Nepotyzm w Akademii Marynarki Wojennej w Gdyni: powinna służyć obronności zamiast bronić bliskich dziekana przed bezrobociem

MON finansuje studia pedagogiczne i badania religioznawcze w Akademii Marynarki Wojennej. Płaci też za etaty zatrudnionych tam bliskich dziekana. A ten zbiera punkty za publikacje w pismach naukowych, które sam prowadzi.
Czyta się kilka minut
Promocja podchorążych w Akademii Marynarki Wojennej w Gdyni. 1 września 2018 r. // Fot. Łukasz Denarowicz / Forum
Promocja podchorążych w Akademii Marynarki Wojennej w Gdyni. 1 września 2018 r. // Fot. Łukasz Denarowicz / Forum

Dziekan napisał do mnie osobiście. Dzień po tym, jak wysłałam pytania do Ministerstwa Obrony Narodowej, otrzymałam e-mail od Jerzego Kojkoła, szefa wydziału, o który pytałam MON, czyli Wydziału Nauk Humanistycznych i Społecznych Akademii Marynarki Wojennej w Gdyni. Kojkoł pełni tę funkcję od 2008 r. (z czteroletnią przerwą), jest też komandorem oraz doktorem habilitowanym nauk humanistycznych (jednocześnie profesorem AMW) w zakresie filozofii. Napisał, że dotarła do niego wiadomość o moich zainteresowaniach problematyką szkolnictwa wojskowego. Zapewnił, że służy pomocą, polecając przy okazji swój artykuł „Być akademikiem w uczelni wojskowej” („Humaniora. Czasopismo Internetowe” nr 2/2023, 40 punktów na ministerialnej liście czasopism punktowanych).

Nieoficjalnie

„Bycie akademikiem w uczelni wojskowej, czyli nadzorowanej przez ministra obrony narodowej, ma specyficzny smak” – pisze Kojkoł i wyjaśnia, że „próbuje część tego »smaku« przekazać w formie uwag natury teoretyczno-praktycznej”. Autor przyznaje, że „Nie jest to ściśle artykuł dokonujący analiz prawnych, choć właśnie one i uwarunkowania środowiskowe stanowią podstawę tego specyficznego smaku bycia nauczycielem akademickim w uczelni wojskowej. Jest on raczej analizą społeczno-kulturową i prawną przeprowadzaną przez nauczyciela akademickiego służącego i pracującego w uczelni wojskowej od 1990 roku. Nie są to oficjalne poglądy członka kierownictwa AMW”.

Dziekan przytacza zarazem dane GUS, według których w 2021 r. na uczelniach wojskowych studiowało „15 938 studentów, w tym 131 cudzoziemców, 5010 mężczyzn i 10 797 kobiet”. Z danymi GUS zgadza się jednak tylko liczba cudzoziemców. Wszystkich studentów na uczelniach wojskowych było w 2021 r. ponad 16 tys., w tym 4777 kobiet. Niezgodne z danymi GUS są również przytaczane przez Kojkoła liczby dotyczące finansów uczelni nadzorowanych przez MON. W jego artykule czytamy, że „Przychody uczelni wojskowych w 2021 roku wynosiły 858 482,7 zł, a koszty 855 506,9 zł”. Według GUS są to jednak kwoty przychodów (z błędem w ostatniej cyfrze) oraz kosztów szkół wyższych nadzorowanych przez ministra kultury i ochrony dziedzictwa narodowego, a nie – obrony narodowej. W dodatku GUS podaje te liczby „w tys. zł”, co oznacza, że chodzi de facto o miliony, a nie tysiące. Przychodów i kosztów uczelni wojskowych GUS nie przytacza.

Kojkoł ubolewa też w swym artykule, że naukowcom zajmującym się badaniami społecznymi i humanistycznymi „trudno się przebić” na uczelni wojskowej, ponieważ MON preferuje badania techniczne i medyczne. Podkreśla jednak, że mimo trudności takie badania są prowadzone. Ich poziom musi być bardzo wysoki, skoro Federacja Akademii Wojskowych (złożona z AMW w Gdyni i Lotniczej Akademii Wojskowej w Dęblinie) ma w dyscyplinie pedagogika kategorię A, a nauki o bezpieczeństwie – A+, zarezerwowaną dla jednostek wiodących i mających uprawnienia do nadawania stopnia doktora habilitowanego. 

