PiS wycofał z Sejmu projekt ustawy tworzącej radę ds. bezpieczeństwa strategicznego. Miała ona decydować o losach szefów najważniejszych polskich spółek: Orlenu, Gaz-Systemu, Polskich Sieci Elektroenergetycznych, PERN-u i Polfy Tarchomin. Powoływano by ją na sześcioletnie kadencje, co umożliwiłoby PiS kontrolę nad potężnymi firmami, nawet gdyby w przyszłorocznych wyborach partia poniosła klęskę.
Projekt złożony został jako poselski, by uniknąć konsultacji publicznych i szybko przepchnąć go przez Sejm, bez szumu i zbyt wielu ekspertyz prawnych. A byłyby one zapewne miażdżące, gdyż uzasadnienie projektu jest kuriozalne. Nowe prawo miało rzekomo chronić spółki Skarbu Państwa „przed negatywnymi następstwami utraty ciągłości sprawowania funkcji nadzorczych i zarządczych”, co eksperci zrozumieli jako: „nawet jeśli zmieni się rząd, stołki dla kolegów zostaną, a tym samym źródło pieniędzy dla partii i zaprzyjaźnionych mediów”.
W ubiegłym tygodniu doszło do nagłego zwrotu w sprawie. Rzecznik PiS Radosław Fogiel poinformował o rezygnacji z projektu z uwagi na „wątpliwości natury konstytucyjnej”. Decyzję podjął rzekomo osobiście Jarosław Kaczyński (wcześniej miał zaaprobować ustawę za namową Daniela Obajtka), obawiający się kolejnego hałasu w mediach oraz gniewu we własnej partii, gdzie projekt odebrano jako kapitulację w obliczu wyborów. Prezes bał się również, że takiego kuriozum prawnego nie podpisze Andrzej Duda. ©℗
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.





















