Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Nie grajmy aborcją

Nie grajmy aborcją

20.03.2017
Czyta się kilka minut
Zwykle to władza ma pokusę, by ingerować w wolność słowa, którą powinni cieszyć się obywatele, zwłaszcza w takich instytucjach jak uniwersytety.
Zorganizowane przez Instytut Ordo Iuris spotkanie z Rebekką Kiessling, Katolicki Uniwersytet Lubelski, 14 marca 2017 r. Fot. Maciej Kaczanowski / FORUM
W

W tym przypadku o to podstawowe prawo obywatelskie upomniał się wicepremier i minister szkolnictwa wyższego – co powinno cieszyć. „Z niepokojem i smutkiem przyjąłem informację, że władze kilku polskich uniwersytetów wydały zakaz zorganizowania w swoich murach wykładu Pani Rebekki Kiessling – amerykańskiej prawniczki i działaczki ruchu pro-life – napisał Jarosław Gowin. – Misją uniwersytetu jest dążenie do prawdy. Droga zaś do niej to dialog, ścieranie się przeciwstawnych, racjonalnie uzasadnionych stanowisk, szacunek dla wolności myśli i pluralizmu. Z przykrością muszę stwierdzić, że decyzję władz wspomnianych uniwersytetów odbieram jako zaprzeczenie tych wartości”.

Rebekka Kiessling przyjechała do Polski po raz pierwszy. Jej wizytę zorganizował Instytut na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris, znany z walki o zaostrzenie prawa antyaborcyjnego. Amerykanka w wieku 18 lat dowiedziała się, że została adoptowana jako dziecko będące owocem gwałtu – jej biologiczna matka nie mogła dokonać aborcji, bo prawo tego zabraniało. Od tej chwili stała się gorącą zwolenniczką zakazu aborcji w przypadkach gwałtu.

Przeciwko prelekcji Kiessling na UJ zaprotestowali studenci (m.in. Koło Naukowe Studentów Socjologii – Sekcja Socjologii Krytycznej). Uczelnie w Warszawie i Krakowie odmówiły zgody na wykłady. Za nimi poszły inne ośrodki, np. Uniwersytet Wrocławski i UMK w Toruniu. Czy ich rektorzy ograniczyli wolność słowa?

Władze uczelni odpowiadają: „W środowisku akademickim musimy odróżniać działalność jawnie lobbystyczną służącą zmianie ustawodawstwa od debaty akademickiej, której fundamentami są krytyczne rozważania i wymiana poglądów”. Rektorzy UW i UJ zauważyli również: „przypuszczamy, że Pan Premier nie znał okoliczności oraz motywów wizyty Pani Rebekki Kiessling w Polsce”. Zdaniem rektorów „nie miała [ona] brać udziału w debatach o charakterze akademickim”.

W odpowiedzi w Radiu RMF wicepremier Gowin zwrócił uwagę, że Ordo Iuris jest think tankiem skupiającym młodych profesorów i doktorów, głównie prawników. Trudno odmówić im związków ze środowiskiem akademickim.
Organizacja ta rzeczywiście jest think tankiem, ale takim, który w debacie publicznej nie stroni od sztuczek prawnych. Protestujące przeciwko zaproszeniu Kiessling Koło Naukowe Studentów Socjologii UJ otrzymało od Ordo Iuris pismo przedprocesowe, wzywające organizatorów krakowskiego protestu do „zaniechania naruszania dóbr osobistych oraz usunięcia jego skutków” i grożące wyegzekwowaniem zadośćuczynienia w wysokości 100 tys. zł. To dialogowi i dbaniu o wolność słowa na pewno nie służy. Rozmowie nie służy też populistyczna argumentacja przedstawiana – jak wynika z relacji prasowych – przez samą Kiessling, zdaniem której kobiety po aborcji częściej są ofiarami przestępstw i żyją krócej.

