Anna Adamowicz weszła na scenę poetycką zamaszyście, szybko skupiając na sobie uwagę, zyskując uznanie, biorąc ważne nagrody. Debiutowała w 2016 r. tomem „Wątpia”, potem wydała kolejne – „Animalia” (2019) i „Nebula” (2020). W 2021 r. ukazał się, pod pseudonimem Laura Osińska, tom „zmyśl [ ] zmysł”, a w roku 2025 „Jaw”. Jej książka nominowana do Nagrody-Stypendium im. Stanisława Barańczaka nosi intrygujący tytuł „Stłuc. Kręgosłup Tytanii Skrzydło” (2024).
Co ciekawe, swą pozycję – zważywszy na wiek, znakomitą – osiągnęła bez kłaniania się modom. Adamowicz nie pisze bowiem ani wierszy „laureackich”, ujmujących odwiecznie cenioną wrażliwością czy metafizyczną wyobraźnią, ani też wierszy spod znaku nowego akademizmu, wpisujących się w tendencje, którym na imię „nowy materializm”, „tożsamościowy projekt”, „krytyka późnego kapitalizmu” itd., przekładalnych na aktualnie chodliwe teorie.
Za tradycję, do której się odwołuje, można by przyjąć awangardę, chociażby dlatego, że nieobcy jest jej eksperyment. To dzisiaj raczej rzadki gest w poezji polskiej, jednak nie zasłania i nie unieważnia przeżycia, które autorka stara się oddać. Na odwrót, dodaje mu autentyczności, czyni bardziej przejmującym. W tomie „Stłuc” występuje pod postacią graficznych naprężeń wiersza. Rozciągnięte, zwielokrotnione spacje pomiędzy słowami i torturowanie wersów odzwierciedlić mają torturę chorego ciała poddanego procesowi jego chirurgicznej naprawy. W rezultacie wiersz zyskuje dodatkową fizyczną widzialność, podobnie jak ciało jawi się jako emiter bólu i przedmiot operacji.
Eksperyment i doświadczenie to w polszczyźnie odpowiedniki, podobnie operacja – dotyczyć może zabiegu na ciele, jak i wszelkiego innego działania, choćby działania na wierszu. W takiej perspektywie awangardowy ślad w poezji Anny Adamowicz zaczyna się nie w chęci osiągnięcia efektu spektakularnej oryginalności, lecz w głęboko zakorzenionej potrzebie sprostania niemożliwemu wyzwaniu, jakim jest każda opowieść o cierpieniu. Awangardowe podglebie tych wierszy, gdyby się przy nim upierać, sięga założycielskich myśli Tadeusza Peipera na temat powiązania doświadczeń języka z doświadczeniami rzeczywistości. Spośród współczesnych nasuwa się nazwisko niedawno zmarłej Krystyny Miłobędzkiej.
Jednak ostatecznie nie ma konieczności, żeby poruszać się tym tropem. Zbiór „Stłuc” daje się czytać ze wzruszeniem, jak poezję, która potrafi otrząsać się z nalotu komentarzy i sama podsuwa styl i temperaturę lektury. Najważniejsze zaś, że zachowuje ogrom wiarygodnych, do głębi ludzkich emocji:
OSTATNI RAZ SZPITAL
pożegnanie się rozwleka
w głowie wodospad który nijak opisać
w głowie rój który nijak
w głowie popłoch alarm (...)
Wrażenie, że wiersz nade wszystko pragnie uczciwie oddać krytyczne przeżycie, wręcz się narzuca. Zbiegnięcia i rozbiegnięcia słów, na które co rusz trafiamy, bywają intrygujące, z reguły układają się w rytm przemyślanej całości i poszczególnych tekstów, w metrum męki piekielnej, z którego wynika – choćbyśmy nie chcieli – piękno. Doprawdy ta opowieść jest adresowana nie tylko do akademickich polonistów.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















