Nie czekamy na koniec świata, ale na dalsze jego istnienie

Bóg nie potrzebuje przychodzić, gdyż nigdy nigdzie nie odszedł. On zna tylko jedną formę czasownika „być” – Jestem. Jeśli ktoś do kogoś ma przychodzić, z kimś się jednać, to my z Bogiem, a nie On z nami.
Czyta się kilka minut
O. Wacław Oszajca SJ // Fot. Grażyna Makara
O. Wacław Oszajca SJ // Fot. Grażyna Makara

Kłopoty z powtórnym przyjściem Jezusa na świat mamy od czasów apostolskich. W Ewangelii Łukasza Jezus mówi, że „nie przeminie to pokolenie, aż się to stanie”, ale się nie stawało. Piotr Apostoł: „Kochani (...), przede wszystkim wiedzcie, że w dniach ostatecznych pojawią się szydercy, zainteresowani zaspokajaniem własnych zachcianek. Będą oni drwić: No i co z obietnicą Jego przyjścia?! Jakoś, odkąd zasnęli ojcowie, wszystko trwa tak, jak od początku stworzenia (...). To jedno, kochani, miejcie na uwadze: U Pana jeden dzień jest jak tysiąc lat i tysiąc lat jak jeden dzień. Pan nie zwleka z dotrzymaniem obietnicy, choć niektórzy uważają, że zwleka. Tymczasem On po prostu okazuje cierpliwość względem was. On nie chce, aby ktoś zginął. Przeciwnie, chce, aby wszyscy się opamiętali”. 

Jak widać, niełatwo przyszło naszym praojcom pogodzić się z tym, że muszą żyć dalej na takim świecie, jaki jest, i że przyjście Jezusa niekoniecznie odbędzie się zgodnie ze scenariuszem pisanym przez apokaliptycznych proroków. Przeciwnie, ten dzień musi być dniem nie smutku, ale radości. To dlatego w każdej mszy ogłaszamy, że „oczekujemy przyjścia naszego Pana”, a nawet staramy się ten dzień przyśpieszyć. Wierząc w niczym nieuwarunkowaną miłość Boga, zgodnie z obietnicą, „oczekujemy nowego nieba i nowej ziemi, w których na stałe zamieszka sprawiedliwość”. Nie czekamy więc na żaden koniec świata, ale dalsze jego istnienie.

Nie ma więc już na co czekać, szkoda czasu. Bóg nie potrzebuje przychodzić, gdyż nigdy nigdzie nie odszedł. On zna tylko jedną formę czasownika być – Jestem. Jeśli ktoś do kogoś ma przychodzić, z kimś się jednać, to my z Bogiem, a nie On z nami, gdyż On się „gniewem nie unosi”, ani złego nie pamięta. Nie musi nam niczego wybaczać, bo to my się na Niego gniewamy, a nie On na nas. Rzecz w tym, żeby umieć to dostrzec w tym, co tu i teraz się dzieje.

Jest rok 2018, ostatni dzień pobytu papieża Franciszka w Chile. Franciszek leci z Santiago do Iquique. Podchodzą do niego stewardzi Paula i Carlos, i proszą o błogosławieństwo. Na pytanie papieża, czy są małżeństwem, odpowiadają, że tak, ale tylko cywilnym. Franciszek bez wahania proponuje im ślub kościelny i żartując, pyta Carlosa: „Jesteś pewien?”. Ten odpowiada: „Tak! Weźmy ślub!”. Tak też wygląda przychodzenie Boga. 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 48/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Permanentny koniec świata