Tak delikatny i trudny problem jak ochrona dziecka poczętego z gwałtu domaga się spokojnej i wnikliwej dyskusji. Szkoda, że na razie – jak widać – trudno stworzyć dla niej warunki. ©℗

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Kierownik działu Wiara w „Tygodniku Powszechnym”. Ur. 1966 r., absolwent Wydziału Mechanicznego AGH, studiował filozofię na Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie i teologię w Kolegium...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Nie wchodząc w szczegóły merytoryczne, to chyba dobrze się stało, że akurat tej ciąży z gwałtu nie usunięto, bo o ileż nasz świat byłby uboższy, choćby nawet tylko wizualnie. :)

Szanowny panie Sporniak, opisując zapłodnioną komórkę jajową i kolejne etapy jej rozwoju w organizmie matki jaki "dziecko poczęte" wpisuje się Pan w idiotyczną, fałszywą i prowokacyjną narrację propagandową fanatyków antyaborcyjnych. Myślę, że powinno być Pana stać na nieco wyższy poziom, szersze horyzonty.

Ciekawe, że włączył Pan tym samym do grona "fanatyków antyaborcyjnych" świat nauki i medycyny

Szanowna Pani, świat nauki to ma Pani w tytule, nauka nazywa się logika. Określenie 'dziecko poczęte' to kompletny idiotyzm, nie tylko semantyczny. A propos 'nowego życia' - zwracam uwagę, że plemniki i komórki jajowe same w sobie też bezsprzecznie są żywe. Także psy, koty, glisty, a nawet kwiatki i bakterie. A co do świata medycyny - to doprawdy nie mam pojęcia, o co Sz. P. chodzi. Będę wdzięczny za uściślenie.

Szanowny Panie, to proste i logiczne: w medycynie i nauce jako początek odrębnego, nowego życia ludzkiego ustalono moment zapłodnienia. Czyli od tego momentu zaczyna się rozwój człowieka - poszczególne okresy rozwoju określa się różnymi słowami - początkowo, jak sam Pan napisał, w fachowym żargonie mówi się o zapłodnionej komórce jajowej, mamy również etap blastocysty, embriona, zarodka, płodu, noworodka, niemowlaka, dziecka młodszego, starszego, nastolatka itd. Ja osobiście lubię określenie dziecko poczęte zamiast tych wszystkich określeń szczegółowych wczesnego etapu życia. Tak, jak np. wolę senior zamiast staruch, kobieta zamiast baba itd., itp. Choć ma Pan rację, że jest to masło maślane, bo każde dziecko, każdy człowiek jest/był poczęty. Z pozdrowieniami

Od zapłodnionej ludzkiej komórki jajowej, ludzkiego embriona, ludzkiego zarodka czy płodu - do człowieka droga daleka. Taki z tych tworów natury człowiek, jak z żołędzia - dąb, albo z kurzego jajka - niedzielny rosół. Ja wiem, że nie dla tych, co podążając za fanatyczna interpretacją z sufitu wziętych dogmatów religijnych krzyczą o 'świętości życia" - jedynie ludzkiego, oczywiście - i bezwzględnej potrzebie tej świętości chronienia. A świętość, proszę Pani, z całą pewnością nie jest kategorią naukową. Ja z takimi fanatykami co do zasady dyskusji nie prowadzę, uważam ich za w dużym stopniu niepełnosprawnych umysłowo. Dopiero jeżeli odrzucimy ów bełkot oparty na absurdalnych dogmatach, mamy szansę poruszać się w kategoriach naukowych. Jedną z tych nauk jest nauka płynąca z historii. Tomasz z Akwinu dla przykładu uważał, że płód w łonie kobiety staje się człowiekiem dopiero po 40 dniach (w przypadku płodu rodzaju męskiego) i po 80 dniach (w przypadku płodu rodzaju żeńskiego) i twierdził, że tylko człowiek ma duszę, a płód jej mieć nie może. Oto przykład manowców jakimi chadza ten temat w świecie kościoła katolickiego. +++ Przypisywanie momentowi zapłodnienia jakiejś szczególnej mocy kreacji świętego bytu - człowieka - jest de facto dowodem tworzenia realnego kultu zapłodnienia w kościele. Biskupi póki co po imieniu nie chcą tego tak nazwać, ale fakty są bezlitosne. Zapłodnienie = człowiek = świętość. Duch Święty unosi się nad kopulująca (koniecznie po Bożemu...) parą i błogosławi złączonym plemnikowi i jajeczku. +++ Można się zastanawiać, skąd ta aberracja w myśleniu biskupów. Otóż ja uważam, że to wynik spowodowanego głównie celibatem głębokiego przekonania o nadzwyczajnej słodkości owocu zakazanego S E K S U, a zwłaszcza zapłodnienia jako seksu przyrodzonego efektu. +++ Temat ten jak wiele innych teologicznych wygibasów nie byłby godzien uwagi, gdyby nie to, że brutalnie wkracza w nasze życie osobiste. Któż nie zna uczucia eksplozji euforii albo dreszczu przerażenia na wieść o zaistniałej ciąży. Jednak tak zwani 'obrońcy życia' miast samym żyć według swoich wyobrażeń i przekonań w tym względzie tradycyjnie próbują te przekonania narzucić innym. Nie satysfakcjonuje ich możliwość układania własnego życia według własnych sądów - oni chcą koniecznie osądzać innych. Tym 'obrońcom życia' sugeruję przeniesienie troski i uwagi z 'dzieci poczętych w postaci zapłodnionych jajeczek na DZIECI NARODZONE, przepełniające sierocińce i milionami umierające z głodu na całym świecie.