Żołnierz lub pracownik

Z artykułu Kojkoła nie dowiemy się niczego o pikanterii, jakiej dodaje „smakowi” pracy dziekana fakt zatrudniania na wydziale członków własnej rodziny. Zapytany o tę sprawę Kojkoł odpowiada, że mgr Janetta Charuta-Kojkoł nie była jego żoną, gdy zaczynała pracować na AMW, a mgr Oskar Charuta nie jest jego synem. Dziekan nie odpowiada na pytanie, czy Oskar Charuta jest krewnym żony, i zapewnia, że zgodnie z ustawą o szkolnictwie wyższym i nauce zabroniony jest „stosunek bezpośredniej podległości służbowej” między osobami bliskimi, a między nim i jego żoną takiej podległości nie ma (on jest dziekanem, a ona – zastępczynią kierownika Katedry Studiów Edukacyjnych).

Choć uczelnie wojskowe są jednocześnie jednostkami wojskowymi, Kojkoł twierdzi, że nie obowiązują go przepisy ustawy o obronie Ojczyzny, według której w jednostkach wojskowych nie może powstać stosunek (jakiejkolwiek) podległości służbowej między żołnierzami lub pracownikami a osobami bliskimi. Według niego tylko wydzielona część pracowników, żołnierzy, sprzętu i budynków uczelni wojskowej stanowi jednostkę wojskową. Nie wyjaśnia, która to część ani jaka jest podstawa prawna tego podziału. Oskar Charuta natomiast po odpowiedź na pytanie, czy jest krewnym żony dziekana wydziału, na którym pracuje, odsyła mnie do... ministerstwa.

Do MON odsyła mnie również – po krótkiej korespondencji – dziekan Kojkoł, a także rzecznik prasowy Akademii Marynarki Wojennej w Gdyni. Ministerstwo Obrony Narodowej odpowiada na część pytań zadanych AMW, a po odpowiedzi na inne odsyła mnie z powrotem do Akademii. Według MON zakaz podległości służbowej między osobami bliskimi w jednostkach wojskowych (art. 223 ustawy o obronie Ojczyzny) dotyczy tylko żołnierzy zawodowych i „stanowi rodzaj dyrektywy (przesłanki) dla organów wojskowych uprawnionych do wyznaczania tych żołnierzy na stanowiska służbowe, również (...) w uczelniach wojskowych”.

Artykuł ten brzmi jednak: „W jednostkach wojskowych oraz instytucjach, w których pełnią służbę żołnierze zawodowi, nie może powstać stosunek podległości służbowej między żołnierzami lub pracownikami będącymi małżonkami oraz osobami pozostającymi ze sobą we wspólnym pożyciu oraz osobami pozostającymi ze sobą w stosunku pokrewieństwa do drugiego stopnia włącznie lub powinowactwa pierwszego stopnia oraz w stosunku przysposobienia, opieki lub kurateli”. I choć dopisek „lub pracownikami” sugeruje, że przepis dotyczy również cywili, ministerstwo wyjaśnia, że podległość ta nie może powstać w wyniku wyznaczenia żołnierza zawodowego na stanowisko służbowe. Jeśli zatem dziekan wydziału uczelni wojskowej ogłasza konkurs na stanowisko cywilnego nauczyciela akademickiego i jest równocześnie członkiem komisji konkursowej, która spośród dziewięciu kandydatów wybiera osobę o nazwisku żony dziekana (również pracującej na tym wydziale), dla MON wszystko jest w porządku.

Miara niczego

„Od 1 stycznia 2019 r. zarówno studia »mundurowe« jak i »cywilne« są w całości finansowane wyłącznie przez MON (wcześniej, czyli do końca 2018 r. cywili finansowało MNiSW)” – informuje rzeczniczka prasowa Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego. W 2023 r. AMW otrzymała w ramach subwencji na utrzymanie i rozwój potencjału dydaktycznego i badawczego prawie 73,5 mln zł. Ponad 10,2 mln zł przeznaczono na Wydział Nauk Humanistycznych i Społecznych, w tym: studia na kierunku pedagogika przedszkolna i wczesnoszkolna oraz prowadzone przez samego dziekana badania religioznawcze.

