Reklama

Powrót wojny o aborcję

Powrót wojny o aborcję

04.04.2016
Czyta się kilka minut
W ostatnią niedzielę doświadczyliśmy przedsmaku tego, co nas czeka w najbliższym czasie.
Manifestacja przeciw projektowi zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej, Warszawa, 3 kwietnia 2016 r. / ALEKSIEJ WITWICKI / FORUM
G

Gdy w kościołach czytany był komunikat Prezydium Episkopatu, wzywający do uchylenia zawartego w 1993 r. kompromisu aborcyjnego, w największych miastach odbyły się demonstracje zwolenników wyboru. Nie tylko hasła były mocne (pod Sejmem demonstrowano pod transparentem „Nie dla torturowania kobiet”), także działania się zradykalizowały: w warszawskim kościele św. Anny doszło do zakłócenia mszy – odczytywanie komunikatu przerwała jedna z działaczek feministycznych.

Rozpętanie tej wojny zawdzięczamy Fundacji Pro – Prawo do Życia, znanej z organizowania w miejscach publicznych wystaw przedstawiających zdjęcia zmasakrowanych płodów. Fundacja kolejny raz zgłosiła do Sejmu obywatelski projekt nowelizacji całkowicie zakazującej aborcji. Pomysł zyskał poparcie Prezydium Episkopatu (mimo zakulisowych działań Jarosława Kaczyńskiego, który miał abp. Stanisława Gądeckiego przekonywać, że odgrzewanie problemu aborcji nie jest w tej chwili korzystne dla PiS), które wezwało do „pełnej prawnej ochrony życia nienarodzonych”.

Trudno się oprzeć wrażeniu, że puszka Pandory została otwarta. Przystawione do muru przez biskupów Prawo i Sprawiedliwość będzie musiało zaostrzyć ustawę antyaborcyjną. Za kilka lat, gdy władzę przejmą ugrupowania lewicowe, wajcha się odwróci – i być może nie będzie dotyczyła tylko tej ustawy. Właśnie żegnamy kompromis, który funkcjonował 23 lata – także z poparciem nieżyjącego już prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

Nie znaczy to, że ten kompromis był bez wad. Niepokojący jest zwłaszcza gwałtowny wzrost liczby aborcji dzieci upośledzonych. W 2002 r. było ich zaledwie 82. W 2014 r. – już 921. W ciągu roku – z 2013 na 2014 – liczba takich zabiegów wzrosła o 203 i ta tendencja dzięki rozpowszechnieniu badań prenatalnych będzie się utrzymywać. Słusznie organizacje pro-life alarmują, że rodzi się coraz mniej dzieci np. z zespołem Downa. Ten punkt obecnej ustawy nadawał się do korekty, ale na pewno nie w tak gwałtowny politycznie sposób.

Jest szaleństwem penalizować aborcję w przypadku ciąży zagrażającej życiu matki. Lekarz, by móc w takich sytuacjach ratować przynajmniej matkę, musi wiedzieć, że nie będzie pociągany do odpowiedzialności karnej. Fundacja Pro zaklina rzeczywistość, udając, że do takich dramatycznych sytuacji nie dochodzi. Tymczasem co setna ciąża jest ciążą pozamaciczną – jeśli zarodek zagnieździ się w jajowodzie, może dojść do jego pęknięcia, a to zagraża życiu matki. Zwykłą procedurą jest farmakologiczne albo chirurgiczne usunięcie zarodka. Być może już niedługo lekarze będą skazani tylko na ryzykowne dla kobiety „postępowanie wyczekujące”.

Natomiast przypadki aborcji ciąży z gwałtu nie są społecznym problemem. W 2014 r. dokonano ich zaledwie dwóch, a bywały lata, że ciąż z gwałtu w ogóle nie rejestrowano. Oczywiście: dziecko poczęte z gwałtu jest niewinne. Nie zmienia to faktu, że taka ciąża stanowi zagrożenie dla psychicznego życia kobiety i jest źródłem trudnego do wyobrażenia cierpienia. Przypomnijmy niedawną wypowiedź Józefy Hennelowej z wywiadu dla „Gazety Wyborczej”: „Żaden mężczyzna nie wie, co to znaczy nosić w sobie dziecko. Nawet ślepy ma większe pojęcie o kolorach. Żądanie od kobiety, żeby nosiła w sobie dziecko z gwałtu, jest czymś nie do wyobrażenia. Niech ten grzech idzie na konto sprawcy”.

Zdumiewające, że to głównie mężczyźni domagają się nowelizacji ustawy w tym punkcie (szef Fundacji Pro, prezesi głównych organizacji pro-life, biskupi). Jako mężczyzna chciałbym więc zaapelować: usłyszcie głos kobiet. ©℗


CZYTAJ TAKŻE:

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Kierownik działu Wiara w „Tygodniku Powszechnym”. Ur. 1966 r., absolwent Wydziału Mechanicznego AGH, studiował filozofię na Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie i teologię w Kolegium...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Nie zgadzam się ze zdaniem, iż rozpętanie "wojny aborcyjnej" zawdzięczamy organizacjom pro-life. Rozpętanie tej wojny zawdzięczamy wierze w swą nieomylność, mądrość, krótkowzroczność biskupów. To ich wystąpienia a potem "list" (raczej wytyczne dla rządzących, doprowadziły do wyjścia ludzi na ulicę oraz awantury w kościele. Wygląda na to, że coraz więcej ludzi dostrzega bardzo uprzywilejowaną rolę kościoła, kolejne wpłaty z naszych kieszeni, usytuowanie kościoła w ustawie o handlu ziemią. Poza tym, są w Polsce ludzie myślący, niejednokrotnie inaczej niż Michalik czy Dziwisz, i o tym należałoby pamiętać. Nareszcie.

