Reklama

Odnaleziony notes

Odnaleziony notes

25.01.2021
Czyta się kilka minut
1

17 lipca. Naryn. Hotel, ulewa o blachę. Deszcz za deszczem. Rano targowisko. Knajpa. Kurdak – mięso z kartoflami. Kirgiskie kelnerki: sprawne, wdzięczne, obrotne. Jak wróbelki. Potem miasta-cmentarze. Jedyna architektura przyciągająca wzrok. Miasta umarłych. Miasta żywych odpychające. Tyle że w Narynie dużo zieleni, która kryje ten trąd.

W przedpokoju pęka z hukiem żarówka i w tej samej chwili piękny śpiew muezina nad miastem. Nicość materii, wielkość ducha.

W korytarzu hotelu dwóch Chińczyków z torbami pełnymi zupek i piwa. Cieszą się na widok naszych białych twarzy.

Dziury, otwarte studzienki, pokruszony beton. A potem wychodzisz w czystość gór. Pachną zioła, łagodne skłony, wszędzie pola dzikich konopi, pofałdowana ziemia, cień obfitej zieloności w miejscach, gdzie zostaje wilgoć. W dole, wzdłuż rzeki, szara rana miasta.

18 lipca. Naryn, ranek. W nocy...

4409

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

po mojemu coś jak Bobkowski, ta klasa

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]