Wschód na tarczy. Co kryje się za rządowym projektem obrony wschodniej granicy

Wyzwaniem dla państwa polskiego nie będzie ufortyfikowanie wschodniej granicy, lecz stworzenie takiego systemu jej obrony, który pogranicznych województw nie zmieni w poligon, a mieszkańców – w obywateli drugiej kategorii.
Czyta się kilka minut
 Zapora na granicy polsko-białoruskiej. Białowieża, 28 maja 2023 r. // Fot. Agnieszka Sadowska / Agencja Wyborcza.pl
Zapora na granicy polsko-białoruskiej. Białowieża, 28 maja 2023 r. // Fot. Agnieszka Sadowska / Agencja Wyborcza.pl

Nie pierwsza to tarcza w najnowszych dziejach Polski, ani nawet nie najdroższa. W 2020 r. na pomoc firmom sparaliżowanym przez lockdown rząd PiS wydał blisko 150 mld zł. Niespełna dwa lata po uruchomieniu tarczy antykryzysowej przyszedł czas na tarczę antyinflacyjną, która kosztowała ok. 19 mld zł. A potem była jeszcze Rządowa Tarcza Solidarnościowa, czyli pakiet rozwiązań mrożących ceny energii dla klientów indywidualnych i podmiotów wrażliwych, na które tylko w 2023 r. przeznaczono ok. 30 mld.

Wieże jak wierzby 

W takim towarzystwie najnowszy projekt wzmocnienia około siedmiuset kilometrów polskiej granicy na odcinkach sąsiadujących z obwodem królewieckim i Białorusią, nazwany oficjalnie Tarczą Wschód, z wyceną na poziomie 10 mld zł wypada wręcz skromnie. Kwota z pewnością jednak urośnie. Zasugerował to zresztą sam szef MON-u Władysław Kosiniak-Kamysz, kiedy podkreślał, że w wymienionych 10 mld zł mieszczą się tylko wydatki materiałowe związane z budową Tarczy Wschód. Nie można oczywiście wykluczyć, że rząd uprawia tu księgową propagandę i po prostu przypisuje nowej pozycji wydatkowej zakupy sprzętowe i infrastrukturalne, które już wcześniej przewidział i zabudżetował w wydatkach na wojsko. Ale i wtedy trudno liczyć na to, że kompleksowe zabezpieczenie granicy, połączone z silnym ufortyfikowaniem jej na odcinku blisko pół tysiąca kilometrów, nie pochłonie więcej pieniędzy, niż zapowiada dziś rząd.

Pierwotny budżet może nie wytrzymać konfrontacji już tylko z jednym elementem tarczy, jakim ma być Taktyczny System Dostępu Bazowego Sił Zbrojnych, czyli rodzaj systemu alarmowego, rozstawionego wzdłuż całej granicy, patrzącego w stronę nieprzewidywalnych sąsiadów, a obsługiwanego zdalnie z zaplecza zbudowanego w głębi Polski. Jeśli system ma być naprawdę szczelny, maszty z nadajnikami radiowymi, kamerami termowizyjnymi, radarami, czujnikami rozpoznania akustycznego oraz urządzeniami zagłuszającymi pracę dronów trzeba będzie rozstawić dostatecznie gęsto, aby zakres ich pola obserwacyjnego nakładał się na siebie. Średni zasięg operacyjny zagłuszarki sygnału dronów na wyposażeniu polskiej armii oscyluje obecnie w okolicy 5 kilometrów. Samo stworzenie elektronicznego systemu nerwowego Tarczy Wschód wymagać będzie zatem budowy około 140 takich stacji. Dla porównania: 524 kilometrów polskiego wybrzeża strzeże obecnie 19 wież tworzących Zautomatyzowany Systemu Radarowego Nadzoru wspomagający pracę Straży Granicznej.

Pas przesłaniania

Polskie wydatki na obronność tylko w tym roku przekroczą 150 mld zł. Pieniędzy nie powinno więc zabraknąć także na projekt, który znacznie przekroczy w realizacji pierwotnie założony budżet – zwłaszcza że jego realizacja ma się rozłożyć na trzy lata. O wiele trudniejszym wyzwaniem związanym z budową Tarczy Wschód będzie skoordynowanie jej istnienia z potrzebami i codziennością lokalnej ludności. Jak zachować dostępność atrakcyjnych turystycznie terenów przygranicznych w sytuacji, gdy co krok stać będzie na nich jakiś obiekt wojskowy? Jak zachęcić do współpracy przy zabagnianiu nieużytków miejscowych rolników, zwłaszcza gdy wcześniej wielu z nich trzeba będzie wywłaszczyć z gruntów pod budowę masztów, schronów czy umocnień? Jak wreszcie współpracować przy budowie tej infrastruktury z samorządowcami, którzy w tej części Polski zwykle pozostają w politycznym sporze z aktualnym obozem władzy – a nastroje wśród wyborców nie muszą bynajmniej nakłaniać ich do zmiany frontu?