W sobotę zgłosiłam sie na pikietę KOD pod Urzedem Rady Ministrów. Wprawdzie na sznurku pod oknami pani premier wisiały wielkie gatki z falbanką z napisem: reformy pełne dobrej zmiany, niemniej nastrój był nerwowy z powodu planów antyaborcyjnych Kosciola i PiS-u. Grupa pań instruowała nas, co mamy robic nastepnego dnia, czyli w niedziele: iść do kosciola, a podczas czytania listu biskupów wyjść. A o 14 przyjść pod Sejm i protestować. Jestem przeciwna aborcji, w tym takze ciąży z gwałtu, niemniej najbardziej przeciwna jestem narzucaniu innym naszego światopogladu. Nie zgadzam sie z argumentami strony przeciwnej, niemniej biskupów i fanatyków swieckich nie poprę na pewno.

Myślę, że każdy uważa, że aborcja jest nieszczęściem. Pytanie brzmi czy tak jak chce KK chcemy odmówić zgwałconej kobiecie prawa do pigułki "24h/po" i chcemy pomagać spermie gwałciciela bardziej niż ofierze? Czy za człowieka mamy już nawet wędrujący plemnik? lub ciut mniej radykalnie uważamy za człowieka organizm pozbawiony mózgu? I czy zamierzamy karać więzieniem brak heroizmu, czyli sytuację w której wybieramy życie własne przed życiem formułującego się płodu. No i czy kobiety które poroniły zamierzamy nękać przesłuchaniami i straszyć wiezieniem, bo a nuż swoją "lekkomyślnością" przyczyniły się do poronienia? Ostatecznie, czy zgadzamy się by prawo w Polsce stanowił KK? Tu nie ma mowy o neutralności wobec najnowszej próby uczynienia z Polski "kato-szariatu".

Nie wyszłam w niedzielę z kościoła, ponieważ: a) byłabym jedną z dwóch kobiet,które wyszły z mszy, b) zrobiłabym przykrość mojemu proboszczowi, wykształconemu, mądremu człowiekowi, który czytał ten feralny list jakby ze wstydem, c) byłam ciekawa, jak go skomentuje. Otóż komentarz był oczywisty w ustach księdza: aborcja znaczy tyle, co zabójstwo, a prawo naturalne zabrania zabijać, wiec prawu naturalnemu należy się podporządkować. Miałam w tym momencie ochote wstać i zacząć dyskusję. A moim argumentem byłoby, ze obok prawa naturalnego, które osobiście szanuje, jest jeszcze prawo ziemskie, ludzkie, stanowione, które uwzglednia tzw. interes społeczny. A ten interes powiada, ze nie wszyscy obywatele uznają "prawo naturalne", a nam nie wolno im go narzucać.

Są różne formy powstrzymywania "kato-mułłów" i niekoniecznie należy "karać" tych najmniej zaangażowanych a "wykonujących tylko rozkazy". Co do prawa naturalnego to jest to mega kpina, prawo naturalne to bezwzględna walka o przetrwanie, walka o byt, o pożywienie, o przywództwo w stadzie przy wykorzystaniu najróżniejszych metod, w tym i zabójstwa. Samce stadnych ssaków po przejęciu stada nieraz mordują nie dojrzałe dzieci poprzedników i jest to jak najbardziej zgodne z prawem naturalnym, bo taka jest natura i tak ich ukształtowała ewolucja. Człowiek wyszedł ponad prawo naturalne i stać go na to by był czasem bardziej miłosierny niż natura. Co do terminu zabójstwa, to należy wpierw ustalić czego dotyczy? Czy tylko człowieka? czy też innych organizmów? Zatem wpierw zdefiniujmy pojęcie bycia człowiekiem, a potem mówmy o zabójstwie, a nie przyjmujmy fanaberii "mułłów" za pewnik.

Zaiste, pięknie powiedziane, Pani Kalino. W minioną sobotę byłem na manifestacji Razem w Warszawie, i były tam panie deklarujące się jako katoliczki, ale, podobnie jak Pani, czuły potrzebę dania wyrazu swojego sprzeciwu wobec tego rodzaju fundamentalistycznych zapędów. To budzi mój szacunek, tym bardziej, że wymagało to od nich, jak sądzę, dużej odwagi. Śmiem twierdzić, że pozostając w zgodzie z samą sobą, dały świadectwo prawdziwie humanistycznej postawy. A Autorowi artykułu również należy się szacunek, podobnie jak całej Redakcji, bowiem odważnie odcina się od głównego nurtu kk, niestety niezbyt chwalebnego w tym momencie.

Wygląda na to, że broniąc prawa do życia każdego człowieka, również tych pozbawianych życia z uwagi na podejrzenie o chorobę lub przestępstwo jednego z rodziców, św. Jan Paweł II nie reprezentował humanistycznej postawy. Podobnie jak papież Franciszek w swoim przemówieniu do Polaków na Wawelu. Kiedyś humanizm był postawą troski o każdego człowieka, czy dziś to troska o wybranych nawet kosztem życia innych ?

