Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Od piasków Sudanu do stepów Tadżykistanu

Od piasków Sudanu do stepów Tadżykistanu

25.10.2015
Czyta się kilka minut
W 2014 r. Polska przeznaczyła ponad 1,4 mld zł na pomoc rozwojową. Jak są wydatkowane te środki? Jakie efekty przynoszą realizowane przez nasz kraj programy? O tym rozmawialiśmy podczas debaty zorganizowanej przez Regionalny Ośrodek Debaty Międzynarodowej w Krakowie we współpracy z „Tygodnikiem Powszechnym”.
Debata o polskiej pomocy rozwojowej stała się pretekstem do rozmowy o polityce zagranicznej. Goście z Tadżykistanu i ich krakowscy gospodarze, 2015 r. Fot. Mariusz Michalik
W

W krakowskiej księgarni De Revolutionibus Books &Café przy ul. Brackiej 1 października zebrała się duża grupa gości. Ideą spotkania było skonfrontowanie założeń polityki rozwojowej Ministerstwa Spraw Zagranicznych z oczekiwaniami organizacji pozarządowych oraz osób, które angażują się w realizację pomocy rozwojowej i humanitarnej.


Na czarnych kanapach, w centralnej części sali usiedli eksperci: Zuzanna Kierzkowska, dyrektor Departamentu Współpracy Rozwojowej MSZ; Martyna Kwiatkowska z Fundacji Edukacja dla Demokracji, koordynatorka projektów w krajach Wspólnoty Niepodległych Państw, m.in. w Rosji, Tadżykistanie, Białorusi i Mołdawii, zajmująca się także promocją polskiej transformacji ustrojowej; Zbigniew Rokita z dwumiesięcznika „Nowa Europa Wschodnia” oraz Magdalena Trojanek, reprezentująca Grupę Zagranica – federację 61 polskich organizacji pozarządowych zaangażowanych we współpracę rozwojową, wspieranie demokracji, pomoc humanitarną i edukację globalną.

– Życzę Państwu interesującej debaty, a Państwu – mówił Marcin Gołąbek z RODM, kierując słowa do prelegentów – owocnej dyskusji.


ZOBACZ TAKŻE WIDEO Z DEBATY:


Dwie pieczenie


– Dziękuję Państwu za tak liczne przybycie na debatę, która mogłaby się wydawać debatą wewnętrzną – rozpoczęła spotkanie prowadząca, Małgorzata Nocuń, redaktorka cyklu dodatków „Właśnie Polska” publikowanych na łamach „Tygodnika Powszechnego”. – Pomoc rozwojowa może kojarzyć się z czymś nudnym i niezrozumiałym. Gdy wgłębimy się w ten temat i zdamy sobie sprawę, jakie Polska ma możliwości oddziaływania na zagranicę, kiedy zadamy sobie pytanie, co możemy zrobić, szczególnie w kontekście krajów autorytarnych, w których są łamane prawa człowieka, to pomoc rozwojowa okazuje się ważnym i dobrym narzędziem polityki zagranicznej.

Padło pytanie o pierwsze skojarzenie z hasłem „pomoc rozwojowa”. Rokita wymienił cierpliwość, Kwiatkowska – współpracę, Trojanek – odpowiedzialność, Kierzkowska – solidarność.
– Dlaczego Polska angażuje się w pomoc rozwojową? – zapytała Nocuń. – Bardzo często rodzi się przecież wątpliwość: mamy swoje problemy, swoje podwórko.

