Nie na marności koniec

Marność nad marnościami, mówi Kohelet, marność nad marnościami! Wszystko marność! (...)
Czyta się kilka minut

Człowiek się wysila i poświęca swą mądrość, naukę i pieniądze, a oto musi pozostawić swą własność komuś, kto się wcale nie napracował. To również jest marność i wielkie zło. Co bowiem otrzyma człowiek za każdy wysiłek swego umysłu i za cały trud, w jakim pracuje pod słońcem? Tak, jego zajęcia nie przynoszą mu niczego, jak tylko ból i udrękę każdego dnia. Jego serce nie zaznaje spokoju nawet w nocy. Także i to jest marność”.

Rzeczywiście: ni stąd, ni zowąd budzi się człowiek o czwartej nad ranem – i się zaczyna. Rata niespłacona, kontrahent zawiódł, ciotka powiedziała, że „taki ze mnie chłop, jak...”, a wujek jeszcze coś do tego dodał itd. Bywa też jednak, że podobne diabły obsiądą człowieka na słonecznej plaży. Leży sobie człowiek, a tu nagle taka myśl: „mam willę, mercedesa, udanego męża i dzieci, ale co z tego?”. A w ostateczności, nawet gdy nic strasznego się nie wydarzy, zaczyna po prostu być coraz nudniej... Nic, tylko w łeb sobie strzelić!

W czasie wakacyjnych wędrówek, nawet gdy się człowiek pilnuje, to i tak wyląduje w jakimś kościele przed epitafium z trupią czaszką albo wprost na cmentarzu ów kościół otaczającym. Jego oczy zatrzymają się na tabliczkach. Choćby w kwaterze powstańców warszawskich: Jarek, lat 16; Małgosia, lat 21; Stach, lat 30! Nie lepiej w kwaterze zasłużonych: profesor X, lat 79, poeta Y, lat 82. Przykłady można mnożyć. Młodzi nie zdążyli się nażyć, starsi nie zdążyli się wyżyć. Tym pierwszym na przeszkodzie stanął drugi człowiek; tym drugim prawa przyrody. Rzeczywiście: wszystko marność.

Idźmy dalej. Czas powiedzieć, że i owa słoneczna plaża i cienisty las, tudzież śpiew ptaków – to też marność. Zdaje się, że nie doczekamy końca świata, choć możemy doczekać (a ściślej: zafundować sobie) koniec Ziemi, ale i tak wszystko zmierza do jakiegoś końca. Tak uczy Kohelet i życiowe doświadczenie.

Mieliśmy jednak pośród nas człowieka, który miał odwagę sparafrazować Koheleta, podważyć życiową mądrość i oświadczyć, że wszystko jest poezją, czy też „wszystko jest poezja” (to Edward Stachura). Przy takim podejściu rzeczywistość nabiera innego wyglądu, bo niby dlaczego paradygmaty nauk matematyczno-przyrodniczych mają górować nad prawdą serca, skoro człowiekowi do życia potrzebne i serce, i rozum? Serce bez rozumu potrafi z miłości wysadzić świat w powietrze. Rozum bez serca umie tę zbrodnię pięknie usprawiedliwić.

Ciężki to temat na plażę, ale podjęty na serio pozwala ostatecznie uwierzyć, że – naprawdę – „nie taki diabeł straszny, jak go malują”. Przy życiu trzyma nas przecież śmierć – tak jest w naturze, od roślin i bakterii począwszy, na ludziach skończywszy. Jeśli tak, to nie jest ona marnością nad marnościami, lecz zawiera w sobie zaczyn życia. Chrześcijanie w takim przypadku mówią o zmartwychwstaniu, ale czy rzeczywiście będziemy zmartwychwstawać, skoro „wszystkim we wszystkich jest Chrystus” – i wiemy od Niego, że nie ma śmierci spychającej nas w nicość? ©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 31/2016