Najnowszy artykuł Kojkoła „Religioznawstwo – drogi ku naukowości. Tradycja i nowoczesność. Ludzie, problemy i metody” został opublikowany na łamach „Przeglądu Religioznawczego” (nr 1/2024) i stanowi „pewne uzupełnienie” („a czasami także polemiczną dygresję”) innego opublikowanego w tym numerze artykułu na ten sam temat („Religioznawstwo w poszukiwaniu swojej naukowości” Zbigniewa Drozdowicza). Czasopismo jest wydawane przez Polskie Towarzystwo Religioznawcze, którego prezesem od 2015 r. jest Jerzy Kojkoł. Adresem czasopisma jest równocześnie adres Wydziału Nauk Humanistycznych i Społecznych AMW. Kojkoł jako prezes Towarzystwa wyznaczył Drozdowicza na redaktora naczelnego pisma, a Drozdowicz na swojego zastępcę – Kojkoła. Od 2019 r. za publikację w tym czasopiśmie otrzymuje się 100 punktów.

Tyle samo punktów daje publikacja w czasopiśmie „Colloquium” wydawanym przez WNHiS AMW. Redaktorem naczelnym pisma jest Kojkoł, który ostatnio najczęściej publikuje właśnie w tych dwóch czasopismach, choć nie tylko tam.

„Tematem dzisiejszego wywiadu jest dwudziestowieczna Polska z punktu widzenia współczesnej filozofii. Pierwszym pytaniem, którym się zajmiemy to pytanie o nurty filozoficzne, które najsilniej oddziaływały na polskie życie społeczne w XX wieku, jak Pan sądzi, jakie one są?” [pisownia oryginalna] – tak zaczyna się artykuł „Dwudziestowieczna Polska z punktu widzenia współczesnej filozofii”, opublikowany w czasopiśmie „Alcumena. Pismo Interdyscyplinarne” (nr 1/2023). Tekst, pod którym podpisali się Jerzy Kojkoł i Karolina Kulica, wygląda bardziej jak transkrypcja rozmowy niż dobrze zredagowany, przygotowany do publikacji wywiad, a tym bardziej artykuł naukowy.

Na jedno z pytań („Do jakiej tradycji polskiej myśli politycznej powinniśmy się dzisiaj odwołać?”) dziekan odpowiada: „Ja sądzę, że tutaj mój pogląd jest bardzo pluralistyczny i dostrzegający pluralizm tej polskiej myśli politycznej, ale także dostrzegający to, co uznałem za istotową cechę polskiej myśli filozoficzno-społecznej czy filozofii polityki. A zatem powinniśmy się na pewno odwoływać do wartości uniwersalnych. Obojętnie czy to będą wartości związane z jakąkolwiek religią czy nie. Niewątpliwie powinniśmy odwoływać się do szeroko rozumianego pluralizmu, kulturowego i tak dalej i tego co jest związane z wartościami pluralistycznymi” [pisownia oryginalna].

Tekst ten został opublikowany w recenzowanym czasopiśmie naukowym, które znajdowało się wówczas – choć dopiero powstało – na ministerialnej liście czasopism punktowanych, i przyniósł dziekanowi oraz jego wydziałowi kolejne sto punktów.

„Obecna miara, którą uczelnie będą mierzone, będzie miarą niczego. Tu już Polska nawet nie będzie mistrzem Polski, bo rozgrywki są zupełnie zafałszowane” – powiedział serwisowi prawo.pl dr hab. Emanuel Kulczycki o wprowadzonych przez ministra Przemysława Czarnka zmianach w wykazie czasopism punktowanych [w środowisku naukowym trwają dyskusje, jak uporządkować system ewaluacji naukowców i jednostek naukowych – red.].

Związek emocjonalny

Redaktorem naczelnym pisma „Alcumena” (które po zmianie władzy w ubiegłym roku zostało usunięte z ministerialnej listy czasopism) jest Paweł Kusiak, wówczas doktorant Kojkoła (obecnie doktor) i pracownik WNHiS AMW. Żona dziekana, Janetta Charuta-Kojkoł jest natomiast nie tylko pracownicą tego wydziału, ale również członkinią Rady Pracodawców i Rad Programowych kierunków pedagogika oraz pedagogika przedszkolna i wczesnoszkolna. Jednak Charuta-Kojkoł zasiada w tych radach nie jako pracownica wydziału, lecz jako właścicielka przedszkola Montessori w Redzie.