Zbigniew Rokita mówił stanowczo, że to leży w naszym interesie. – Opłaca nam się to w wielu aspektach, chociażby w aspekcie bezpieczeństwa. Za naszą wschodnią granicą istnieje wiele patologii, o których się nie mówi. Na Ukrainie poza korupcją i nadużyciami władzy jest wysoki współczynnik zachorowań na gruźlicę, wysoki współczynnik piractwa – nielegalnego kopiowania własności intelektualnej. W naszym interesie leży, żeby rozwiązywać te problemy tam, na miejscu, zanim przyjdą do nas. To jest podejście pragmatyczne, które jednocześnie zawiera w sobie to, że dobrze życzymy tym państwom. To są dwie pieczenie upieczone na jednym ogniu – powiedział Rokita. – Z drugiej strony ta pomoc, choć do tego w naszej polskiej debacie publicznej boimy się przyznać, może nam się opłacić w sensie finansowym. Coraz popularniejsza jest w Polsce ekonomizacja pomocy rozwojowej. Jakiś czas temu udzieliliśmy kredytu Mołdawii na maszyny rolne. W umowie znajdował się zapis, że część tego sprzętu Mołdawianie mieli zakupić od polskich producentów. Z jednej strony zarabiamy, z drugiej pomagamy. W Polsce wciąż wypada mówić, że pomoc rozwojowa musi być szlachetna, bezinteresowna. Ale to jest konkretny interes, który powinniśmy realizować – podsumował Rokita.

Redaktor „NEW” podkreślał, że nasze działania nie powinny prowadzić do narzucania gotowych rozwiązań. – Jeśli walczymy o wolność, to nie zabierajmy wolności wyboru.

Przywołane kredyty preferencyjne skomentowała Magdalena Trojanek z Grupy Zagranica. – To narzędzie od wielu lat krytykujemy, nie mamy poczucia, że ta forma pomocy bezpośrednio przyczynia się do rozwoju krajów, które ją otrzymują. Same kredyty powinny być narzędziem polityki zagranicznej, ale nie powinny być uznawane za część współpracy rozwojowej – mówiła Trojanek, po czym wróciła do głównego pytania. – Dlaczego powinniśmy pomagać? Pierwszy powód, który wymienię, to moralny obowiązek kraju, który jest w czołówce najbardziej rozwiniętych państw.

Zysk, korzyść, opłacalność

– Zawsze kiedy wydaje się pieniądze, szczególnie jeśli to są pieniądze publiczne, powstaje pytanie: czy nam się to opłaca? – zapytała prowadząca. – Ten bilans finansowy na pewno nie jest na plus, ale jednak Polska czerpie jakiś zysk z tego, że realizuje projekty pomocowe. Jaki to jest zysk?

Zuzanna Kierzkowska, dyrektor Departamentu Współpracy Rozwojowej MSZ, zaznaczyła, że używając takich pojęć jak „zysk”, „strata” i „inwestycja”, trudno rozmawiać o pomocy. – Zyskujemy dużo. Jest to specyficzna inwestycja, jej zwrot być może nie jest natychmiastowy, lecz rozłożony w czasie. Zyskujemy przede wszystkim w wymiarze politycznym, ale też w wymiarze relacji z tymi, którym pomagamy. W dużej mierze to są relacje bilateralne – mówiła. – Stabilność i dobrobyt w naszym regionie, zwłaszcza w krajach z nami graniczących, mają bezpośrednie przełożenie na sytuację w naszym kraju.

Martyna Kwiatkowska pracuje w terenie, opowiada, co jest dla niej ważne w pracy w Tadżykistanie. – Zyskiem jest to, że ludzie poznają inne kultury, są nimi zainteresowani, chcą pomagać. Edukacja dla Demokracji realizowała trzy zbiórki crowdfundingowe na nasze działania pomocowe. Ludzie chcieli wesprzeć kobiety w Tadżykistanie, byli ciekawi tego, jak żyją ludzie w innych krajach. Przez ostatnie lata rozwinęliśmy się, jesteśmy ciekawsi tego, co się dzieje na świecie, jesteśmy też coraz ciekawsi tego, jak my, Polacy, pomagamy w innych krajach. I to jest zysk: nasz rozwój jako społeczeństwa, które staje się coraz bardziej otwarte. Nie umiem tego przeliczyć na pieniądze w żaden sposób.

