Nieco marudzenia. Polscy literaci w PRL-u

Tomasz Potkaj pisze interesująco, z mnóstwem szczegółów i anegdot. Tyle na początek, bo będzie w tej recenzji marudzenie.
Czyta się kilka minut
 /
/

Organizacja pisarzy, utworzona w maju 1920 r. z ­inicjatywy Stefana Żeromskiego, w Polsce lat stalinowskich miała wychowywać i dyscyplinować twórców, którzy sprawować będą rząd dusz. Po Październiku ’56 ZLP zmienił się w arenę walk podjazdowych prowadzonych z władzą przez buntujących się intelektualistów. Pozostawał przy tym organizacją zawodową, argumenty zaś materialne, jakimi dysponowali rządzący, nie traciły na znaczeniu.

Odwilżowym prezesem został Antoni Słonimski, potem przyszły ponad dwie dekady rządów ugodowego Jarosława Iwaszkiewicza, a po jego śmierci i po Sierpniu ’80 wybrano Jana Józefa Szczepańskiego. Wszystko to Tomasz Potkaj opisał interesująco, z mnóstwem szczegółów i anegdot – polecam. Tyle na początek, teraz będzie marudzenie.

Najpierw – zakres tematyczny. Upieram się, że historia Związku Literatów Polskich zamknęła się 19 sierpnia 1983 r. z chwilą jego rozwiązania. „Ponowne zorganizowanie środowiska literackiego”, jak to eufemistycznie nazwano, czyli utworzenie neo-ZLP pod prezesurą Haliny Auderskiej, było rozdziałem całkiem nowym. Cokolwiek sądzą działacze tej organizacji oraz jej obecny prezes, obficie przez autora cytowany, nie ma tu „ciągłości instytucjonalnej” – jest tylko uzurpacja nazwy. Pośród nazwisk firmujących neo-ZLP pisarzem naprawdę wielkiego kalibru był bodaj tylko Leopold Buczkowski, środowiskowy outsider. Neo-ZLP, podziemna aktywność dawnego zarządu w latach 80. oraz powstanie Stowarzyszenia Pisarzy Polskich w 1989 r. to osobne wątki, trochę na siłę tutaj połączone. A trwający spór o warszawski Dom Literatury pokazuje, że będzie jeszcze o czym pisać.

No i tytuł. Tomasz Potkaj wziął go od Zbigniewa ­Herberta, a stosowny fragment wypowiedzi Herberta z „Hańby domowej” umieścił jako motto. Pomijam już, że jeśli słowa „oni byli w akwarium” odnieść nie tylko do czasów stalinizmu, ale do ZLP w ogóle – to i Herbert był jedną z ryb. Nie lubię jednak sięgania po pomysły już wykorzystane. W 1976 r. Tomasz Staliński, czyli Stefan Kisielewski wydał w Paryżu powieść „Ludzie w akwarium”. Chodziło o przedwojenną luksusową kamienicę w alei Szucha, gdzie zamieszkali rozmaici prominenci – po Październiku także poseł Kisielewski. Co gorsza, „Akwarium” to także popularna i sfilmowana książka Wiktora Suworowa, zbiegłego na Zachód oficera służb radzieckich. Jej tytuł odnosi się do GRU. Fatalne skojarzenia... ©℗

Tomasz Potkaj, AKWARIUM. OPOWIEŚĆ O ZWIĄZKU LITERATÓW POLSKICH W PRL-U, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2022, ss. 524

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny" – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 47/2022