Podczas prezentacji założeń Tarczy Wschód szef MON podkreślał, że dzięki inwestycji mieszkańcy pogranicza, żyjący dotąd z granicy, będą teraz żyli z jej obrony. To obraz prawdziwy tylko w połowie. Owszem, po agresji Rosji na Ukrainę w pasie przy obwodzie królewieckim oraz na Podlasiu zamarł mały ruch graniczy i mieszkańcy żyjący tylko z jego obsługi stracili źródło utrzymania. Obydwa regiony są jednak nadal atrakcyjne turystycznie. W woj. podlaskim, jak podaje GUS, w 2022 roku (nowszych danych nie ma) funkcjonowało 250 podmiotów oferujących łącznie 13,6 tys. miejsc noclegowych. W tym okresie odwiedziło je aż 568,9 tys. gości, którzy łącznie skorzystali z ponad 1,28 mln noclegów. W Warmińsko-Mazurskiem 39,2 tys. miejsc noclegowych ugościło w tym czasie 1,2 mln turystów.

Jaki los czeka turystykę w Białowieży czy Gołdapi, gdy za płotem pojawią się zapory przeciwczołgowe? Co z cenami tamtejszych nieruchomości w sytuacji, gdy rząd publikuje projekty ukazujące 50-kilometrowy pas przygraniczny jako jeden wielki pas taktycznego przesłaniania – czyli ziemię skazaną na przemielenie przez artylerię obu potencjalnie walczących stron? Co z mieszkańcami przygranicznych wsi, których trzeba będzie przesiedlić? A jeśli tak, to dokąd? W samym woj. podlaskim w odległości do 50 kilometrów od granicy białoruskiej mieszka około 320 tys. osób. W Warmińsko-Mazurskiem z Obwodem Królewieckim sąsiaduje blisko 430 tysięcy Polaków. Z perspektywy Warszawy czy Wrocławia ich los może się wydawać sprawą drugorzędną w obliczu zagrożenia dla polskiej państwowości. Dla miejscowych Polska, której trzeba bronić, zaczyna się za drzwiami ich domów.

Zielone dla miejscowych

Wiceszef MON Cezary Tomczyk zapowiada, że kwestie ewentualnych odszkodowań za straty ureguluje przygotowywana już ustawa o inwestycjach mających szczególny wpływ na bezpieczeństwo państwa. Rząd zapowiada też rozwiązania, które mają adekwatnie wyceniać świadczenia rzeczowe mieszkańców pasa przygranicznego na rzecz obronności. Nie wiadomo, czy te świadczenia – pojęcie rodem z przepisów czasu wojny – będą dla miejscowych jedynie odpłatne, czy może jednocześnie płatne i obligatoryjne. Z nieoficjalnych wypowiedzi urzędników MON wynika jedynie, że firmy z obszarów przygranicznych mają być traktowane priorytetowo w państwowych przetargach – ma to zachęcić biznes do inwestycji w regionie. Wśród rozważanych rozwiązań są także rządowe dopłaty do polis ubezpieczeniowych oraz kredytów hipotecznych dla osób zameldowanych i stale mieszkających przy granicy.

Co z tego wyjdzie w praktyce? Wcześniejsze doświadczenia każą niestety traktować takie zapowiedzi z dystansem. Kiedy jesienią 2022 roku ówczesne władze ograniczyły prawo wjazdu do terenów przy granicy z Białorusią, osobom oferującym w tej okolicy noclegi miały przysługiwać rekompensaty. Tyle że ustawodawca zawęził grono beneficjentów do podmiotów, które prowadzą osobną księgowość i mają udokumentowane wpływy z turystyki. Na lodzie pozostały setki, jeśli nie tysiące mieszkańców strefy przygranicznej, którzy do tej pory dorabiali sobie wynajmem pokojów we własnych domach. 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 23/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Wschód na tarczy