Reklama

Powrót wojny o aborcję

Powrót wojny o aborcję

04.04.2016
Czyta się kilka minut
W ostatnią niedzielę doświadczyliśmy przedsmaku tego, co nas czeka w najbliższym czasie.
Manifestacja przeciw projektowi zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej, Warszawa, 3 kwietnia 2016 r. / ALEKSIEJ WITWICKI / FORUM
G

Gdy w kościołach czytany był komunikat Prezydium Episkopatu, wzywający do uchylenia zawartego w 1993 r. kompromisu aborcyjnego, w największych miastach odbyły się demonstracje zwolenników wyboru. Nie tylko hasła były mocne (pod Sejmem demonstrowano pod transparentem „Nie dla torturowania kobiet”), także działania się zradykalizowały: w warszawskim kościele św. Anny doszło do zakłócenia mszy – odczytywanie komunikatu przerwała jedna z działaczek feministycznych.

Rozpętanie tej wojny zawdzięczamy Fundacji Pro – Prawo do Życia, znanej z organizowania w miejscach publicznych wystaw przedstawiających zdjęcia zmasakrowanych płodów. Fundacja kolejny raz zgłosiła do Sejmu obywatelski projekt nowelizacji całkowicie zakazującej aborcji. Pomysł zyskał poparcie Prezydium Episkopatu (mimo zakulisowych działań Jarosława Kaczyńskiego, który miał abp. Stanisława Gądeckiego przekonywać, że odgrzewanie problemu aborcji nie jest w tej chwili korzystne dla PiS), które wezwało do „pełnej prawnej ochrony życia nienarodzonych”.

Trudno się oprzeć wrażeniu, że puszka Pandory została otwarta. Przystawione do muru przez biskupów Prawo i Sprawiedliwość będzie musiało zaostrzyć ustawę antyaborcyjną. Za kilka lat, gdy władzę przejmą ugrupowania lewicowe, wajcha się odwróci – i być może nie będzie dotyczyła tylko tej ustawy. Właśnie żegnamy kompromis, który funkcjonował 23 lata – także z poparciem nieżyjącego już prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

Nie znaczy to, że ten kompromis był bez wad. Niepokojący jest zwłaszcza gwałtowny wzrost liczby aborcji dzieci upośledzonych. W 2002 r. było ich zaledwie 82. W 2014 r. – już 921. W ciągu roku – z 2013 na 2014 – liczba takich zabiegów wzrosła o 203 i ta tendencja dzięki rozpowszechnieniu badań prenatalnych będzie się utrzymywać. Słusznie organizacje pro-life alarmują, że rodzi się coraz mniej dzieci np. z zespołem Downa. Ten punkt obecnej ustawy nadawał się do korekty, ale na pewno nie w tak gwałtowny politycznie sposób.

Jest szaleństwem penalizować aborcję w przypadku ciąży zagrażającej życiu matki. Lekarz, by móc w takich sytuacjach ratować przynajmniej matkę, musi wiedzieć, że nie będzie pociągany do odpowiedzialności karnej. Fundacja Pro zaklina rzeczywistość, udając, że do takich dramatycznych sytuacji nie dochodzi. Tymczasem co setna ciąża jest ciążą pozamaciczną – jeśli zarodek zagnieździ się w jajowodzie, może dojść do jego pęknięcia, a to zagraża życiu matki. Zwykłą procedurą jest farmakologiczne albo chirurgiczne usunięcie zarodka. Być może już niedługo lekarze będą skazani tylko na ryzykowne dla kobiety „postępowanie wyczekujące”.

Natomiast przypadki aborcji ciąży z gwałtu nie są społecznym problemem. W 2014 r. dokonano ich zaledwie dwóch, a bywały lata, że ciąż z gwałtu w ogóle nie rejestrowano. Oczywiście: dziecko poczęte z gwałtu jest niewinne. Nie zmienia to faktu, że taka ciąża stanowi zagrożenie dla psychicznego życia kobiety i jest źródłem trudnego do wyobrażenia cierpienia. Przypomnijmy niedawną wypowiedź Józefy Hennelowej z wywiadu dla „Gazety Wyborczej”: „Żaden mężczyzna nie wie, co to znaczy nosić w sobie dziecko. Nawet ślepy ma większe pojęcie o kolorach. Żądanie od kobiety, żeby nosiła w sobie dziecko z gwałtu, jest czymś nie do wyobrażenia. Niech ten grzech idzie na konto sprawcy”.

Zdumiewające, że to głównie mężczyźni domagają się nowelizacji ustawy w tym punkcie (szef Fundacji Pro, prezesi głównych organizacji pro-life, biskupi). Jako mężczyzna chciałbym więc zaapelować: usłyszcie głos kobiet. ©℗


CZYTAJ TAKŻE:

Autor artykułu

Kierownik działu Wiara w „Tygodniku Powszechnym”. Ur. 1966 r., absolwent Wydziału Mechanicznego AGH, studiował filozofię na Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie i teologię w Kolegium...

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]