Od pewnego czasu mam obrzydzenie dotyczące działań wyższej hierarchii kościelnej, której poza skandalami zarzucam podejmowanie działań pozornych i faktyczne kierowanie się dość niskimi pobudkami materialnymi. Nie trzeba z resztą dużo – same wypowiedzi tych mędrców wystarczą, żeby przeciętnie myślącego człowieka wprawić w osłupienie. Księża mojej parafii nie są jednak idiotami dlatego czasem, choć z pewnymi wątpliwościami że obecnością w kościele legitymizuję poczynania tych Panów, udaje mi się przestąpić próg kościoła w oczekiwaniu na coś wartościowego. Wczoraj uczestniczyłam w bardzo ładnej i podniosłej uroczystości bierzmowania córki. Wiedziałam o liście – ale wiedzieć a usłyszeć to dwie różne rzeczy – kiedy usłyszałam nawoływanie biskupów poczułam, że nie umiem już być częścią tego całego szamba. Nie mogę pozwolić żeby moja obecność w Kościele była pretekstem do narzucania innym, słusznych być może, ale niezwykle restrykcyjnych norm moralnych – który stosowanie powinno być, w moim przekonaniu, osobistą decyzją zainteresowanych. Zadaniem Kościoła jest prawdziwa pomoc takim ludziom w dobrowolnym podjęciu trudu, a nie wymuszanie czegokolwiek groźbą kary. To nie ma nic wspólnego z nauczaniem Jezusa - to zwykła manipulacja sprawowana przez zawłaszczenie świętości. Nie godzę się na bycie członkiem takiego Kościoła – zgorszenie to jest chyba właściwe słowo. Z tej pięknej uroczystości wyszłam z myślą o apostazji, utopiłam frustrację w alkoholu i długo nie mogłam usnąć – rano spłynęła myśl: nie musisz rezygnować z Kościoła – zmień wyznanie. Poczułam się jak Scarlet O’hara.

Smutne, że do takich wniosków dochodzi ktoś prawdziwie wierzący po wpływem nieprzemyślanych działań "wiedzących najlepiej". Do czego ci faceci oprowadzili.

Podpowiem, jesli moge: hierarchowie Kościoła, to jeszcze nie Kosciół Chrystusowy. Proponuje, aby na ten Kosciół Chrystusowy nie gniewać sie z powodu głupoty i zachłannosci kleru

Szanowna kalino 16. Zgadzam się z Panią w wielu zdaniach, ale przy tej okazji nie mogę. Te weekendowe wydarzenia to nie są sprawy wiary czy też niewiary. To jest brutalne narzucanie swojego zdania i swoich ocen ludziom którzy nie do końca mogą się z nimi zgodzić. mają wręcz odmienne zdanie. Sprowadzanie sprawy do poparcia dla Kościoła jest błędem. Nikt przecież nie nawołuje do występowania z Kościoła. Ludzie obruszyli się sposobem wyrażenia woli przez gremium które ma olbrzymie wpływy w Polsce i potrafi z tego korzystać. Co dokładnie widać. Gremium to podpiera się Kościołem o którym piszesz kalino 16. Według mnie nie jest to do końca uczciwe. Ale to jest moje zdanie. Nie musisz się z nim zgadzać, ale, proszę, nie udowadniaj mi, że tylko Twoje zdanie jest jedynie słuszne. Tak jak to robią gremia o których pisałem wcześniej.

Zgadzam się z Panem całkowicie. Zaapelowałam jedynie do pani Kolorek79, aby nie gniewała się z tego powodu na Pana Boga, bo On nie jest winien głupoty i pazerności naszych hierarchów. A może jest winien i doswiadcza nas jak Hioba, kto to wie...:))) Jeszcze raz powtórzę to, co rzekł któryś z mądrzejszych hierarchów (Benedykt XVI?): jest Kosciół widzialny, który błądzi, bo składa się z ludzi, i Kościół niewidzialny, Chrystusowy. Osobiście jestem zwiazana z tym drugim.

Cieszę się takim zdaniem. Co do obruszania się na Kościół to proszę przypomnieć sobie sprawę dzieci narodzonych z in vitro i pewnego geniusza w sutannie udowadniającego, że mają one "bruzdę dotykową" i w ogóle to są do niczego. Wtedy odezwałą się dziewczyna - pierwsze dziecko urodzone z in vitro w Polsce. dziewczyna ta miała bardzo słuszny żal do tego geniusza w sutannie i w ogóle do hierarchów o to, że takie bzdury wygaduje ich przedstawiciel. Po jej stronie stanął tylko ksiądz Lemański prosząc ją o cierpliwość i używając mniej więcej takich argumentów jak Ty kalino 16. Czym to się skończyło to wiemy doskonale. Lemańskiego oficjalnie już nie ma , a dziewczyna wystąpiła z kościoła. O ile dobrze pamiętam to Rodzice jej lub jedno z Rodziców przeszło na protestantyzm. Jeśli nasi "biskupi" tak sobie wyobrażają przyciąganie do Kościoła wahających się, to niech Bóg ma w opiece ten nasz Polski Kościół.

Nazwisko pana Lemańskiego powoduje, ze nóż mi się w kieszeni otwiera. To bardzo niemadra i chyba zła osoba, a jej akcja wspierana przez pozbawionych wyobraźni dziennikarzy lewicowych mocno przyczyniła się do przechylenia niewyrobionych wyborców na prawo. Co oczywiście nie znaczy, ze nie zdarzało mu się od czasu do czasu powiedzieć czegos rozsądnego. Rodzice dziewczyny z in vitro sa zaś przykładem niezrozumienia, co to wiara, religia i Kosciół. Trudno wspierać i chwalić kogoś, kto głupiego księdza (zapewne z jakąś bruzda:)))uważa za osobę reprezentujaca Pana Boga i Kosciół

Jeśli nawet nie jedynymi, o czym nie wiem, chyba jednak zna Pani przykłady duchownych odznaczających się nie tylko przyzwoitością wobec osób, które ze swoim poczeciem i narodzeniem nie miały nic wspólnego, ale wręcz głęboka madroscią. Uogólnianie nigdy nie przynosi dobrych efektow

Co faktycznie powiedział ks. Longchamp de Berier o dzieciach z in vitro. http://info.wiara.pl/doc/1468502.Co-powiedzial-ks-de-Berier Na pewno nie to że są do niczego, jedynie że mają częściej niż poczęte w naturalny sposób wady genetyczne, mówi o tym wielu lekarzy i genetyków. Paradoksalne, że właśnie kompromisowa ustawa aborcyjna uznaje dzieci z wadami genetycznymi za "do niczego" bo pozwala je zabijać. A ten nietolerancyjny Kościół mówi o tym, żeby je uszanować i ich życie chronić.

