Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Oskary 2018: nadgorliwość gestów

Oskary 2018: nadgorliwość gestów

05.03.2018
Czyta się kilka minut
Niestety, tym razem finałowej pomyłki nie było. Nieznośnie poprawna gala zakończyła się nieznośnie poprawnym werdyktem.
Laureatka Oscara za najlepszą rolę żeńską Frances Mc Dormand / Fot. ANGELA WEISS / AFP PHOTO / EAST NEWS
Laureatka Oscara za najlepszą rolę żeńską Frances Mc Dormand Fot. ANGELA WEISS / AFP PHOTO / EAST NEWS
D

Dziewięćdziesiąta edycja Oskarów okazała się szacownym jubileuszem, a nagroda nazywana złośliwie Złotym Cielcem przypadła filmowi „bezpiecznemu”, trafiającemu w uśrednione gusta.   

Uhonorowany najważniejszą statuetką „Kształt wody” Guillermo del Toro (otrzymał również nagrodę za reżyserię, scenografię oraz muzykę) jest piękną i okrutną baśnią, która równocześnie gra na emocjach, mruga do widza filmowymi aluzjami, a zarazem odhacza wszelkie możliwe formy wykluczenia. Nie udaje jej się jednak przeskoczyć ani tego, co reżyser „Labiryntu fauna” stworzył dotychczas w kinie, ani tym bardziej tegorocznej konkurencji. Na tle „Trzech billboardów za Ebbing, Missouri” Martina McDonagha cudowność i emancypacyjny duch filmu stworzonego przez Meksykanina zamienia się w naiwną deklarację. Wobec takich tytułów, jak debiutancka „Lady Bird” Grety Gerwig, „Tamte dni, tamte noce” Luki Guadagnino (nagroda za scenariusz adaptowany dla Jamesa Ivory'ego) czy „Nić widmo” Paula Thomasa Andersona (Oscar za kostiumy) rozbuchana wizualnie międzygatunkowa hybryda o międzygatunkowej miłości wygląda tyleż oryginalnie, co anachronicznie. Członkom Amerykańskiej Akademii najwyraźniej spodobało się to dziwaczne połączenie. 

Tegoroczne Oscary miały być zaangażowane, czy wręcz rewolucyjne, nie przyniosły jednak większych niespodzianek. Grająca w „Trzech billboardach” Frances McDormand (tekst o niej zamieścimy w najbliższym numerze „TP) musiała pokonać swoje znakomite konkurentki, podobnie jak Sam Rockwell partnerujący jej na drugim planie. Gary Oldman jako Winston Churchill w „Czasie mroku” Joe Wrighta raz jeszcze udowodnił, że nic tak dobrze nie sprzedaje się w Hollywood jak spektakularne aktorskie przeobrażenia – stąd też nagroda dla Kazuhiro Tsuji, który za pomocą mistrzowskiej charakteryzacji „zamienił charta w buldoga”. Allison Janney w bardzo charakterystycznej roli „złej matki” z filmu „Jestem najlepsza. Ja, Tonya” Craiga Gillespiego pokonała o wiele bardziej zniuansowaną rolę „dobrej matki”, czyli Laurie Metcalf z „Lady Bird”. Wysmakowana ścieżka dźwiękowa autorstwa Jonny’ego Greenwooda do filmu „Nić widmo” ustąpiła miejsca nastrojowym katarynkom Alexandre’a Desplata w „Kształcie wody”. Wybitny operator Roger Deakins, nominowany do Oscara już po raz czternasty, musiał wreszcie otrzymać tę statuetkę, bo jego zdjęcia do „Blade Runnera 2049” Denisa Villeneuve’a, rozpięte między dziś i jutrem, sztucznością i naturą, swojskością i obcością, są największą siłą tego filmu, nie licząc efektów specjalnych, również nagrodzonych Oscarem. Podobnie rzecz się miała z „Dunkierką” Christophera Nolana, którą doceniono za to, co najbardziej oczywiste, czyli za jej walory dźwiękowe i montażowe.

