Nowy przekład „Orlanda” Virginii Woolf. Najbardziej ujmujący list miłosny w dziejach literatury

Mnóstwo w tej powieści Virginii Woolf aluzji, ironii, humoru i refleksji obyczajowej. Rytm powikłanej opowieści czasem mocno przyspiesza, jakby ktoś przewijał taśmę filmową, nagrywaną jakimś cudem przez kilka wieków.
Czyta się kilka minut
Virginia Woolf, Orland, 2025 r. // Materiały prasowe / wydawnictwo Marginesy
Virginia Woolf, Orlando, 2025 r. // Materiały prasowe / wydawnictwo Marginesy

Książka wielkiej urody i lekkości, podejmująca grę z tradycyjnym gatunkiem, jakim jest solidna, udokumentowana biografia (jest tu nawet przedmowa z długą listą podziękowań), wyprzedzająca swoje czasy ujęciem tematu tożsamości płciowej. No i będąca „najdłuższym i najbardziej ujmującym listem miłosnym w dziejach literatury”. 

Adresatka listu, wymieniona w dedykacji, to pisarka Vita Sackville-West, którą z Virginią Woolf połączył płomienny romans, autorem zaś zacytowanego określenia był syn Vity, Nigel Nicolson. Dodać trzeba od razu, że Vita była „Orlandem” zachwycona. Vita to adresatka listu – ale i w pewnej mierze pierwowzór bohatera/bohaterki powieści. 

Choć Orlanda poznajemy jako wielkiej urody młodzieńca, który królowej Elżbiecie Tudor odwiedzającej siedzibę jego rodu podaje miseczkę z wodą różaną do obmycia palców, a zmienia on płeć wiele lat później, mniej więcej w połowie książki – no ale Vita nie przeżyła przecież także czterystu lat... Za to Knole, elżbietańska rezydencja Sackville’ów, odgrywa w powieści istotną rolę. Podobnie jak Konstantynopol, dokąd Orlando trafia jako ambasador króla Karola. I znów – dyplomatą, także m.in. w Stambule, był mąż Vity, Harold Nicolson.

Mnóstwo tu mniej lub bardziej ukrytych aluzji, ironii (na przykład w stosunku do epoki wiktoriańskiej), humoru i refleksji obyczajowej. Rytm powikłanej opowieści czasem mocno przyspiesza, jakby ktoś przewijał taśmę filmową, nagrywaną jakimś cudem przez kilka wieków. Zwłaszcza finał, kiedy już docieramy do współczesności Virginii i Vity, niemal galopuje. Akcja kończy się wraz z wybiciem zegara „w czwartek 11 października roku 1928”.

To trzeci polski przekład „Orlanda”, w 1994 r. ukazały się aż dwa: Tomasza Bieronia i Władysława Wójcika. Aga Zano we wstępie ciekawie i szczegółowo tłumaczy swoją strategię translatorską i niektóre decyzje – np. bohater po zmianie płci nie zmienia, jak u Bieronia, imienia na Orlandę. A w tekście umieszczono ilustracje, stanowiące element gry, do jakiej zaprasza nas autorka.

Tamte przekłady miały zapewne związek z ekranizacją powieści, dokonaną w 1992 r. przez Sally Potter. W postać tytułową wspaniale wcieliła się wtedy Tilda Swinton. A rozmowę z tą niezwykłą aktorką – choć nie o „Orlandzie” – znajdą Państwo w tym numerze „Tygodnika”. Zachęcam do czytania! 

Virginia Woolf, ORLANDO. BIOGRAFIA, przeł. Aga Zano, Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2025, ss. 320.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 29/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Migotliwa tożsamość