To jest dramat polegający na niemożności przyznawania się do wyznawanych wartości z powodu obawy, że ta moja przynależność będzie legitymizowała świństwa i służyła za pretekst do narzucania ludziom skrajnie wyśrubowanych norm moralnych - tym razem przy pomocy kodeksu karnego. Na Boga się nie obrażam - chodzi o wiarę w Kościół. Chodzi też o to co Kościół nazywa świadectwem - jeśli będę manifestować przynależność do Kościoła poprzez sam udział we mszy (nie godząc się z jego stanowiskiem w kwestiach zmiany prawa i ingerencji w Państwo) mogę mimo to utwierdzić innych w przekonaniu że popieram stanowisko Kościoła w całej rozciągłości i niechcący pociągnąć ich w tą stronę - skoro Pani.A.taka wykształcona i z tytułami to ja też - jak mam zatem zamanifestować swój sprzeciw wobec polityki hierarchów jak nie obraniem innego miejsca modlitwy niż Kościół? Chodzi też o przełożenie mojej przynależności do Kościoła na niesamodzielność polityków i radnych, którzy - widząc procent wyborców będących wiernymi- tracą samodzielność myślenia w kwestiach społecznych, majątkowych, ideologicznych i gną się w ukłonach przed kolejnymi roszczeniami. Ja się czuję za to wszystko współwinna.

"KKK 862 "Jak więc trwa misja (munus) powierzona przez Pana indywidualnie Piotrowi, pierwszemu z Apostołów, i ma być przekazywana jego następcom, tak trwa apostolska misja pasterzowania w Kościele, aby była nieprzerwanie sprawowana przez święty stan biskupów". Dlatego Kościół naucza, że "biskupi z ustanowienia Bożego stali się następcami Apostołów jako pasterze Kościoła; kto więc ich słucha, słucha Chrystusa, a kto nimi gardzi, gardzi Chrystusem i Tym, który posłał Chrystusa" (Sobór Watykański II, konst. Lumen gentium, 20)." i jeszcze: "KKK 861 Aby powierzona im misja była kontynuowana po ich śmierci, bezpośrednim swoim współpracownikom przekazali, jak w testamencie, zadanie prowadzenia dalej i umacniania rozpoczętego przez siebie dzieła, zalecając im czuwanie nad całą trzodą, w której Duch Święty ich umieścił, aby byli pasterzami Kościoła Bożego. Ustanowili więc takich mężów, a następnie zarządzili, aby gdy tamci umrą, posługiwanie ich przejęli inni doświadczeni mężowie" - "ich" czyli biskupów bo podtytuł to "Biskupi - następcy Apostołów" reasumując sprzeciwiając się biskupom sprzeciwiasz się "Duchowi świętemu", czy sprzeciwiać się nie jest równoważne z "bluźnieniem"? a wiadomo, że kto "bluźni Duchowi św" temu ani Faustyna nie pomoże. Reasumując jaki jest KK każdy widzi i poznać może, wystarczy, że obowiązujący Katechizm Kościoła Katolickiego sobie uważnie poczyta.

No cóż, KK był, jest i będzie znakiem sprzeciwu dla świata. Dokładnie tak, jak zostało to stwierdzone już przez Autorów NT.

Księża, a zwłaszcza członkowie episkopatu są umiłowani przez świat. Cieszą się znacznie przekraczający średnią statusem materialnym i są uprzywilejowani, i prawnie, i społecznie. Kochają świat, a świat kocha ich.

Pan Jezus zawsze odwoływał się do wolności człowieka, do jego wolnych wyborów.Przeciwstawiał się kapłanom i uczonym w piśmie, którzy sprawowanie władzy religijnej nad narodem identyfikowali z totalną kontrolą, manipulując religijnym prawem [stąd niesprawiedliwy wyrok wydany na Pana Jezusa] i wykluczając ze społeczności wiernych wszystkich nieprzystających do ich moralno-prawnych wzorców, nie okazując im współczucia ani zrozumienia.Nie chcę należeć do Kościoła policyjnego, w którym podlegam totalitarnej władzy duchowieństwa. Kościół ma się upominać o prawa najsłabszych [np. dzieci nienarodzonych],ale nie może podporządkować sobie wszystkich obywateli, także - niewierzących. Może społeczność Kościoła wsparłaby skuteczniej rodziny z dziećmi niepełnosprawnymi zamiast grozić wiecznym potępieniem zwolennikom obowiązującego dotychczas prawa? To niemoralne wywierać nacisk na prawicowy rząd, który właśnie teraz boryka się z wieloma problemami. Czy to jest temat zastępczy dla polskich hierarchów, którzy nie posiadają żadnej wizji rozwoju polskiego Kościoła, bo wszystkie ich działania skupiają się na świętowaniu kolejnych rocznic związanych z osobą św. Jana Pawła II. W odczuciu wielu wiernych to działania typowo populistyczne. Pamiętam PRL, pamiętam nadużycia władzy komunistycznej, SB, i ze smutkiem stwierdzam, że wielu naszych hierarchów i duchownych zostało ukształtowanych przez te antychrześcijańskie formacje . Jeszcze jeden dowód? Mój proboszcz w podkrakowskiej parafii wykorzystuje monitoring w kościele, by gromadzić informacje i prześladować niektórych parafian.

Za pozwoleniem. Ten "prawicowy" rząd wcale nie ukrywał że ma zamiar zaostrzyć ustawę o której mowa. Tak, że , według mnie, za bardzo na niego biskupi naciskać nie muszą. A problemy które ten właśnie rząd w tej chwili przerabia wzięły się z pazerności partii rządzącej, jej kłamliwych obietnic ponad wytrzymałość budżetu oraz z chęci zawłaszczenia wszystkich dziedzin życia społeczeństwa. To spotyka się ze zrozumiałym oporem społeczeństwa jak i tej części świata której demokracja jest miła.