Szanowny Panie, proszę przeczytać pierwszy lepszy podręcznik do embriologii dla studentów medycyny. Potem możemy wrócić do dyskusji. I nie mieszajmy do tego Kościoła, bo ja takimi argumentami się nie posługuję.

Pominięcie kościoła w Pani rozumowaniu to kardynalny błąd. Bez tego nie pojmie Pani, o co w tym wszystkim chodzi. Otóż to właśnie kościół jest inspiratorem antyaobrcyjnej histerii, a u jej podłoża leży między innymi dogmatyczna narracja oparta na 'dziecku poczętym' - jak widać, także na Pani przykładzie, skutecznie narzucona społeczeństwu. Nawiasem mówiąc, w to pomijanie przez Panią kościoła trudno uwierzyć, jako że Pani stanowisko w tej sprawie, jak i w podobnych (np. antykoncepcja) jest aż do bólu przesączone wpływem kościoła i elementami bezrefleksyjnej wiary. +++ "Pierwszego lepszego podręcznika do embriologii" nie przeczytam, to raczej pewne. W zamian przeczytałem Pani wypowiedzi w TP na temat pigułek EllaOne, zacytuję jeden charakterystyczny fragment: "nie mam żadnego dyskomfortu, że jako osoba współżyjąca najprawdopodobniej powołałam więcej dzieci do życia niż mam ich urodzonych. I z radością poznam je kiedyś w niebie:-)". I jeszcze raz zacytuję Panią: "w fachowym żargonie mówi się o zapłodnionej komórce jajowej, mamy również etap blastocysty, embriona, zarodka, płodu, noworodka, niemowlaka, dziecka młodszego, starszego, nastolatka itd. Ja osobiście lubię określenie dziecko poczęte zamiast tych wszystkich określeń szczegółowych wczesnego etapu życia." +++ Ja rozumiem, że Pani LUBI te czy inne określenia - ale proszę w te 'lubienia' nauki nie mieszać, bo "ja takimi argumentami się nie posługuję", a w 'pierwszym lepszym podręczniku' też ich na pewno nie znajdziemy. +++ Na koniec mam dla Pani dobrą wiadomość: jako osoba współżyjąca i głęboko wierząca nosi Pani w swym łonie jeszcze dobrą setkę dzieci niepoczętych. Proszę o nie w pierwszej kolejności zadbać, pomyśleć o jak najszybszym poczęciu tych dzieciątek. Bozia nie od parady je Pani powierzyła. Z Panem Bogiem.

