Reklama

Nuta człowiecza

Nuta człowiecza

06.09.2014
Czyta się kilka minut
Na bibliotecznych półkach możemy położyć 9 tomów „Pism zebranych” Józefa Czechowicza. Poety zmarłego przed 75 laty, ale i dziś przykuwającego uwagę wyobraźnią, melodią słów, międzyludzkim współczuciem.
Józef Czechowicz, Lublin, 1926 r. Fot. Archiwum IBL / FOTONOVA
K

Kochał, co małe, zebrał sielski sen / Apolitycznej i bezbronnej ziemi. / Bądźcie mu dobre, wy, ptaki i drzewa. / Od czasu chrońcie grób Józka w Lublinie”... Tak pisał o Czechowiczu Czesław Miłosz w „Traktacie poetyckim”, mikroskopijny i z konieczności zbyt skrótowy portret wieńcząc głęboko ludzkim gestem przyjaźni. W tej trosce o zapobieżenie zapomnieniu pobrzmiewa szacunek wobec autora odkrytych w młodości wierszy i jednego z najsilniejszych duchów międzywojennej poezji, ale także pamięć godzin spędzonych razem w warszawskich biurach Polskiego Radia, w mieszkaniu Czechowicza na Powiślu lub w tym słynnym „wspólnym pokoju” przy Dobrej, gdzie Józef Łobodowski czy Stanisław Piętak widzieć mogli, jak pita w upalny letni dzień wódka sprawia, że Miłosz w końcu „się rozebrał, a Czechowicz wziął syfon i polewał go sodową wodą”.
Jak jednak inaczej może oprzeć się zapomnieniu poeta, niż będąc czytanym, przywoływanym, na nowo interpretowanym i przede wszystkim na nowo przeżywanym przez kolejne pokolenia czytelników? Co innego może sprawić, że niezmiennie będzie brzmiała „twoja nuta czysta nad otchłanią” – jak powiedział Miłosz w kolejnym wierszu, zwracając się wprost do ducha zmarłego przyjaciela? Jak sprawdzić, czy rację miał z kolei Zbigniew Herbert, pisząc do tegoż Miłosza: „z całej poezji ostatnich dziesiątków lat tylko trzej poeci mają szanse przetrwania: Ty, Leśmian i Czechowicz”? Jak czytać dziś autora „nuty człowieczej”?

Ballada z tamtej strony

Sięgnąwszy po Czechowicza na nowo, z radością, a czasem wzruszeniem otwierając tomy „Pism zebranych”, z jego poezji wybieram dla siebie, najbardziej osobiście, dwa współtworzące ją pasma.
Pierwsze z nich zaczyna się odczuciem melancholii, pustki, niechcącej przyschnąć rany, gdy wokół jedynie „czas / wieczność czasu / szare wąwozy czasu / czas”, na oczy zaś „sypie się zmięte powietrze popiołem”. „W jednym ze swoich wierszy – pisał niegdyś Marek Zaleski – Czechowicz nazwał człowieka »pieścidełkiem samotności«. Ta metafora dobrze oddaje grozę, jaka czaiła się w łagodnych, muzycznych inkantacjach autora »ballady z tamtej strony«”. Groza, metafizyczny niepokój, nawoływanie innej rzeczywistości, będącej może jedynie pustką, nieistnieniem, nieobecnością, odejściem Boga, a przecież – jak żarliwie przekonywał sam autor „Kamienia” – „dla poetów nie ma innej drogi, jak tworzenie przed Bogiem. Jeśli się nie pisze tak, jakby się było z nim sam na sam, nie ma po co pisać. Zabawką czczą jest pisanie inne”.
Pamiętamy, ile jest w jego własnym pisaniu śmierci: jej przeczucia, wyczekiwania, gdy możemy powtarzać zachwycające linie „Modlitwy żałobnej”: „że pod kwiatami nie ma dna / to wiemy wiemy / gdy spłynie zórz ogniowa kra / wszyscy uśniemy”. A nawet bycia w niej, gdy pisze się z „tamtej strony”, a słowa papier przyjmuje „z umarłych rąk czechowicza”. I można by przecież nad poezją dwudziestolecia rozpiąć eseistyczny łuk, opisać spektrum odczuwania świata – od zmysłowej, zachłyśniętej istnieniem młodzieńczej poezji Jarosława Iwaszkiewicza po gasnący, przysypany popiołem ton autora „w błyskawicy”. Od ekstatycznego powitania z „Dionizji”: „Błyskawice zielone sztucznych iskier / Tramwaju, / Przeciągły huk, / Niby tryb szybki / Prędkich nóg. / To ty? To ty? Dionizos” – po późniejsze o niecałe dwie dekady spotkanie z innym bogiem, zapisane w „rymach pobożnych”: „smutku pora siwa / porosła mieszkania sprzęty / wiatr chmurzyska przywiał / bladym odmętem / okno szumiące krzaki / kosaciec powiewa dłonią / to ty dajesz znaki / persefono”.