PO postępowała podobnie, z tym, że pod płaszczykiem obrony demokracji i pro-europejskości dbała wyłącznie o swoje partykularne interesy, zostawiając po swoich rządach potworny bałagan. Dlatego sekunduję prawicy. Pewnie popełni sporo błędów porządkując państwo [które miało być , wg PO, państwem na niby], ale będzie - wierzę- przestrzegać pewnych standardów etycznych. PO też zawłaszczało wszystkie ważne dziedziny życia społeczeństwa, tylko wtedy nikt przeciwko tym działaniom nie protestował. Pewnie nie wierzył w "demokratyczne mechanizmy" państwa, w którym prym wiedli kolesie i postkomuna.

Nowa władza już przestrzega "standardów etycznych". Oczywiście SWOICH standardów i na SWÓJ oryginalny i niespotykany w cywilizowanej Europie sposób. Życzę Panu dalszego dobrego samopoczucia, szkoda ze kosztem nas i Polski

Proszę sięgnąć do źródeł, Kassjusz (m.in. Biblia). Pan Jezus nie odwoływał się "zawsze do wolnych wyborów człowieka" - kazał nie odrzucać tradycji (Mt 23:3), krzyżować własne pożądliwości, i wprost mówił o tym, co spotka tych wszystkich, którzy sobie samowolnie żyją jak chcą. Wolny wybór człowieka i jego skutki to masz opisany w Genesis. A z Kościoła możesz się wypisać w dowolnej chwili.

czekam na jutrzejszy edytorial księdza Bonieckiego. Nie dlatego, że nie wiem co napisze, ale dlatego, że wiem.

globalne rozpowszechniania się postaw irracjonalnych(znamienne są tu opinie ks.prof. Hellera), jako skutek wpływu specyficznych nurtów ideowych, określanych obecnie(w pewnym skrócie myślowym)"lewacką ideologią". Ofiarami tej (dość zakamuflowanej) indokrynacji, są przede wszystkim kobiety, w samej istocie swej kobiecości-matki dającej nowe życie. W demagogicznej retoryce "wolności" i "samospełnienia", degraduje się wartość żony i matki jako "kury domowej", rezygnującej z "samorozwoju". Na to miejsce preferuje się opcję komercyjnego spełnienia, także przy użyciu własnej seksulaności, traktowanej jako przedmiot "handlu" w grze o karierę. Na przeszkodzie tej "wolności" stoi "bachor", jako naturalne następstwo aktywności seksualnej kobiety. Stąd równolegle, w ramach owego lewackiego nurtu, prowadzi się promocję antykoncepcji,a w razie "wypadku przy pracy"-także aborcji. Promowanie takiej postawy wyklucza głębszą refleksję intelektualną i moralną-stąd preferencja postaw irracjonalnych-szczególnie wśród młodego pokolenia. Znamiennym jest fakt, że "wolna miłość" domaga się także wolnego dostępu do narkotyków, no i prawa do aborcji. "Żyj szybko, kochaj(?)mocno, umieraj młodo"-to hasło powielano w ramach propagowania "nowej wolności": żyj, kochaj i umieraj bezpotomnie-kobieta jako matka, jest tu niepotrzebna; tylko gender-towarzyszka do wspólnej zabawy, także seksualnej. Ale czy paragrafami prawa karnego można odwrócić skutki duchowego spustoszenia we współczesnym świecie?

Oprócz zarysowanych skrajności jest spory obszar nie związany z takimi opisanymi postawami (lewackość vs kato-szariat). Katolicyzm (a być może i całe chrześcijaństwo) nawet ten "najbardziej oświecony" nie potrafi mentalnie przeskoczyć balastu manicheizmu i widzi zawsze seks jako coś obarczonego grzechem, a jedyne usprawiedliwienie tego grzechu szuka w potencjalnej możliwości powstania nowego życia. Takie ujęcie seksu jest bardzo zwierzęce, to zezwierzęcenie seksu. Seks jest doznaniem cielesno-duchowym i spełnia bardzo rozmaite funkcje wynikające z faktu, że świadomość człowieka osiągnęła stan wyższy niż świadomość tego co pojmujemy jako zwierzęcą. Zatem zmuszanie by za moralny uchodził tylko seks mający potencjalnie możliwość prokreacji jest totalitaryzmem porównywalnym do "lewackich fanaberii". Znamiennym jest, że "kato-szariat" ogranicza dostęp do antykoncepcji (pigułki 24h/po lada dzień znowu będą tylko na recepty). Problemem jest moim zdaniem próba ideologizowania ludzkiego życia i próba manipulacji ludzką świadomością przez różne grupy wpływów w których to głos rozsądku po prostu przestaje mieć znaczenie. Nie zgadzam się z tezą którą wydaje się pan lansować, że traktowanie seksu w sposób inny niż prokreacyjny jest "spustoszeniem duchowym". Co do samej aborcji, to gdyby ludzie wyszli w kwestii zachowań seksualnych i technologi temu towarzyszącej poza przyzwyczajenia wszczepione im przez "tradycyjne katolickie wychowanie" to aborcja byłaby znikomym marginesem, takie jest moje zdanie. Oczywiście ta technologia powinna być dostępna, a nie, że kobieta czeka w kolejce do ginekologa a potem się okazuje, że natrafiła na przedstawiciela "klasy religijnie wyższej i pełnej cnót" i przez wzgląd na "wartości religijne" jej nic nie przepisze.