Szanowny Panie, jestem osobą wierzącą, nie wstydzę się tego i nie kryję się z tym. Zresztą każdemu polecam - moja wiara daje mi większy pokój w sercu. Inaczej z moim charakterem i poglądami to hejtowałabym na Pana gorzej niż Pan na mnie. Ale chcąc Pana przekonać, że nie możemy zabijać dzieci nieurodzonych, wiem, że nie mogę się posługiwać argumentami natury religijnej, bo jak Pan słusznie zauważa, argumenty o tym, że Bóg prosi nas, żebyśmy się nie zabijali, bo to nam nie przyniesie szczęścia, dla osoby niewierzącej nie mają znaczenia. Szkoda, że nie przeczyta Pan podręcznika do embriologii, ale dziękuję, że Pan mi o tym napisał. Otóż chciałam, żeby Pan to zrobił, bo to unaoczniłoby Panu tę różnicę między zapłodnioną komórką jajową a żołędziem czy jajkiem. Otóż w tych dwóch ostatnich, żeby żołądź wykiełkował czy z jajka wykluł się kurczak potrzebne są specjalne warunki, różne od tych potrzebnych do powstania żołędzia czy jajka: w naturze kura musi wysiedzieć to jajko, żołądź musi wpaść w ziemię. U człowieka natomiast nie ma momentu przerwy - zapłodniona komórka jajowa z zadziwiającą precyzją w określonym czasie bez chwili przerwy dzieli się i przemienia ostatecznie w noworodka. Te warunki, które doprowadzą do zapłodnienia, sprawią, że powstanie nowy, odrębny człowiek. Natomiast nie jest człowiekiem komórka jajowa ani plemnik i tę sugestię końcową może Pan sobie podarować. Jeśli natomiast jest Pan przekonany, że to tylko Kościół lobbuje za zakazem aborcji, to jak wytłumaczy Pan przysięgę Hipokratesa (IV wiek p.n.e.)? - "nikomu, nawet na żądanie, nie dam śmiercionośnej trucizny, ani nikomu nie będę jej doradzał, podobnie też nie dam nigdy niewieście środka poronnego"? Wie Pan, jest łatwe wytłumaczenie - jak to wykazuje m.in. Timothy Snyder w książce "Czarna ziemia. Holokaust jako ostrzeżenie" nikt nie rodzi się mordercą. Niestety jednak wielu z nas w odpowiednich warunkach zacznie zabijać. I ten opór przed zabijaniem w miarę ilości zabitych osób maleje. Dlatego nie możemy robić wyjątków. Nie można NIKOGO zabijać, bo jeśli dopuścimy wyjątki, to pozwolenie na zabijanie się rozszerzy. Wystarczy spojrzeć na kraje, gdzie nie ma oporu przed aborcją - mają już dozwoloną eutanazję, niektóre i eutanazję dzieci,.. a za chwilę - może zabójstwa, jak Pan to pisze - "fanatycznych antyaborcjonistów"? W każdym razie zapewniam Pana, że w razie czego ja tak samo będę przeciw zabijaniu fanatycznych proaborcjonistów, jak jestem przeciw aborcji.

Do Pani jak do ściany. Pani zakłada, że zapłodniona komórka to dziecko, a ja - że równie dobrze niezapłodnioną można uznać za pół dziecka, a obie z pewnością są ludzkie i żywe. Rola i znaczenie układu nerwowego i świadomości są dla Pani zupełnie nieistotne, bo Pani "wierzy" - w moc Ducha Świętego błogosławiącego akt zapłodnienia. Pani uważa życie ludzkie za świętość - a ja tłumaczę, że niczym ludzkie od zwierzęcego się nie różni, i że są o wiele w tym względzie starsze i bardziej uniwersalne niż chrześcijaństwo tradycje religijne. Pani dobrze z Jej wierzeniami - to świetnie, tylko proszę innym pozwolić mieć odmienne poglądy na ten temat. Bo kiedyś przyjdzie do pani ktoś, kto dajmy na to będzie wierzył, że jest Pani czarownicą i podpali pod Panią stos. Opowieści typu 'u człowieka nie momentu przerwy" to dla przedszkolaków - wiele musi zaistnieć warunków koniecznych, by z zapłodnionej komórki rozwinął się embrion itede. Jeśli po podręcznikach embriologi Pani tego nie rozumie, to szkoda Pani oczu na ich czytanie. Pani jest wyznawczynią kultu zapłodnienia, bez dwóch zdań. Proszę nie przywoływać Hipokratesów i dinozaurów - dziś mamy problem z kościołem katolickim w tej materii jedynie, nie z nimi. Argument typu "jeśli dopuścimy wyjątki, to pozwolenie na zabijanie się rozszerzy" - pożałowania godny poziom propagandysty z kółka różańcowego na głębokiej prowincji. Pani bredzi. Na świecie od tysiącleci i także dzisiaj, w tej chwili, ludzie byli i są mordowani milionami - a Pani straszy aborcją jako przyzwoleniem na zabijanie? a do tego jeszcze ni z gruszki ni z pietruszki - eutanazją???...... To jest ślepy fanatyzm czystej wody. Z Panem Bogiem i żegnam.