– Czyli zysków jest dużo? – zapytała Nocuń.

– Cała masa – dodała z uśmiechem Kwiatkowska.

Zbigniew Rokita mówił, że cieszy się z tego, iż efekty pomocy rozwojowej są duże, choć Polska nie przeznacza na ten cel znacznych środków. – Pomagamy szkolić ekspertów, pokazujemy ludziom inne możliwości. Sprawia to, że efekty przyjdą za dziesięć, dwadzieścia lat. Albo nie przyjdą nigdy – tego nie wiemy.

– Zbigniew powiedział, że często pracujemy w regionach, gdzie innych organizacji nie ma. I że prowadzimy projekty niskobudżetowe – wtrąciła Kwiatkowska. – Ja pracuję w południowo-zachodnim regionie Tadżykistanu. Jeżdżę tam regularnie od trzech lat, poza dwiema innymi Polkami z organizacji Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej nie spotykam tam innych obcokrajowców. Koordynatorzy organizacji pozarządowych, które mają większe budżety, mieszkają w stolicy kraju. My pracujemy z ludźmi na miejscu. Znam wszystkie sto pań, z którymi pracuję, znam władze lokalne, znam wsie. To jest ogromna wartość. Nam się naprawdę chce i dzięki temu, że mamy tyle energii i tyle doświadczenia w pracy w regionach trudnych, osiągamy świetne rezultaty – dodaje.

Sondowanie potrzeb

– MSZ dysponuje pulą pieniędzy na pomoc rozwojową, a miejsc, do których trzeba dotrzeć, jest dużo. Jak państwo rozwiązujecie problem: komu dać? Ile? – postawiła kolejne pytanie prowadząca.

– To nie są łatwedecyzje, zwłaszcza kiedy tych środków nie ma aż tak wiele, a na pewno nie tyle, ile byśmy chcieli – mówiła Zuzanna Kierzkowska. – Nie możemy pomagać wszystkim, nie mamy takich możliwości, to też nie byłoby uzasadnione. Często mówi się, że kraje pomagające mogą podzielić się pracą. Każdy bierze obszar, w którym ma potencjał do efektywnego działania. Wybierając kraje, którym pomagamy, patrzymy na priorytety naszej polityki zagranicznej. Szereg krajów Europy Zachodniej intensywnie wspiera kraje afrykańskie, co jest wynikiem kolonialnej przeszłości. My patrzymy na nasze sąsiedztwo, zastanawiamy się, na czym się znamy, czym możemy się podzielić.

– Czy dobrze wydajemy pieniądze? – wybrzmiało kolejne pytanie. – Grupa Zagranica monitoruje działania organizacji pozarządowych. W czym jest lepsze NGO od struktur państwowych w realizacji projektów pomocowych?
Magdalena Trojanek wyjaśnia, że organizacje pozarządowe realizują projekty w wysokości ok. 2 proc. kwoty przeznaczonej na polską pomoc rozwojową w skali globalnej. – To jest stosunkowo niewiele, jeśli chodzi o finanse. O projektach NGO mówi się jako o współpracy rozwojowej. Tymczasem to jest ułamek działań pomocowych, których Polska jako kraj udziela – mówiła Trojanek. – Dlaczego organizacje pozarządowe są lepsze od struktur państwowych? O tym wspomniała Martyna Kwiatkowska: zwykle osoby, które pracują w organizacjach pozarządowych, są związane z regionami, w których realizowane są projekty, dopasowują je do potrzeb społeczności. To jest możliwe tylko dzięki długotrwałemu zaangażowaniu. I tu chcę wyrazić naszą drobną krytykę wobec programów polskiej pomocy: kraje priorytetowe często się zmieniają i uniemożliwia to długotrwałe działanie. A jak wspomniał Zbigniew Rokita, wieloletnie projekty pozwalają zobaczyć zmiany.