..."kolorek79": posłużyłem się pewnymi skrótami myślowymi. Ale mam i uwagi co pewnych Twoich tez: "...w potencjalnej możliwości powstania nowego życia. Takie ujęcie seksu jest bardzo zwierzęce, to zezwierzęcenie seksu. Seks jest doznaniem cielesno-duchowym i spełnia bardzo rozmaite funkcje wynikające z faktu, że świadomość człowieka osiągnęła stan wyższy niż świadomość tego co pojmujemy jako zwierzęcą. Zatem zmuszanie by za moralny uchodził tylko seks mający potencjalnie możliwość prokreacji jest totalitaryzmem..."-bingo! Ale: "...Katolicyzm (a być może i całe chrześcijaństwo) nawet ten "najbardziej oświecony" nie potrafi mentalnie przeskoczyć balastu manicheizmu i widzi zawsze seks jako coś obarczonego grzechem, a jedyne usprawiedliwienie tego grzechu szuka w potencjalnej możliwości powstania nowego życia..."-skucha. Poczytaj proszę HM "Wyznania" Św.Augustyna-dość kochliwego meżczyzny, który manichenizm negujący ludzką cielesność, nazwał "trucizną dla duszy". I jeszcze powiedział coś bardzo libertyńsko dalekiego od kato-szariatu: "masz kochać, poza tym wszystko ci wolno". Św. Augustyn jest Ojcem Kościoła(nie tylko jako rzymskokatolickiej instytucji), a nie abp. Michalik, czy inny ojciec-imperator.

Proponuję sięgnąć do Augustyna, a nie demagogicznie podpierać się wyrwanym z kontekstu zdaniem, bo się Augustyn w grobie przewraca jak słyszy "wszystko ci wolno"!

...obraca się w grobie jak jakiś świder-toż to najczęściej powtarzana sentencja z jego nauk

"W demagogicznej retoryce "wolności" i "samospełnienia", degraduje się wartość żony i matki jako "kury domowej", rezygnującej z "samorozwoju". Na to miejsce preferuje się opcję komercyjnego spełnienia, także przy użyciu własnej seksulaności, traktowanej jako przedmiot "handlu" w grze o karierę." Zmartwie Pana, ale rola "kury domowej" nie jest żadna wartoscią i ani nie zaakceptuje jej normalna psychicznie i emocjonalnie kobieta, ani mężczyzna, któremu w dzisiejszych trudnych czasach jest potrzebna kompetentna partnerka i współpracownica, a nie służąca. Nie mówię tu o sadystach psychicznych i społecznych z niska samooceną, bo tacy tez się trafiają, ale to przypadek dla psychiatry. Natomiast alternatywa dla owej "kury" przecież nie jest zjawisko, które Pan zaczerpnął z kolorowej prasy brukowej, a nie z zycia, którego Pan najzwyczajniej nie zna i nie rozumie. Nikt tu nie chce "życ szybko", ani tym bardziej umierać mlodo. Życie ludzkie dziś, w tym tez zycie kobiet wydłuza się, a w ciągu lat nam danych zamierzamy życ w sposób wartościowy, czyli pracować efektywnie, cos osiągnąć, coś pozostawić po sobie, aby nasze rodziny mogły być z nas dumne. Kochamy swoje dzieci i chcemy dla nich dobrego zycia, w zdrowiu i dostatku, a nie wegetacji z powodu choroby i nedzy. Chcemy, aby nasze rodziny były szczęśliwe. Czy jest Pan w stanie sobie wyobrazić prawdziwe szczęście rodzinne?

...doswiadczenia życiowego, by na Forum powaznego czasopisma pisać to, co jest treścią moich własnych przemyśleń-na "kolorowe czasopisma" ani nie mam czasu, ani nawet pieniędzy w preferencji innych wydatków. Zaś co do problemu partnerstwa w relacji mężczyzny i kobiety, smuci mnie jedynie brak doceniania macierzyństwa kobiety, jako niezwykłego daru i przywileju realizowania dobra. Smuci mnie też to, że jako mężczyzna muszę ten przywilej kobiety czymś nadrabiać, by być jej godnym. Widać nie jestem godny kobiety jako samotny (multi)rozwodnik.

Przepraszam za moje złosliwosci. Wyobraziłam sobie Pana jako bardzo młodego człowieka ze środowiska "oazowego":)))

Cy ten Pana żal z powodu powszechnego niedocenienia macierzyństwa kobiety jako daru i przywileju sięga tak głęboko aby zapłacić swoim byłym Westalkom (multi)alimenty wynagradzające im lata wiekopomnej roli kury domowej (odbijające się wydatnie na wysokości wszelkich późniejszych zarobków i świadczeń) - czy też apogeum tego żalu minęło wraz z refleksją natury filozoficzno-teoretycznej?

to przez grzeczność poczynię dalsze wyznania (w nadziei że że posłużą dobrej sprawie jak chocby wyznania św. Augustyna). Alimenty to płaciłem tylko na swoje dzieci ich matce, zaś inną "westalkę" próbowałem, także pieniedzmi, wyciagnąć z jej uwikłań w seksbiznes. Po paru latach swoistych zmagań "na fanty" z dawnymi jej sponsorami, dałem spokój-wlaśnie ze względu na priorytet potrzeb dzieci. Macho z kasą traktujacy kobietę jak przedmiot-zabawkę, okazał się w tym wypadku lepszy, jak frajer, co wierzy w możliwość poprawy, lojalność i wierność. Widzę jednak z perspektywy tych paru ładnych lat, że "hojni wujkowie" są pilniej poszukiwani przez współczesne "galerianki"(nawet te dość podstarzałe), jak "faceci na stałe", w roli męża i ojca dzieci. Trudno też się dziwić takim preferencjom, bo z wiecznych Piotrusiów Panów(a ci chyba dominują w męskiej populacji) nie będzie raczej większego pożytku jako filar rodziny. No i ta "duża kasa", która daje poczucie wolności i kontroli nad własnym życiem-raczej złudne. "Nie można służyć jednocześnie Bogu i mamonie..."