Szanowny Panie, czy Pan czyta, co ja piszę? Bo większość z tego, co Pan napisał, że ja rzekomo uważam, pochodzi z Pana wyobrażeń.

Myślę, że tzw. trollowi chodzi o jedną tylko rzecz: Jak dowalić? Zauważyła Pani, że trolle zawsze posługują się pseudo-naukowym bełkotem, ale kompletnie pomijają wszelkie naukowe argumenty? Bo chodzi o coś zupełnie innego. A mianowicie o temat kościoła. Każdy wywód trolla będzie miał tezę w tym kierunku i to zupełnie bez znaczenia, co Pani napisze. To jest strasznie męczące i płytkie. Wśród kolegów akademickich mam znajomych wierzących i niewierzących, ale rozmawiamy o meritum sprawy. Tzn. o tym, gdzie jest wyznaczona granica początku i końca osoby ludzkiej. Jako fizyk jestem rowniez zainteresowany zjawiskiem jednoznacznego stwierdzenia i zweryfikowania takiej granicy. Nikt z moich kolegów katolików nie mógł mi jej braku udowodnić. Ale również zwolennicy aborcji nie są w stanie takowej ustalić, ani nawet z grubsza sprecyzować. W sumie u wielu jest jeden "argument", który sprowadza się do rozmowy zastępczej o tym, że antyaborcyjny, to bardziej światły! Merytoryczną próżnię legitymuje się napompowanym ego. U wielu, ale nie u wszystkich. Ja zostałem fizykiem, żeby szukać doświadczalnej albo przynajmniej racjonalnej prawdy. Prawda ideologiczna ze strony powyższego trolla (czy czasem z drugiej - od nawiedzonych katolików), drażni i obraża mój intelekt. Właśnie z powodu braku naukowych dowodów na istnienie wspomnianej granicy, ale też na jej nieistnienie, wypowiadam się (na razie) jako ateista (!) za słabszymi - według rzymskiej zasady: "W razie wątpliwości na korzyść oskarżonego". Proszę mi wierzyć, że jest wielu niewierzacych, którzy ten temat podejmują uczciwie i rzetelnie. Jednakże w wydaniu Pana powyżej jest to tylko tor boczny, będący wyrazem tępej agresywnej ideologii, zresztą tak źle skrywanej, że wszelkie naukowe odniesienie śmierdzi na odległość złymi intencjami.

Uchwycił Pan sedno :-)

Szanowny Panie, dziękuję za komentarz do moich wypowiedzi. Nawet taki jak Pański, pełne agresji i wyprane z argumentów cieszą, świadczy o zainteresowaniu i oddziaływaniu. Nie wiem jaki z Pana fizyk, ale na trollowaniu faktycznie zna się Pan, idzie mu jak z płatka. Ta agresja, te emocjonalne frazy... Zwracam uwagę, że kompletnym nonsensem jest podpieranie ateizmem swej postawy antyaborcyjnej. Ateizm ma z definiowaniem początków ludzkiego istnienia tyleż wspólnego, co na przykład instytucja kościoła z wiarą w Boga, albo "stawanie po stronie słabszego" - z naukowością właśnie. Czyli psinco, dla ułatwienie dodam. Zauważam przy tym, że owo "stawanie po stronie.." to jedyny z Pańskiej strony 'argument' w rozumowaniu. Marny, coś jak błędne koło. Zresztą, powiedzmy sobie szczerze, jeśli Pan, sam opisujący się jako naukowiec i to do tego ścisły, oczekuje od naukowców zdefiniowania istoty ludzkiego bytu - to zdrowia życzę i radzę zając się wyłącznie fizyką. I to co najwyżej tą newtonowską. +++ Btw, ma Pan widzę również problem z określeniem końca 'osoby ludzkiej'... to jest dopiero ciekawostka. Spacer po najbliższym cmentarzu polecam dla rozwikłania kwestii.

