później na czele powstania znów stanął serdar Nawab Akbar Bugti, choć liczył już prawie 80 lat. Minął kolejny rok, a serdar zginął w górskiej kryjówce, zbombardowanej przez pakistańskie lotnictwo.
Powstanie przycichło, ale nie wygasło. Wybuchło z nową siłą jesienią 2021 r., gdy po 20-letniej wojnie na wyczerpanie afgańscy partyzanci, talibowie, zmusili do odwrotu kolejne światowe mocarstwo – Stany Zjednoczone (100 lat wcześniej rejteradę ogłosiło imperium brytyjskie, a pod koniec XX w. – imperium rosyjskie we wcieleniu Związku Sowieckiego). Pod ponownymi rządami talibów (wcześniej rządzili w latach 1996-2001) Afganistan stał się nieprzebranym targowiskiem porzuconej przez Amerykanów broni, a także kryjówką dla wszelkich buntowników z Pakistanu i Iranu.
Po ucieczce z Afganistanu, Zachód przestał też łożyć na utrzymanie Pakistanu, który miał być sojusznikiem w wojnie z talibami, a w rzeczywistości skrycie ich wspierał. Pozbawiony pomocy Zachodu, a także Arabów, zajętych bez reszty modernizacją Bliskiego Wschodu i zagrażającymi jej tamtejszymi konfliktami, Islamabad zwrócił się ku Chinom. Chińczycy zaś, którzy są również póki co jedynym poważnym inwestorem w Afganistanie, żądają, by w zamian za miliardowe pożyczki Pakistańczycy zapewnili im bezpieczeństwo.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

