Teraz lepiej rozumiem motywy wyznawanej przez Pana filozofii -początkowo odczytałam Pana wpisy zupełnie inaczej. Gloryfikowanie roli kobiety jako kury domowej nadal uważam za mało sensowne, bo z uwagi na niestałość mężczyzn i skłonność do naużywania pozycji jest to projekt wysokiego ryzyka, konsekwencje fiaska którego ponosi zwykle sama kobieta. Natomiast czymś zupełnie innym jest docenienie wartości rodzinnych i mężczyzny, który chciałby wartości te współrealizować – oczywiście jako partnerstwa a nie poddaństwa. Mimo istnienia opisanych przez Pana przypadków, znakomita większość kobiet widzi samorealizację właśnie w połączniu roli żony i matki z rolą wykształconego pracownika i oczekują od mężów partycypowania w obu dziedzinach życia. Na naszych oczach model ojca – żywiciela i matki-opiekunki ulega zmianie na bardziej równościowy i coraz lepiej to wychodzi.

a to słowami:"Mimo istnienia opisanych przez Pana przypadków, znakomita większość kobiet widzi samorealizację właśnie w połączniu roli żony i matki z rolą wykształconego pracownika i oczekują od mężów partycypowania w obu dziedzinach życia. Na naszych oczach model ojca – żywiciela i matki-opiekunki ulega zmianie na bardziej równościowy i coraz lepiej to wychodzi". Budujące słowa. Dzięki

z powodu wyższego wykształcenia, dobrej pracy i niezależności materialnej pozwalającej mi pokazać drzwi ewentualnie - to rozważania czysto hipotetyczne - awanturującemu się małżonkowi. Moje dzieci mają nie tylko ciepłe obiady ale i przykład, że rola kobiety nie kończy się w kuchni. Mam natomiast koleżankę z tradycyjnej katolickiej rodziny która związała się z wspaniałym mężczyzną z równie katolickiej rodziny - który na wieść o jej chęci powrotu do pracy po macierzyńskim - sprawił jej manto - a i tak się chłopina hamował bo obrywała tylko kilka razy do roku. Po wielu latach, po terapiach, po wysłaniu dzieci do szkół, z trudem zdołała wrócić na rynek pracy i mam nadzieję, że będzie wkrótce w stanie uniezależnić się od swojego kata nie tracąc przy tym dzieci.Katolickie wartości nie przeszkadzają jej dzisiaj walczyć głośno o prawa kobiet. Te Pana argumenty o roli kobiety - teoretycznie brzmią pięknie jako filozofia ze świata idei - w realnym świecie zaś nie wytrzymują krytyki, bo nie uwzględniają wszystkich czynników. Władza - każda - ma bowiem to do siebie, że demoralizuje i jeśli nie ma hamulca zewnętrznego sama zwykle się nie hamuje. Dotyczy to tak samo PiS w kontekście TK, jak i ewentualnej władzy męża nad żoną - wszędzie tam gdzie kobieta nie ma choćby skrawka niezależności (czyt. własnych pieniędzy) - nie ma też często na dłuższa metę szacunku męża. Oczywiście w świecie idei mąż powinien szanować żonę, ksiądz żyć skromnie i w celibacie a politycy sprawować władzę ku powszechnej szczęśliwości obywateli - tylko to tak nie działa. Te szczytne idee mędrców płci męskiej o wiekopomnej roli matki i żony były przez lata okupione krwią i łzami kolejnych pokoleń kobiet - zna Pan stary sposób na utrzymanie żony w domu - na zimę bez butów na lato w ciąży - trzeba by jeszcze dodać że po latach brzydka, głupia i bez zębów będzie wdzięczna za ciepły kąt choćby na ganku. Moja niepracująca babcia zasłynęła z twierdzenia ze kobieta musi mieć własne pieniądze, druga zawsze powtarzała, że ja nic nie rozumiem bo ja mam swoje pieniądze. Żadna kobieta w rodzinie nie powiedziała mi nigdy wyjdź za mąż i zajmij się domem i dziećmi. Filozofia fajna rzecz tylko praktyczna jakoś mało.

ale nie we wszystkim. Otóż wierzący małżonkowie składają sobie przysięgę, która nie uzależnia jej dochowania od tego, czy dochowa jej druga strona. Zatem w związkach małżeńskich osób wierzących sytuacja kobiet jest dużo bardziej skomplikowana niż w pozostałych. I aspekt materialnej niezależności małżonków niekoniecznie musi być decydujący. Można więc sądzić, że część kobiet "nie pokazuje drzwi" mężom również z powodów religijnych. Zresztą całkiem realna jest sytuacja odwrotna, gdy mąż jest krzywdzony. Nie wiem dokładnie, jak ruchy feministycznych odnoszą się do problemu przysięgi małżeńskiej, ale z tego co donoszą media wnioskuję, że postrzegana jest raczej jako wada niż zaleta. I pewnie stąd się bierze między innymi negatywna opinia środowiska religijnego o "lewackiej ideologii". Osobiście uważam, że przysięga małżeńska w formule przyjętej w kościele katolickim powinna być fundamentem związku małżeńskiego. Oczywiście nie chodzi tutaj o jakiś formalizm tylko o wzajemne przekonanie małżonków do ekstremalnie dużego zaufania. Serdecznie Panią pozdrawiam. I Męża :)