Zachowawczość Amerykańskiej Akademii równie mocno ujawniła się przy okazji przyznawania Oscara dla filmu nieanglojęzycznego. „The Square” Rubena Östlunda okazał się chyba zbyt wyrafinowany, a „Niemiłość” Andrieja Zwiagincewa pewnie zbyt ponura, bo zamiast któregoś z nich nagrodzona została chilijska „Fantastyczna kobieta” Sebastiána Lelio, gdzie transgresywna treść ubrana została w raczej tradycyjną formę. Tym bardziej nie powinien dziwić fakt, iż reprezentujący polską kinematografię i pod wieloma względami pionierski „Twój Vincent” Doroty Kobieli i Hugh Welchmana, przegrał ostatecznie z animacją „Coco” Lee Unkricha i Adriana Moliny, nagrodzoną również za piosenkę. Chwytające za serce kino familijne, wyprodukowane przez wielkie wytwórnie (Pixar i Disney), a tym samym świetnie wypromowane, od początku było Oscarowym faworytem.

Zaskoczeniem mógł być Oscar za scenariusz oryginalny dla filmu „Uciekaj!” Jordana Peele’a, który sięgając po konwencję horroru zaproponował brawurową grę ze stereotypami rasowymi. Czy było to wyróżnienie w pełni zasłużone, jeśli w tej samej konkurencji startował taki na przykład McDormagh i jego mistrzowsko napisane „Trzy billboardy”?

Ten pozornie wywrotowy wybór wpisał się jak żaden inny w tegoroczne trendy oscarowe. Ceremonia, po aferze z Harveyem Weinsteinem jeszcze mocniej niż w roku ubiegłym naznaczona przez walkę ze stereotypami i akcje równościowe, przyniosła między innymi pierwszą w historii Oscarów nominację dla kobiety za zdjęcia (Rachel Morrison za „Mudbound”) i dopiero piątą za reżyserię (dla Grety Gerwig) – obie jak najbardziej zasłużone. Sama uroczystość w Teatrze Dolby za bardzo jednak przypominała scenariusz zwycięskiego filmu del Toro. Ze sceny upominano się co chwila o dyskryminowane mniejszości, a prowadzący galę Jimmy Kimmel żałował, że nie jest kobietą. W pewnym momencie oddano nawet hołd żołnierzom, a grupa gwiazd na czele z gospodarzem wieczoru opuściła luksusowe wnętrze teatru, żeby bratać się z „szarymi” widzami i częstować ich jedzeniem.

Nadgorliwość tych wszystkich deklaracji i gestów sprawiała, że nie bardzo było wiadomo, który z nich jest szczery, który udawany, a który jest autoparodią. Jedynie Frances McDormand, odbierając pozłacaną statuetkę, z właściwą sobie spontanicznością wyraziła solidarność ze wszystkimi obecnymi na widowni kobietami, upominając się o ich większą reprezentację na ekranie. Na bycie wiarygodnym trzeba sobie jednak ciężko zapracować.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Krytyczka filmowa „Tygodnika Powszechnego”. Pisuje także do pisma „EKRANy”, „Kino” i miesięcznika psychologicznego „Charaktery”. Jest współautorką takich publikacji, jak: „Panorama kina...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Widziałem doskonały komentarz do zeszłorocznych Oskarów. Prawdziwym skandalem było to, że bogactwo wszystkich zgromadzonych na gali mogło by rozwiązać problemy, które ich tak bardzo obchodzą.

czy nie jest to rodzaj myślenia życzeniowego, albo wyraz wiary w Zaczarowany Ołówek... Dla przykładu, żadne pieniądze nie rozwiążą problemu nierówności, biedy i bogactwa - bo nawet gdyby jakiś czarodziej zrobił ze wszystkich milionerów w jednym momencie, to w tym samym momencie wszyscy oni stali by się jednakowymi biedakami. Ja milioner, ty milioner, on, ona, ono milioner - pytanie: kto dzisiaj zamiata ulice i za ile? To przykład na ten rodzaj paradoksów, które się kryją za mrzonkami o janosikowaniu jako lekarstwie na całe zło tego świata. Krótko: pieniądze nie są wcale takim lekarstwem.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]