Później seminarium i opinie (księży, biskupów): że jako katechecie pouciekają mu dzieci, że z „prawie ślepotą” będzie „ośmieszeniem dla kapłaństwa”. Później, już jako katecheta, początkowo wywoływał śmiech: przez chwiejny krok i „musztardówki” na nosie („Ja pierdzielę, niepełnosprawnego klechę nam przysłali!” – wspominał zbiorową reakcję jeden z jego uczniów). A potem uczniowie pokochali ks. Jana Kaczkowskiego: wywrócił do góry nogami życie wielu z nich. Obronił doktorat, zbudował w Pucku hospicjum. Pod koniec życia, cierpiąc na nieuleczalnego glejaka mózgu, stał się sławny jako autor książek i kaznodzieja.
Trzy lata po jego śmierci stworzona przez przyjaciół i bliskich fundacja jego imienia powołuje nagrodę: „Okulary ks. Kaczkowskiego. Nie widzę przeszkód”. Dla odważnych, bezkompromisowych, walczących o równość i godność; dla tych, którzy pomagają innym, niekoniecznie w blasku fleszy. „Choć działaniom księdza towarzyszyło wiele przeszkód, on sam zdawał się ich nie dostrzegać – mówi Anna Cina-Ciskowska, prezes fundacji. – Teraz chcemy nagrodzić osoby, które działają zgodnie z jego ideami. Nawet jeżeli wcześniej o nim nie słyszały”.
Kandydatury (osoby, instytucje, a także grupy nieformalne) można zgłaszać do 15 lipca. Nagroda będzie wręczona we wrześniu w jego rodzinnym Sopocie; jednym z jej patronów jest „Tygodnik”. Więcej na: okularykaczkowskiego.org. ©℗
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