„Nie anioł ale ziemic”

„Źródło sztuki musi być czyste. Czyli nie należy pisać dla określonego doraźnego celu, dla określonej sprawy, dla takiej a takiej przyczyny namacalnej (...) tworzywem poezji staje się przede wszystkim wyobraźnia jako odpowiednik myślenia. Tylko wyobraźnia może być zasadą szeregującą obrazy, wartości pojęciowe i muzyczne elementów poetyckich: słów, zdań, okresów” – przekonywał Czechowicz w połowie lat 30. A przecież jego własna poezja uderza nas tym, iż wyobraźnia staje się tu nie tylko zasadą konstrukcji, fundamentem poetyckiej suwerenności, ale i mostem ku drugiemu człowiekowi. Także to pasmo jego twórczości chciałbym przywołać, podkreślić rys czułości, każący powtarzać nadzieję: „może usłyszę któregoś dnia / nutę człowieczą z samego dna / nutę co dzwoni mocno i ostro”. Odnosząc się do tych słów, do tytułu swego ostatniego tomu, Czechowicz mówił zdecydowanie: „przyznaję się do wspólnoty z ludźmi, więcej nawet, do współczucia z nimi”.
Współczucie pozwala dostrzec, że „Pod Dworcem Głównym w Warszawie” kryją się w bramach żebracy i bezdomni, „wielookie zarosłe twarze głodów człowieczych”. Pod olśniewającym, barokowym, utkanym z metafor krajobrazem „Obłoków” każe ustanowić drogę, którą „idzie staruszka tobołek / niesie w ręce ciemnej spracowanej”. Zaś „Do Tereski z Lisieux” powiedzieć słowa odmowy i pożegnania: „odejdź teresko / na swoją wysoką steczkę / niech tam na niebie będzie święto niebiesko / pozostanę niedoli dzieckiem // nie anioł ale ziemic”.
Jeśli jednak pojawia się czasem w wierszach Czechowicza wymiar, który nazywamy zwykle „nurtem wrażliwości społecznej”, to zarazem towarzyszy mu rys o wiele bardziej skomplikowany, gdy wspólne czucie z innymi oznacza w dosłownym sensie przekroczenie granic pojedynczego istnienia, jednoczesność dziania się, zniesienie czasu. Nuta ta pojawia się nieśmiało we wczesnej „Inwokacji”, której młodzieńczy bohater zakreśla swój kontur: „Liczę 22 piętra / liczę 22 lata / jest nas dwudziestu dwóch”, by chwilę później we wspaniałych, przywołujących godzinę śmierci „Przemianach”, rozbrzmieć z pełną siłą: „widzisz siebie – marynarza w Azji / a zarazem 3-letniego 5-letniego chłopca / na warszawskim podwórku / i siebie przed maturą w gimnazjum / namnożyło się tych postaci stoją ogromnym tłumem / a wszystkie to ty”. Nie sposób zapomnieć ostatniego akordu, słów wiersza „Żal”, jednych z najwspanialszych słów polskiej poezji: „rozmnożony cudownie na wszystkich nas / będę strzelał do siebie i marł wielokrotnie / ja gdym z pługiem do bruzdy przywarł / ja przy foliałach jurysta / zakrztuszony wołaniem gaz / ja śpiąca wśród jaskrów / i dziecko w żywej pochodni / i bombą trafiony w stallach / i powieszony podpalacz / ja czarny krzyżyk na listach”.

Ciemne złoto sławy

Pisarz, który na łamach lubelskiego „Reflektora” debiutował „Opowieścią o papierowej koronie”, niejednokrotnie zmagał się z poczuciem pominięcia, zlekceważenia, niezrozumienia, prorokując w geście fundowanej samemu sobie pociechy: „dzień bursztynowy mija / rok za rokiem przemija / nielekko / dłonie poety płoną / aleś korono / daleko (...) jeszcze zaczekam / potem / obalę się jak wszyscy trup / i tak kiedyś zaleje sława ciemnym złotem / grób”.
Piętnaście lat po jego śmierci, przypominając sylwetkę swego przyjaciela czytelnikom paryskiej „Kultury”, Miłosz domykał szkic słowami: „Nie wieszcz, nie jeden z tych, co wskazują drogę narodom na pokolenia, leży na lubelskim cmentarzu. Uczciwy poeta. Niech okrywa jego grób »ciemne złoto sławy«”. Rok później, na łamach warszawskiej „Twórczości” Zbigniew Herbert – w świadomym nawiązaniu, a może dzięki frapującemu zbiegowi okoliczności, odsłaniającemu myślowe powinowactwo – dopowiadał: „Nie spełniły się przepowiednie. Sława nie zalała ciemnym złotem jego grobu. Walczył na krańcach. Jak żeglarze i zdobywcy nie ma grobu. Był jednym z argonautów”.
Dziś ciemne złoto, runo pamięci zależy od nas. Od tego, ile potrafimy, ile zechcemy odnaleźć dla samych siebie w dziele autora „nuty człowieczej”. W tym darze, który przechodzi do nas „z umarłych rąk czechowicza”.

Józef Czechowicz, „Pisma zebrane”: t. 1–2 „Wiersze i poematy”, t. 3 „Utwory dramatyczne”, t. 4 „Proza”, t. 5 „Szkice literackie”, t. 6 „Przekłady”, t. 7 „Utwory dla dzieci”, t. 8 „Listy”, t. 9 „Varia”, Wydawnictwo UMCS, Lublin 2011–2014. Całość do kupienia na: www.wydawnictwo.umcs.eu

Autor artykułu

Ur. 1971 r. Krytyk literacki, pracownik Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie, sekretarz Międzynarodowej Nagrody Literackiej im. Zbigniewa Herberta, wieloletni redaktor „Tygodnika...

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]