Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Nuta człowiecza

Nuta człowiecza

06.09.2014
Czyta się kilka minut
Na bibliotecznych półkach możemy położyć 9 tomów „Pism zebranych” Józefa Czechowicza. Poety zmarłego przed 75 laty, ale i dziś przykuwającego uwagę wyobraźnią, melodią słów, międzyludzkim współczuciem.
Józef Czechowicz, Lublin, 1926 r. Fot. Archiwum IBL / FOTONOVA
K

Kochał, co małe, zebrał sielski sen / Apolitycznej i bezbronnej ziemi. / Bądźcie mu dobre, wy, ptaki i drzewa. / Od czasu chrońcie grób Józka w Lublinie”... Tak pisał o Czechowiczu Czesław Miłosz w „Traktacie poetyckim”, mikroskopijny i z konieczności zbyt skrótowy portret wieńcząc głęboko ludzkim gestem przyjaźni. W tej trosce o zapobieżenie zapomnieniu pobrzmiewa szacunek wobec autora odkrytych w młodości wierszy i jednego z najsilniejszych duchów międzywojennej poezji, ale także pamięć godzin spędzonych razem w warszawskich biurach Polskiego Radia, w mieszkaniu Czechowicza na Powiślu lub w tym słynnym „wspólnym pokoju” przy Dobrej, gdzie Józef Łobodowski czy Stanisław Piętak widzieć mogli, jak pita w upalny letni dzień wódka sprawia, że Miłosz w końcu „się rozebrał, a Czechowicz wziął syfon i polewał go sodową wodą”.
Jak jednak inaczej może oprzeć się zapomnieniu poeta, niż będąc czytanym, przywoływanym, na nowo interpretowanym i przede wszystkim na nowo przeżywanym przez kolejne pokolenia czytelników? Co innego może sprawić, że niezmiennie będzie brzmiała „twoja nuta czysta nad otchłanią” – jak powiedział Miłosz w kolejnym wierszu, zwracając się wprost do ducha zmarłego przyjaciela? Jak sprawdzić, czy rację miał z kolei Zbigniew Herbert, pisząc do tegoż Miłosza: „z całej poezji ostatnich dziesiątków lat tylko trzej poeci mają szanse przetrwania: Ty, Leśmian i Czechowicz”? Jak czytać dziś autora „nuty człowieczej”?

Ballada z tamtej strony

Sięgnąwszy po Czechowicza na nowo, z radością, a czasem wzruszeniem otwierając tomy „Pism zebranych”, z jego poezji wybieram dla siebie, najbardziej osobiście, dwa współtworzące ją pasma.
Pierwsze z nich zaczyna się odczuciem melancholii, pustki, niechcącej przyschnąć rany, gdy wokół jedynie „czas / wieczność czasu / szare wąwozy czasu / czas”, na oczy zaś „sypie się zmięte powietrze popiołem”. „W jednym ze swoich wierszy – pisał niegdyś Marek Zaleski – Czechowicz nazwał człowieka »pieścidełkiem samotności«. Ta metafora dobrze oddaje grozę, jaka czaiła się w łagodnych, muzycznych inkantacjach autora »ballady z tamtej strony«”. Groza, metafizyczny niepokój, nawoływanie innej rzeczywistości, będącej może jedynie pustką, nieistnieniem, nieobecnością, odejściem Boga, a przecież – jak żarliwie przekonywał sam autor „Kamienia” – „dla poetów nie ma innej drogi, jak tworzenie przed Bogiem. Jeśli się nie pisze tak, jakby się było z nim sam na sam, nie ma po co pisać. Zabawką czczą jest pisanie inne”.
Pamiętamy, ile jest w jego własnym pisaniu śmierci: jej przeczucia, wyczekiwania, gdy możemy powtarzać zachwycające linie „Modlitwy żałobnej”: „że pod kwiatami nie ma dna / to wiemy wiemy / gdy spłynie zórz ogniowa kra / wszyscy uśniemy”. A nawet bycia w niej, gdy pisze się z „tamtej strony”, a słowa papier przyjmuje „z umarłych rąk czechowicza”. I można by przecież nad poezją dwudziestolecia rozpiąć eseistyczny łuk, opisać spektrum odczuwania świata – od zmysłowej, zachłyśniętej istnieniem młodzieńczej poezji Jarosława Iwaszkiewicza po gasnący, przysypany popiołem ton autora „w błyskawicy”. Od ekstatycznego powitania z „Dionizji”: „Błyskawice zielone sztucznych iskier / Tramwaju, / Przeciągły huk, / Niby tryb szybki / Prędkich nóg. / To ty? To ty? Dionizos” – po późniejsze o niecałe dwie dekady spotkanie z innym bogiem, zapisane w „rymach pobożnych”: „smutku pora siwa / porosła mieszkania sprzęty / wiatr chmurzyska przywiał / bladym odmętem / okno szumiące krzaki / kosaciec powiewa dłonią / to ty dajesz znaki / persefono”.

