Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Nierozpoznane boginie

Nierozpoznane boginie

04.04.2016
Czyta się kilka minut
Nic nie jest takie, jak nam się wydaje. Nawet szczęście i miłość mogą okazać się inną stroną piekła – zemsty i okrucieństwa.
F

Fatum i Furia” Lauren Groff to rozgrywająca się przez ponad dwie dekady historia dwójki ludzi – małżeństwa. Z pozoru stanowią idealną parę. On, Lancelot, czyli Lotto, jest niespełnionym aktorem, potem zaś odnoszącym sukcesy dramaturgiem. Wydaje się, że los szczodrze go obdarował: pochodzi z bogatej rodziny, odebrał staranne wykształcenie, ma mnóstwo przyjaciół. Jest szczery, wrażliwy, otwarty. Nawet jeśli doświadcza w życiu porażek i niepowodzeń, otoczony jest ludźmi, którzy kochają go, wspierają, wierzą, że jest stworzony do rzeczy wielkich.

Ona, Mathilde, jawi się jako jedna z takich osób. „Bez względu na okoliczności, zawsze jesteś górą” – mówi w pewnym momencie do męża. „W końcu wychodzi na twoje. Zawsze. Coś albo ktoś cię chroni”. Tym kimś jest ona sama – piękna, inteligentna, powściągliwa, nieco tajemnicza. Lotto, który w młodości sypiał z każdą niemalże napotkaną na swej drodze dziewczyną, poznawszy Mathilde zakochał się w niej od pierwszego wejrzenia. Pobrali się dwa tygodnie później.

Lotto jest przekonany, że wygrał los na loterii i że nie istnieje na świecie kobieta bardziej niewinna, delikatna, dobra. Ona zaś sprawia wrażenie bezgranicznie oddanej, lojalnej żony. Jest jego muzą i bezpiecznym portem; wspiera go, podziwia, utrzymuje, nie oczekując niczego w zamian. Czy czyni to z miłości? Takie odnosimy wrażenie podczas lektury pierwszej części powieści, przedstawionej z perspektywy ufnego, narcystycznego Lancelota.

Wszystko jednak stanie pod znakiem zapytania w części drugiej, stanowiącej mroczną, znacznie bardziej zagmatwaną opowieść Mathilde. To właśnie nią zawładnęły tytułowe Furie – boginie zemsty i okrucieństwa. „Jedną z przewodnich myśli tej książki jest sprzeciw wobec pojedynczej prawdy, czy też pozornej prawdy – tłumaczyła Groff w jednym z wywiadów. – Ludzkie losy i sami ludzie są tak skomplikowani. To, co widzimy na powierzchni, nie jest tym, co dzieje się naprawdę. Nie istnieje jedna historia. Wszystko nieustannie się zmienia. Nigdy nie jesteśmy w stanie pojąć, co tkwi we wnętrzu drugiego człowieka”.

Boginie losu i obłąkania

Jak pisze się powieść? Zaczynasz od jednego dobrego zdania, a potem kilka tysięcy kolejnych, pouczał mnie kiedyś pewien wielbiciel Hemingwaya. A dobre zdanie? Nie powinno brzmieć jak napisane. Czytelnika trzeba uwieść – musi uwierzyć, że zdania „zdarzyły się” naprawdę, że ktoś mógł je wypowiedzieć.

Groff bez wątpienia jest uwodzicielką. Jej eleganckie, precyzyjne, nasycone treścią i liryzmem frazy można czytać po wielokroć. Mimo to nie ma w nich cienia sztuczności. Bohaterowie jej powieści to ludzie inteligentni, wrażliwi, dowcipni. Mówią szybko, bywa, że nieco chaotycznie, potrafią być zgryźliwi, ironiczni. Czytelnik nie może się oprzeć wrażeniu, że wkroczył w ich codzienność.

Z drugiej jednak strony, intensywne zdania Groff nie do końca przypominają język mówiony. To raczej zdania, którymi się myśli – wielowarstwowe, rozedrgane, intensywne; wydestylowane z głębokich zakamarków mózgu i duszy. Ich niepowtarzalny, zapadający w pamięć rytm – niespokojne staccato urwanych często, chropawych nieco akapitów – sugeruje zmagania z wątpliwościami i sprzecznościami.

Tytuł, „Fatum i Furia”, nie przez przypadek nawiązuje do greckiej mitologii. Fatum to Mojry, trzy córki Zeusa i Temidy, przedstawiane jako boginie losu: Kloto, czyli Prządka, kreowała nić ludzkiego żywota; Lachesis, Obdzielająca, nadawała jej kierunek; Atropos, czyli Nieodwracalna, decydowała, kiedy ją przeciąć. Mojry znały przyszłość i decydowały o przeznaczeniu. Wszystko i wszyscy – nawet bogowie Olimpu – podlegali ich rozkazom i wyrokom. Furie, czyli Erynie, były zaś okrutnymi, nieznającymi miłosierdzia boginiami. Obłąkane przez demony, pałały żądzą zemsty, która to żądza była silniejsza niż jakiekolwiek inne uczucia. Czy taka właśnie jest Mathilde?

