Nasz wrodzony a szalony optymizm każe nam mniemać, że oto przed nami rok bez kampanii wyborczej. Ale to nie wszystko, mroczny pesymizm nabyty przez lata rozczarowań o różnej etiologii kieruje bowiem nasze myśli ku krakaniom, że oto w Polsce nie ma już takich przerw. A jednak – popatrzmy – rodzaj starczej trzpiotowatości podpowiada nam, że musi być wesoło, że brak kampanii czy jej trwanie nie mają dla tutejszego nastroju zgoła większego znaczenia, że jednak kraj nasz ma w swój prastary korzeń wszczepiony uśmiech. Od ucha do ucha. Może nie być wesoło, ba!, nie może być wesoło, ale będzie. Bo musi. Ten paradoks jest endemiczną cechą tutejszości.
Chemia organiczna, ale i nieorganiczna, fizyka doświadczalna, ale i teoretyczna, każde zdarzenie w Polsce, każdą tutejszą myśl, pomysł, czyn i bezczyn, te wspaniałe królowe nauk przemieniają w serdeczny słoneczny uśmiech. Rozciąga się on na polskim firmamencie od nieistniejących fabryk aut elektrycznych, wytwórni szczepionek, poprzez pszeniczne łany porastające Centralny Port Komunikacyjny, po przeciętą jakby szablą Mierzeję Wiślaną. Tylko cudzoziemiec z bardzo daleka, nierozumiejący wyrazu naszych twarzy, niemający klucza do tutejszego kodu kulturowego i języka ciała, może mniemać, że się czymś troskamy, czymś martwimy, o coś niepokoimy, gniewamy, że coś budzi nasze wątpliwości. „Nic podobnego!” – chciałoby się krzyknąć, ale nie krzyczymy, bo oczywiście każda reguła ma swoje wyjątki.
Zdarza się od czasu do czasu brak uśmiechu i życzliwości. Złe miny towarzyszą zawsze sytuacjom trudnym dla ogółu. Jest dziś jedna taka sprawa, budząca powszechny gniew, wywołująca uczucie ponownego, tradycyjnego skrzywdzenia, tradycyjnie przez ludzi z obcego nadania, narzucających Polsce przemocą niepolskie regulacje i obce obyczaje rodem ze zdeprawowanego świata Zachodu. Ten wielki temat mieści się dziś w malutkim przedmiocie, a jest to zakrętka. Od kilku miesięcy przyczepiona na stałe do plastikowej butelki – na przykład – wody mineralnej.
Nie mamy wątpliwości, że gniew polski bywa, owszem, straszny, ale bywa – rzadko, bo rzadko – jeszcze straszniejszy. Oto właśnie teraz mamy do czynienia z takim przerażającym gniewem, a jest on na dodatek – bogato ilustrowany. Oglądnęliśmy – i doprawdy, nie szkoda nam było na to czasu – dziesiątki filmików na temat owej zmowy przeciw wolności i komfortowi. Zakrętka butelki stała się w tych ekranizacjach powodem rozległych analiz mikro- i makropolityki, gospodarki nie tylko odpadami, monologów i dialogów o moralności i etyce, i przemocy. Zakrętka rani w przenośni i dosłownie, kobiety i mężczyzn. Dzieci. Uszkadza nosy i policzki, jest napaścią na polską wolność od ucha do ucha, jest atakiem na prostotę, tradycję, na uśmiech człowieka właśnie, na cokolwiek, oczywiście takoż na tzw. „dorobek”. Doprawdy, przyczepienie zakrętki do plastikowej butelki wywołało tu rozległy kryzys tożsamości europejskiej i poczucia przynależności do świata kultury łacińskiej, Polacy bowiem – co wiemy – z jakiegoś powodu uwielbiają łacinę. Łacina jest w Polsce magicznym parametrem istnienia i przynależności, choć władających tym językiem można zapewne szybko i łatwo policzyć.
Wracając do zakrętek – można by rzec przewrotnie – mała rzecz, a cieszy. Jeżeliby Polska miała wystąpić z Unii Europejskiej z powodu przyczepienia jej do butelki, to warto zaiste poświęcić życie na badanie istoty uśmiechu i gniewu w tej części świata. Skoro już wiemy, co ludzi potwornie wkurza, to warto przy okazji, na koniec, zapytać, co ich nie wnerwia, a cieszy, co im się podoba. Odpowiedź jest wbrew pozorom bardzo łatwa: oto tysiące ludzi zaaprobowało obecność kryminalistów na listach wyborczych, zachwyceni nimi oddali na nich setki tysięcy głosów. Na regularnych przestępców bądź domniemanych. Jest to osobliwość i bezwstydne upodobanie raczej jedyne w tej skali, w skali globu ziemskiego. Znowu jesteśmy pierwsi.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.
















