Odwaga ofiar, milczenie sprawców

#MeToo lub #JaTeż – tak oznaczyło swój status na portalach społecznościo­wych kilkanaście milionów kobiet na ca­łym świecie. A liczba wciąż rośnie.
Czyta się kilka minut
„Czarny Wtorek” – protest kobiet w Warszawie, 3 października 2017 r. / MACIEJ ŁUCZNIEWSKI / REPORTER
„Czarny Wtorek” – protest kobiet w Warszawie, 3 października 2017 r. / MACIEJ ŁUCZNIEWSKI / REPORTER

Akcja, zapoczątkowana przez aktorkę Alyssę Milano, jest reakcją na zarzuty, które molestowane seksualnie kobiety postawiły słynnemu producentowi filmowemu, laureatowi Oscara – Harveyowi Weinsteinowi. W ciągu ostatnich 30 lat jego ofiarami miało paść wiele kobiet, a wiedza o tym – powszechna w środowisku – była przedmiotem żartów, także publicznych, lecz nigdy publicznej debaty.

Akcja #MeToo pokazuje nie tylko powszechność zjawiska, której można się spodziewać, mając w pamięci choćby komentarz publicysty Rafała Ziemkiewicza: „Kto nigdy nie wykorzystał nietrzeźwej, niech rzuci pierwszy kamień”. Znaczna część molestowanych kobiet opisuje jedną z wielu historii, która je spotkała. Sprawcami są ci, którym mogły zaufać – krewni, znajomi rodziców, nauczyciele, lekarze, księża, koledzy z pracy; i nieznajomi – spytani o drogę w obcym mieście, taksówkarze, spotkani w klubie znajomi znajomych.

Akcja ujawnia techniki, które kobiety obrały, by molestowania uniknąć: lepiej ukryć ciało w workowatym swetrze, spiąć włosy, nie malować ust (słyszałam o księdzu, który na naukach przedmałżeńskich mówił, że nawet pomalowane paznokcie mogą sprowokować). – Chciałam być niewidzialna – powiedziała mi kiedyś bohaterka tekstu, molestowana w dzieciństwie przez starszego kuzyna, która o tym, że ów kuzyn wywoził ją do lasu, opowiedziała psychologowi dopiero po 50 latach.

Także teraz wiele kobiet przyznaje, że opisanie publicznie swojej historii zajęło im sporo czasu: że musiały przełamać strach, przeżyć tamte wydarzenia raz jeszcze. Część z nich podzieliła się swoimi przeżyciami po raz pierwszy.

Akcja pokazuje też, nie pierwszy zresztą raz, że molestowanym kobietom się nie wierzy. Przykładem jest Tatiana Gucu, dwukrotna mistrzyni olimpijska, która ujawniając, że została zgwałcona przez jednego z najlepszych gimnastyków, spotkała się z niedowierzaniem i podważaniem jej wersji wydarzeń.

Ważna i przełamująca tabu kampania doczekała się w Polsce i głosów „polemicznych”. Skomentował ją np. Piotr Skwieciński na portalu wpolityce.pl, stwierdzając, że medialne reakcje na #MeToo są „jednostronne w sposób wybitny”, „bowiem reagujący w ogromnej większości nie dostrzegają, że akcja ta [jest] wykwitem ideo­logii radykalnie lewicowo-liberalnej, i służy realizowaniu jej celów”.

Tak. Jest i druga strona akcji #MeToo – to sprawcy molestowania. Jak na razie, bezpieczni i wciąż bezimienni, milczą. ©℗

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 44/2017