Myślę, że żony zasadniczo w ogóle nie pokazują facetom drzwi ale sam fakt, że mają taką potencjalną możliwość wynikającą z własnej niezależności czyni tych panów jeszcze bardziej porządnymi. To atawizm nakazujący szanować i respektować silnego. Nie bez znaczenia jest też szacunek wzbudzany przez kobietę światłą stanowiącą towarzyszkę i powierniczkę, a nie tyko służącą. Co do sakramentu małżeństwa – chciałabym żeby on wiele zmieniał ale niekoniecznie te zmiany dostrzegam. Pan pisze o wzniosłych ideałach, a ja myślę o mężach klientek Niebieskiej Linii, którzy przysięgę małżeńską rozumieją raczej jako „..., wikt i opierunek” mówiąc do żony: „przysięgałaś to teraz daj”( autentyczna wypowiedź). Za przysięgą powinien iść rozwój duchowy małżonków, ale mamy to co jest. Feministki faktycznie lekceważą rolę sakramentu i opowiadają się przeciwko Kościołowi bo jego postawa przez lata cementowała patriarchat i ogromną niesprawiedliwość wobec kobiet. Pan powinien to lepiej rozumieć niż ja, bo kiedy ja doszłam do lat względnie rozumnych Kościół już otwarcie mówił, że kobieta bita i maltretowana ma pełne prawo ratować siebie i dzieci i odejść od kata. Wcześniej podobno miała nieść swój krzyż do (rychłej) grobowej deski – to pokolenie jeszcze nie odeszło. Kiedy rodziłam pierwsze dziecko znieczulenie było już tylko kwestią finansową nie ideologiczną ale słyszałam, że wcześniej żarliwie odwoływano się do cytatu „w bólach rodzić będziesz”. Ciągle jeszcze (chyba na głębokiej wsi) znajdują się duchowni tłumaczący kobietom, że ich wartość polega na wydawaniu potomstwa, a jeśli przy tym umrą to taka Wola Boża – trzeba być niepiśmiennym albo głęboko upośledzonym, żeby się nie buntować. Oczywiście środowiska te w walce swojej skręcają bardzo daleko – chyba nawet zbyt daleko – ale większość kobiet domaga się jedynie faktycznego poszanowania ich praw zamiast bełkotu o upodmiotowieniu, którego realnym skutkiem jest uprzedmiotowienie kobiety i obarczenie konsekwencjami. Podjął Pan też ważny wątek przemocy wobec mężczyzn – to część szerszego problemu, z którym mam wrażenie kolejnemu pokoleniu przyjdzie się ostro zmierzyć. Również pozdrawiam.

...choć z konieczności używania przeze mnie skrótów myślowych, być może że nie do końca Pan zrozumiał, o co mi chodzi. Może wychodzić, że próbuję tu w sposób cokolwiek arbitralny narzucać poglądy oparte na idealistycznej wizji rzeczywistość. To tak nie jest do końca. Nie miejsce tu, ani ja nie jestem "dziennikarsko" kompetentny, by celnie i w sposób lapidarny przedstawić istotę swojej myśli. Odniosę się tylko do jednej Pańskiej kwestii, co do której zgodziłbym się w pełni: to kwestia władzy nad drugim człowiekiem, krępująca jego samodzielność decyzji i wyborów życiowych. Rzeczywiście: żadna najlepsza intencja nie usprawiedliwia dominacji człowieka nad człowiekiem i autorytarnego monologu-jednostronnego głosu, płynącego tylko "z góry na dół"-to narusza nie tylko godność zniewolonej osoby, ale w rezultacie uniemożliwia prawdziwą dojrzałość ku dobremu. Od takiej niedobrej relacji(a w zasadzie braku relacji, czyli prawdziwej miłości),winno być wolne nie tylko małżeństwo, ale także wspólnota Kościoła. Dlatego politycznie zaangażowany komunikat EP, choć słuszny w istocie sprawy, to w formie raczej chybiony, jako mało "pastoralny"-można to skomentować jako przejaw dość nieudolnego duszpasterstwa. Jednak powtórzę: sam problem kobiet dokonujacych aborcję, jest b. poważny-i egzystencjalnie i społecznie.

...Jej maskulinizację poczynioną moim błędnym zwrotem per "Pan". Popełniłem błąd, ale nie ze złej woli...

Polecam artykuł na portalu Natemat.pl: http://tomaszmachala.natemat.pl/176381,nie-wypisuje-sie-z-kosciola Autor pisze m. in.: "Wierzę, że Kościół jest święty, mimo że nie wszyscy jej członkowie są święci. Wielu jest grzesznych, wielu niemądrych, wielu podłych. Język używany przez wielu biskupów nie jest dla mnie językiem Ewangelii. Wyrażane publicznie przez wielu ludzi Kościoła na stanowiskach poglądy zdają się być bardzo sprzeczne z nauczaniem Jezusa Chrystusa. Ale idąc do kościoła idę na spotkanie z Jezusem. I mogę pomodlić się, aby dał więcej roztropności i świętości następcom apostołów, których wyznaczył do opieki nad owczarnią w 2016 roku."

...że aż chciałoby się dodać na koniec: "amen". Z tym że określenie 2016 roku, wzbogaciłbym o zwrot "Roku Pańskiego"-mały dodatek jednego słowa,a wnosi bardzo wiele treści...

Jak na kogoś, kto jest przekonany o szaleństwie Pana Boga na tle miłości do człowieka, jest Pan zadziwiająco uszczypliwy wobec ludzi z Nim związanych emocjonalnie:)))))

...

Wszyscy dyskutanci są przeciwnikami aborcji, ale....... Jednak niektórzy na liście biskupów suchej nitki nie zostawili. Tak sobie myślę, jak to możliwe, by być przeciwnikiem aborcji i.... być za aborcją!!! Piłat to se przynajmniej ręce umył.........

diagnoza dobra, ale środki zaradzenia problemowi-chybione. Dobrej Nowiny nie głosi się poprzez Ustawy i paragrafy. Ale mówię to jako katolik bardziej "minorycki", jak "biskupi": posłuch u innych i splendor władzy, nigdy mnie kręcił

Proszę sobie wyobrazić, ze być przeciwnikiem aborcji oznacza tylko i wyłącznie - nie dokonywać aborcji własnej ciąży. Dotyczy to oczywiście wyłącznie kobiet, bo mężczyźni mogą sobie być przeciwko aborcji, ale nie mają moralnego prawa ingerować w decyzje kobiet. Zwłaszcza tych, dla których aborcja nie jest zadnym problemem.

Strony

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]