Zapytałam rzecznika prasowego AMW, w jaki sposób prowadzenie kierunku pedagogika przedszkolna i wczesnoszkolna realizuje zadania uczelni wojskowej. Odpowiedź nadeszła z Wydziału Prasowego MON: „Celem kształcenia na studiach pięcioletnich kierunku pedagogika przedszkolna i wczesnoszkolna jest nie tylko przygotowanie specjalistów na potrzeby aktualnego rynku pracy, ale także jak najpełniejszy rozwój kompetencji obywatelskich i postaw społecznego zaangażowania naszych absolwentów, związanych emocjonalnie z siłami zbrojnymi, realizujących wśród dzieci misję Akademii Marynarki Wojennej wyrażoną jednym z jej celów, jakim jest kształtowanie poczucia patriotyzmu i odpowiedzialności za losy Ojczyzny”.

Zapytałam też, w jaki sposób realizuje zadania uczelni wojskowej prowadzenie na AMW badań w dyscyplinie pedagogika i wydawanie przypisanego m.in. do tej dyscypliny czasopisma „Colloquium”. Według MON czasopismo to wspiera badania w przypisanych do niego czterech dyscyplinach (nie tylko pedagogika, ale też psychologia, nauki o bezpieczeństwie oraz nauki o polityce i administracji). „Badania naukowe realizowane przez kadrę kierunków pedagogicznych dotyczą m.in. ważnych obszarów funkcjonowania Sił Zbrojnych, takich jak: przywództwo i jego konteksty edukacyjne, dobrostan psychiczny żołnierza i zagadnienia rezyliencji, wsparcie psychoedukacyjne żołnierzy i ich rodzin, edukacja w służbach mundurowych, problematyka rekonwersji i wsparcia osób poszkodowanych w misjach poza granicami kraju, wydajność psychokognitywna żołnierza, i in.” – informuje MON.

Sprawdziłam te twierdzenia. Zdecydowana większość artykułów pracowników Katedry Studiów Edukacyjnych WNHiS nie ma żadnego związku z wymienionymi przez MON zagadnieniami. Na przykład najnowszy tekst Janetty Charuty-Kojkoł (napisany razem z kierowniczką katedry, Astrid Męczkowską-Christiansen) nosi tytuł „Mesjanistyczna koncepcja dziecka a edukacja religijna w systemie pedagogicznym Marii Montessori” i został opublikowany na łamach „Przeglądu Religioznawczego” (nr 1 / 2023). 

Cele obronne

„Najwyższa Izba Kontroli ponownie wnioskuje do Ministra Obrony Narodowej oraz do Ministra Finansów o jednoznaczne rozstrzygnięcie, czy wydatki na kształcenie w uczelniach wojskowych studentów i doktorantów, będących osobami cywilnymi, służą celom obronnym Polski i w związku z tym czy powinny być zaliczane do wydatków na obronę narodową” – czytamy w przygotowanej właśnie przez NIK analizie wykonania budżetu państwa i założeń polityki pieniężnej w 2023 r. NIK ocenił wykonanie budżetu w części 29. („Obrona narodowa”) negatywnie i zwrócił uwagę, że środki na kształcenie studentów cywilnych na uczelniach wojskowych (290,5 mln zł) zostały zaliczone do wydatków obronnych wbrew ustawie o szkolnictwie wyższym i nauce. Zgodnie z ustawą minister obrony narodowej jest bowiem dysponentem tych środków, ale nie powinny one być zaliczane do wydatków na cele obronne (na które przeznacza się część budżetu nie niższą niż określony procent PKB).

Wprawdzie przepis, na który powołuje się NIK (art. 460 ust. 10 ustawy o szkolnictwie wyższym i nauce z 2018 r.), odsyła do ustawy, która już nie obowiązuje (ustawa o przebudowie i modernizacji technicznej oraz finansowaniu Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej utraciła moc w 2022 r., gdy weszła w życie ustawa o obronie Ojczyzny), ale pytanie jest jak najbardziej zasadne. Czy studia cywilne na uczelniach wojskowych służą celom obronnym Polski? Czy środki z części budżetu przeznaczonej na finansowanie potrzeb obronnych kraju (od zeszłego roku minimum 3 proc. PKB) powinny być wydawane na kształcenie pracowników przedszkoli i religioznawcze zainteresowania komandora Kojkoła?

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 28/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Dziekan wszystko może