Nie potrafimy udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Sama bohaterka również zmaga się z wątpliwościami: „Niemożliwa do przeskoczenia przepaść oddzielała prawdziwą Mathilde od Mathilde, którą on zobaczył. Ostatecznie to kwestia perspektywy. Wolałaby być tą dobrą Mathilde. Tą, którą stworzyła jego wyobraźnia”.

Dwie strony i chór

Urodzona na północy stanu Nowy Jork Groff mieszka dziś w Gainsville na Florydzie; ma męża i dwóch synów. Twierdzi, że jej książka po części przynajmniej powstała jako próba zadośćuczynienia czy uśmierzenia wyrzutów sumienia, które są udziałem każdego artysty czy pisarza.

„Chciałam, by była to medytacja poświęcona tworzeniu – mówiła tuż przed wydaniem książki. – Kto tak naprawdę jest twórcą? Kto niczym złodziej czerpie z życia innych ludzi, i czy to jest w porządku? Nie napisałabym ani jednej książki bez mojego męża, mimo że na żaden mój tekst nie miał bezpośredniego wpływu. Ale to on płaci nasze rachunki. To on wstaje rano z dziećmi, żebym ja mogła pracować. Tego nie widać, ale tak naprawdę na wszystkich moich książkach jego imię powinno znajdować się obok mojego”.

Bez wątpienia jednak to Groff spędza długie, samotne godziny ze swoimi tekstami. Rzadko i niechętnie pracuje przy biurku. Jak sama twierdzi, jest osobą aktywną i wysportowaną (pływa, biega, a w czasach studenckich trenowała wioślarstwo). Pisanie jest dla niej czynnością fizyczną: „Większość książek powstaje w mojej głowie, gdy sfrustrowana idę pobiegać”. Po powrocie do domu najlepsze pomysły przenosi na papier – nie korzysta jednak z komputera, pisze ręcznie. Najczęściej na stojąco.

Zanim tekst trafia do wydawcy, Groff tworzy kilka wersji roboczych. Skończywszy pierwszą, niszczy ją i zaczyna z pamięci pisać od nowa. Proces ten powtarza co najmniej trzy lub cztery razy. Nad „Fatum i Furią” pracowała ponad pięć lat. Wspomina, że na dwóch przeciwległych ścianach pracowni zawiesiła ogromne płachty szarego pakowego papieru – jedna strona przeznaczona była dla Mathilde, druga dla Lotta.

Początkowo miała zamiar stworzyć dwie odrębne opowieści i wydać je jednocześnie, ale w dwóch osobnych tomach – tak by można je było czytać samodzielnie i w dowolnej kolejności. Z czasem zrezygnowała z tego pomysłu, a przyczyną nie była tylko łatwa do przewidzenia niechęć ze strony potencjalnych wydawców. Jak sama zauważa, splatając dwie opowieści, chciała zbudować strukturę przypominającą to, o czym pisze: małżeństwo dwojga ludzi.

Zamysł jest tym bardziej interesujący, że opowieści głównych bohaterów ocierają się o siebie, krzyżują, nie stanowią jednak spójnej całości. Zamiast cokolwiek uzupełniać czy wyjaśniać, historia Mathilde niweczy, zaprzecza temu, co wcześniej opowiedział Lancelot. Dwie narracje gmatwają się nawzajem i komplikują.

Napięcie i poczucie niepewności budują także pojawiające się w obu częściach książki komentarze, dopowiedzenia. Umieszczone w nawiasach kwestie przywodzą na myśl obecny w antycznych tragediach chór. Czytelnik nie jest jednak do końca pewny, kto jest ich autorem: potrafiący przewidywać przyszłość narrator? Czy może raczej głos sumienia bohaterów, którzy próbują przechytrzyć los? „Znał ją; pod ciężarem tego, czego o niej nie wiedział, mógłby zatonąć transatlantyk; znał ją”. A chwilę później: „Paradoks małżeństwa: nigdy nie jesteśmy w stanie poznać kogoś do końca. Znamy kogoś na wylot”.

Czytelnik, który kończy lekturę, również może odnieść złudne wrażenie, że Mathilde i Lancelota poznał do końca. Na wylot. Ale w istocie nic nie jest pewne. Kto był szlachetny, a kto podły? Kto postąpił słusznie, a kto popełnił błędy? Pozostajemy z pytaniami, na które ani grecki chór, ani wszechwiedzący narrator, ani głos ludzkiego sumienia nie potrafią udzielić odpowiedzi. ©

Lauren Groff „Fatum i Furia”, przeł. Mateusz Borowski, Znak, Kraków 2016

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Ur. 1969. Reperterka, fotografka, była korespondentka Tygodnika w USA. Autorka książki „Nowy Jork. Od Mannahaty do Ground Zero” (2013). Od 2014 mieszka w Tokio. Prowadzi dziennik japoński...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]