Mikrofon dla słuchaczy

– Czy w Tadżykistanie niższe warstwy społeczne tęsknią za Związkiem Radzieckim? – zapytał Martynę Kwiatkowską starszy mężczyzna. – W latach 1992–1997 w Tadżykistanie była wojna domowa – odpowiedziała ekspertka – i to wpłynęło na dzisiejszą sytuację kraju. Ludzie tęsknią za Związkiem Radzieckim. Dlaczego? Bo wtedy była praca dla wszystkich i elektryczność. Dziś w regionach, w których pracuję, prąd jest dostarczany na dwie godziny w ciągu doby. Ludzie tęsknią za czasem, kiedy było widać, że kraj się rozwija – tłumaczyła.

– Pytanie kieruję do pani z MSZ – precyzuje uczestnik spotkania. – Wspomniane zostało, że ciągłość pomocy jest zaburzona. Czymożna temu zaradzić? Ja jestem zaangażowany w pomoc na Kaukazie, brak ciągłości podkopuje wiarygodność organizacji.

Zuzanna Kierzkowska definiuje pomoc humanitarną i rozwojową, które w Polsce często utożsamiamy z sobą. – Pomoc humanitarna to element pomocy rozwojowej, ale te dwa pojęcia mają różne znaczenia. Wspieranie przedsiębiorczości kobiet w Tadżykistanie to jest coś, co skłonna jestem nazwać pomocą rozwojową, czyli działaniem długofalowym. Pomoc humanitarna to działania krótsze w czasie, służące odpowiadaniu na podstawowe potrzeby ludzi poszkodowanych w wyniku katastrof naturalnych czy konfliktów zbrojnych. Ale jak się okazuje, skutki tych katastrof są długotrwałe. Często niesienie pomocy humanitarnej rozciąga się na lata. I choć w takich sytuacjach powinniśmy mówić o działaniach rozwojowych, to niesiona przez nas pomoc okazuje się pomocą o charakterze humanitarnym. Chcielibyśmy czegoś innego, ale cały czas pomagamy tak, by zabezpieczyć podstawowe potrzeby ludzkie. Nie do końca zgadzam się z tezą, że te priorytety się zmieniają. Grupa Zagranica to nasz partner, który jest po to, żeby nas krytykować, a my tę krytykę traktujemy konstruktywnie. Staramy się działać w taki sposób, żeby zapewniać ciągłość naszej aktywności. Temu służyło stworzenie ustawy, która tworzy w polskim systemie prawnym pojęcie „pomocy rozwojowej”.

Na tadżyckiej wsi

Po przerwie na lemoniadę i ciasta przyszedł czas na drugą część spotkania. Zgasło światło, Martyna Kwiatkowska zaprezentowała film: „Siła kobiet w Klubach Kobiet”. Kwiatkowska prowadzi warsztaty, na których uczy tadżyckie kobiety zakładać mikroprzedsiębiorstwa, pomaga otwierać szklarnie, inwestować zarobione pieniądze w krowę, która na tadżyckiej wsi jest nieocenionym dobrem [film z cyklu „Właśnie Polska” opowiadający o działaniach Martyny Kwiatkowskiej w Tadżykistanie dostępny TUTAJ]

Na kolejnych slajdach widać kolorowe postaci kobiet we wzorzystych sukienkach do ziemi i chustach szczelnie oplecionych wokół głów. Kobiety pochylone nad ręcznymi maszynami do szycia. Tak rozwija się mały biznes w Tadżykistanie. Kwiatkowska pokazała ręcznie wyplatane ozdoby, które wplata się w warkocze, poczęstowała tadżyckimi orzechami i migdałami w łupinach.

I wspólne zdjęcie w tiubietiejkach – małych, okrągłych czapkach z tkanymi wzorami. ©

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dziennikarka, debiutowała w 2014 r. na łamach „Tygodnika Powszechnego”. Redaktorka wydania internetowego „Tygodnika Powszechnego”. Absolwentka dziennikarstwa na Uniwersytecie Jagiellońskim...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]