„Nie anioł ale ziemic”

„Źródło sztuki musi być czyste. Czyli nie należy pisać dla określonego doraźnego celu, dla określonej sprawy, dla takiej a takiej przyczyny namacalnej (...) tworzywem poezji staje się przede wszystkim wyobraźnia jako odpowiednik myślenia. Tylko wyobraźnia może być zasadą szeregującą obrazy, wartości pojęciowe i muzyczne elementów poetyckich: słów, zdań, okresów” – przekonywał Czechowicz w połowie lat 30. A przecież jego własna poezja uderza nas tym, iż wyobraźnia staje się tu nie tylko zasadą konstrukcji, fundamentem poetyckiej suwerenności, ale i mostem ku drugiemu człowiekowi. Także to pasmo jego twórczości chciałbym przywołać, podkreślić rys czułości, każący powtarzać nadzieję: „może usłyszę któregoś dnia / nutę człowieczą z samego dna / nutę co dzwoni mocno i ostro”. Odnosząc się do tych słów, do tytułu swego ostatniego tomu, Czechowicz mówił zdecydowanie: „przyznaję się do wspólnoty z ludźmi, więcej nawet, do współczucia z nimi”.
Współczucie pozwala dostrzec, że „Pod Dworcem Głównym w Warszawie” kryją się w bramach żebracy i bezdomni, „wielookie zarosłe twarze głodów człowieczych”. Pod olśniewającym, barokowym, utkanym z metafor krajobrazem „Obłoków” każe ustanowić drogę, którą „idzie staruszka tobołek / niesie w ręce ciemnej spracowanej”. Zaś „Do Tereski z Lisieux” powiedzieć słowa odmowy i pożegnania: „odejdź teresko / na swoją wysoką steczkę / niech tam na niebie będzie święto niebiesko / pozostanę niedoli dzieckiem // nie anioł ale ziemic”.
Jeśli jednak pojawia się czasem w wierszach Czechowicza wymiar, który nazywamy zwykle „nurtem wrażliwości społecznej”, to zarazem towarzyszy mu rys o wiele bardziej skomplikowany, gdy wspólne czucie z innymi oznacza w dosłownym sensie przekroczenie granic pojedynczego istnienia, jednoczesność dziania się, zniesienie czasu. Nuta ta pojawia się nieśmiało we wczesnej „Inwokacji”, której młodzieńczy bohater zakreśla swój kontur: „Liczę 22 piętra / liczę 22 lata / jest nas dwudziestu dwóch”, by chwilę później we wspaniałych, przywołujących godzinę śmierci „Przemianach”, rozbrzmieć z pełną siłą: „widzisz siebie – marynarza w Azji / a zarazem 3-letniego 5-letniego chłopca / na warszawskim podwórku / i siebie przed maturą w gimnazjum / namnożyło się tych postaci stoją ogromnym tłumem / a wszystkie to ty”. Nie sposób zapomnieć ostatniego akordu, słów wiersza „Żal”, jednych z najwspanialszych słów polskiej poezji: „rozmnożony cudownie na wszystkich nas / będę strzelał do siebie i marł wielokrotnie / ja gdym z pługiem do bruzdy przywarł / ja przy foliałach jurysta / zakrztuszony wołaniem gaz / ja śpiąca wśród jaskrów / i dziecko w żywej pochodni / i bombą trafiony w stallach / i powieszony podpalacz / ja czarny krzyżyk na listach”.

Ciemne złoto sławy

Pisarz, który na łamach lubelskiego „Reflektora” debiutował „Opowieścią o papierowej koronie”, niejednokrotnie zmagał się z poczuciem pominięcia, zlekceważenia, niezrozumienia, prorokując w geście fundowanej samemu sobie pociechy: „dzień bursztynowy mija / rok za rokiem przemija / nielekko / dłonie poety płoną / aleś korono / daleko (...) jeszcze zaczekam / potem / obalę się jak wszyscy trup / i tak kiedyś zaleje sława ciemnym złotem / grób”.
Piętnaście lat po jego śmierci, przypominając sylwetkę swego przyjaciela czytelnikom paryskiej „Kultury”, Miłosz domykał szkic słowami: „Nie wieszcz, nie jeden z tych, co wskazują drogę narodom na pokolenia, leży na lubelskim cmentarzu. Uczciwy poeta. Niech okrywa jego grób »ciemne złoto sławy«”. Rok później, na łamach warszawskiej „Twórczości” Zbigniew Herbert – w świadomym nawiązaniu, a może dzięki frapującemu zbiegowi okoliczności, odsłaniającemu myślowe powinowactwo – dopowiadał: „Nie spełniły się przepowiednie. Sława nie zalała ciemnym złotem jego grobu. Walczył na krańcach. Jak żeglarze i zdobywcy nie ma grobu. Był jednym z argonautów”.
Dziś ciemne złoto, runo pamięci zależy od nas. Od tego, ile potrafimy, ile zechcemy odnaleźć dla samych siebie w dziele autora „nuty człowieczej”. W tym darze, który przechodzi do nas „z umarłych rąk czechowicza”.

Józef Czechowicz, „Pisma zebrane”: t. 1–2 „Wiersze i poematy”, t. 3 „Utwory dramatyczne”, t. 4 „Proza”, t. 5 „Szkice literackie”, t. 6 „Przekłady”, t. 7 „Utwory dla dzieci”, t. 8 „Listy”, t. 9 „Varia”, Wydawnictwo UMCS, Lublin 2011–2014. Całość do kupienia na: www.wydawnictwo.umcs.eu

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Ur. 1971 r. Redaktor działu kultury „Tygodnika Powszechnego”, krytyk literacki, pracownik Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie, sekretarz Międzynarodowej Nagrody Literackiej im. Zbigniewa...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]