Ona odchodzi?

„Baczność!” – słychać z prawa i z lewa; „nowych elit trzeba” – krzyczą jednym głosem.
Czyta się kilka minut

Kto? Literatura, oczywiście.

Oto początek świetnej książki J. Hillisa Millera: „Koniec literatury jest na wyciągnięcie ręki. Jej czas prawie dobiegł końca. Najwyższy czas. Nastaje czas innych epok, innych mediów” (tłum. K. Hoffmann).

Niepotrafiący się z tym pogodzić nie zasługują na szacunek. Bo koniec literatury to szansa dla nowych reżymów. Usłyszałem gdzieś, może to był Kraków, że Marcin Świetlicki policzony być musi do najgorszych dziadersów. Dziadersi – „osoby wpływowe, przeważnie płci męskiej, choć niekoniecznie, dobrze ustawione finansowo i symbolicznie oraz wykorzystujące swoje wpływy do obrony status quo, swoich zachowawczych poglądów oraz oczywiście kolegów” (Jaś Kapela, „Krytyka Polityczna”, 1.08.2019).

„Trafne”, pomyślałem. Poeta zapracował na pozycję, o której tu mowa, a nawet ją przewidział: „Skończyło się dzieciństwo. Baczność! – mówi Pan”.

Dorosłość tak czy owak zostanie wyegzekwowana. Upomną się o nią pospołu architekci duszy narodowej, urządzający ją po nowemu (czyli po staremu) oraz młodo-starzy rewolucjoniści. Jedni i drudzy rozliczą z każdego dobrego wiersza, który złożył się na ów kapitalik z groszy i symboli. Nie przepuszczą choćby małym odstępstwom od doktryny – żadnego celnego słówka, co wrosło w tkankę języka, nie darują. Nie puszczą płazem różnicy gustów, nie wybaczą innego języka. „Baczność!” – słychać z prawa i z lewa; „nowych elit trzeba” – krzyczą; „postkomuna, liberalizm, kosmopolityzm, oportunizm, niedowiarstwo” – mówią cicho. Wolność to wierność, luksusowe dobro klasy średniej, ściema na usługach stagnacji. Oddajmy się marzeniom o Polsce, która będzie słuszna jak Węgry lub sprawiedliwa jak Szwecja. Serio?

Zatem Świetlicki nie ma szans: wpiszą go do szkolnego kanonu lub okrzykną grubym i zawistnym dziadersem. A że nie nadaje się ani do jednego, ani do drugiego, bo o jego Polskę „(...) trzeba się bać. Twarz ma / przeciętą Wisłą i chlaśniętą Odrą”? Bo jego zaangażowanie nie wymaga nostryfikacji? Nic to. Mamy nowe ortodoksje, posiedliśmy nowe słowniki prawdy i wykluczenia, więc z ich imieniem na ustach dalejże dyscyplinować i rozliczać; zebrało się śliny, więc trzeba pluć.

Konflikt w obrębie światka literackiego nie jest ani pokoleniowy, ani w jakiś zobowiązujący sposób polityczny, a stojące za nim racje usprawiedliwiają z pozoru niemożliwe alianse różnych środowisk. Nie jest też zanadto ciekawy. Skądinąd naturalne pragnienie posłuchu nakłada się na przeświadczenie, że mówiących o literaturze, a także samej literatury już prawie nikt nie słucha. Stąd krytyka literacka staje się krytyką polityczną lub co najwyżej teorią krytyki, a upieranie się przy wielojęzyczności literatury – kołtuństwem.

Miller: „Jednym z najsilniejszych symptomów nadchodzącej śmierci literatury jest stadna ucieczka młodszych badaczy od studiów nad literaturą (...). Częstokroć piszą i wykładają w sposób bliższy naukom społecznym niż tradycyjnie pojmowanej humanistyce. Ich pisarstwo i nauczanie często marginalizuje lub ignoruje literaturę (...). Ci młodzi ludzie nie są głupi, nie są też ignoranckimi barbarzyńcami. Nie chcą zniszczyć literatury ani literaturoznawstwa. Jednak o wiele lepiej od starszych wiedzą, w którą stronę wieje wiatr”.

Ale uwaga – amerykański profesor zastrzega: „przecież literatura, pomimo jej nadciągającego zmierzchu, jest wieczna i uniwersalna. Przetrwa wszystkie historyczne i technologiczne przemiany”. Bo nie umiemy obejść się bez magii słów, stwarzania nowych światów, opowiadania i opowieści. To prawdopodobne, że świat bez literatury to literacka fikcja. Autoironia, figiel wyobraźni. ©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 43/2019