Gdzie jest miejsce na dyskusję, gdy mówimy o ludzkim życiu i to w tygodniku katolickim? Czy którakolwiek z nas uważa, że uprawniona jest dyskusja - i to bez jej udziału - decydująca o jej życiu bądź śmierci?

Szanowna Pani, po pierwsze przypuszczam, że dyskusja o życiu bądź śmierci kobiet zmuszonych przez barbarzyńskie prawo do donoszenia ciąży bez względu na jakiekolwiek okoliczności jest bardzo ważna, nie tylko uprawniona ale wręcz konieczna - dla każdej kobiety. Dowodem na to choćby niedawne Czarne Marsze. Ale nie wiem, czemu ogranicza się Pani do kobiet - mężczyźni z reguły także są żywotnie zainteresowani zdrowiem i życiem kobiet. Po drugie - bardzo specyficzne ma Pani poglądy, kwestionujące dopuszczalność dyskusji o ludzkim życiu w "tygodniku katolickim", Można prosić o wyjaśnienie, co Pani w takim razie rozumie pod pojęciem "katolicki"? Czy według Pani (naprawdę?!...) w tym kontekście katolicki znaczy "słuchać pokornie i morda w kubeł?"...

Szanowny Panie, nie ma i nie było w Polsce dyskutowanego prawa o ratowaniu życia dziecka kosztem życia matki. I ja również nie odnoszę się do takiej sytuacji. Proszę mi tego nie imputować. Zaś co do drugiej kwestii - w tym kontekście napisałam o dyskusji jako o wymianie poglądów, w wyniku której dochodzi do pewnego kompromisu. Natomiast nie może być kompromisu w kwestiach fundamentalnych. Dla nas, katolików, to Bóg chce, abyśmy się nie zabijali. I my wiemy, że człowiek zaczyna się w momencie poczęcia. Dlatego też dla katolika dyskusja w kwestii czy można czy też nie zabić dziecko poczęte w wyniku gwałtu jest równie nieuprawniona, jak dyskusja czy można czy też nie zabić internautę o pseudonimie eddiepolo biorąc pod uwagę przestępstwa popełnione przez jego rodziców.... Czy Pan to wreszcie poczuł? Czy poczuł Pan do jakich koszmarów możemy dojść, jeśli podważymy prawo KAŻDEGO człowieka do życia? Natomiast jak najbardziej musimy i powinniśmy dyskutować co robić, żeby do gwałtów nie dochodziło, jak karać gwałcicieli, jak pomóc skrzywdzonym kobietom, bo bardzo wiele rzeczy jest tu jeszcze do zrobienia

ale nam dajcie święty spokój.

„ kobiety po aborcji częściej są ofiarami przestępstw i żyją krócej” Dodałbym tak w biegu i mają wszy. Oto poziom debaty na tematy koło aborcyjne. Jestem facetem i nawet nie wyobrażam sobie podobnej debaty na jakikolwiek egzystencjalny temat dotyczący nas chłopów. No może z wyjątkiem pedalstwa, ale i w tym przypadku nie proponowano nigdy kastracji jako środka zaradczego. A tak na marginesie tej wzniosłej dyskusji, to chyba nasze babki, prababki, w pewnym sensie miały lepiej. Tyły regularnie w okolicach brzucha, to znów chudły, nikt specjalnie nie dociekał powodów. Jak nie było co do gęby włożyć, trzeba było sobie jakoś radzić, na lekarza stać mało kogo było, o socjalnych nikt nie słyszał. Zresztą dzieciaki to były straszne szkodniki, wszędzie ich pełno się kręciło i psociło. No takie nieślubne to istna zaraza była, lepiej było już się murzynem urodzić. Panna z dzieckiem - fuj. Zgadnijcie kto też te standardy promował w pierwszej kolejności. Taki nieślubny bachor nawet problemy z chrztem miewał. Od tamtych czasów, wcale nie tak odległych zresztą, dyskusja weszła na wyższy poziom, wyższej głupoty niestety.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]