Reklama

Na tropach Miłosza

Na tropach Miłosza

29.09.2007
Czyta się kilka minut
Trzecia rocznica śmierci Czesława Miłosza była pretekstem dla publikacji kilku książek, które - dzięki cierpliwości penetrujących archiwa badaczy - uzupełniają naszą wiedzę o życiu poety. Niedawno omawialiśmy w "TP" dwa albumy przygotowane przez Zbigniewa Fałtynowicza ("Wieczorem wiatr", Gdańsk 2007 oraz "Dla Miłosza. Suwałki - Krasnogruda", Suwałki 2006), poświęcone związkom Miłosza z Suwalszczyzną. Dziś odnotujmy kolejne trzy nowości.
R

Rozmowa z Wężem

Opasłe tomiszcze "Zaraz po wojnie" przynosi świadectwo lat 1945-50, zawarte w korespondencji z Jerzym Andrzejewskim, Kazimierzem Wyką, Jarosławem Iwaszkiewiczem, Ireną i Tadeuszem Krońskimi, Jerzym Putramentem, Ryszardem Matuszewskim, Pawłem Hertzem, Tadeuszem Brezą, Karolem Kurylukiem, Tadeuszem Różewiczem i Józefem Czapskim. Ten zbiór to wznowienie w ramach "Dzieł zebranych" edycji sprzed niecałej dekady, poszerzone o kilkadziesiąt odnalezionych później listów. Poprzez szereg nachodzących na siebie perspektyw i w różnych tonacjach, od kurtuazyjno-sprawozdawczej (jak w listach do Brezy) po przyjazną bliskość, ale też fundamentalny światopoglądowy spór (korespondencja z Krońskimi) - książka portretuje bodaj najbardziej skomplikowany okres życia Czesława Miłosza. Czas poszukiwań i wahań, dramatycznych decyzji, wątpliwości politycznych i artystycznych - od pożegnania z przedwojennym światem w goszyckim dworku (skąd pod koniec 1944 r. poeta wysyła kartki do przebywającego w Zakopanem autora "Ładu serca") po opowieść o działaniach Putramenta, który chciał poetę sprowadzić ze Stanów do Europy, a więc prawie do chwili, w której autor "Ocalenia" pożegna się z nową, komunistyczną Polską.

Sporo już o tych listach pisano, niektóre z nich stały się w chwili publikacji środowiskową sensacją. Zachęcając do uważnej i roztropnej lektury (jak napisał jeden z komentatorów, jest to "historia dla zaawansowanych", umiejących wyjść poza stereotypy), zwróćmy tylko uwagę na bogactwo zawartych w "Zaraz po wojnie" tematów i problemów. I tak np. korespondencja z Andrzejewskim pomoże zrozumieć niechęć Miłosza do Ameryki, a także każe zastanowić się nad pisarską i psychologiczną sylwetką autora "Popiołu i diamentu" (książki noszącej pierwotnie, podczas druku w "Odrodzeniu", właśnie tytuł "Zaraz po wojnie", co czytelnicy - jak donosi poecie Kazimierz Wyka - zmieniali na "Zaraza po wojnie"). Miłosz tak tę powieść komentuje: "Najciekawsze, że ulega się sile tej książki, wiedząc zarazem, iż nie ma ona nic wspólnego z rzeczywistością roku 1945. (...) Oczywiście książka jest zaprzeczeniem realizmu, ale ktokolwiek chce pisać marksistowsko o aktualności, musi być na to przygotowany. Podłoże heglowskie jest tak silne w marksizmie, że natychmiast wyłazi, kiedy tknąć literatury: nie o rzeczywistość wtedy chodzi, tylko o to, aby idee szczelnie owinąć rzeczywistością (...). Myślę, że książka jest tak dobrze napisana, że przymnoży niemało konwertytów. A trzeba wziąć pod uwagę, że literatura ma władzę większą niż naga, bezbronna i chaotyczna rzeczywistość, i że prawda o roku 1945 będzie taka, jaką była literatura o nim".

Kolejny ważny i duży blok to korespondencja z Iwaszkiewiczem, chwilami bardzo prywatna, jak w tym liście z jesieni 1945 r.: "Drogi mój Jarosławie, nie tłumacz mojego oddalenia się od Ciebie inaczej jak tylko tym, że jest mi bardzo ciężko i trudno żyć. Nie mogę porozumiewać się, koszmary i przywidzenia mnie zalewają, odkrywa się cała potworność własnej natury. Może myślisz, że ze mną jest inaczej, ale nieprawda - bardzo marnie. Trudno mi nawet powiedzieć. Myślę o Tobie w tej okropnej malignie".

I wreszcie słynne listy wymieniane z Krońskimi, będące w gruncie rzeczy zapisem psychomachii, jaką Miłosz toczył z "Tygrysem" (jak Krońskiego nazwie w "Rodzinnej Europie"), przekonującym pisarza, iż "Polskę czeka dobra przyszłość pod warunkiem, że szybko się zmarksizuje". Trudno tu szczegółowo analizować motywy i cele filozofa, który nie był oczywiście prymitywnym ideologiem, wieloma sądami odreagowywał (skądinąd podzielane przez poetę) urazy z okresu Dwudziestolecia, ale też świadomie wyjaskrawiał opinie i prowokował (to znów cecha bliska Miłoszowi), a wreszcie może gubił się w wielości własnych odczuć (pisze np.: "uważam więc, że każdy chrześcijanin (nie będący nonconformist) jest wrogiem Chrystusa. Każdy człowiek (...), który dziś żegna się publicznie, krzyżuje Chrystusa. Ja też się żegnam, ale tak, że tego nikt nie widzi").

Trzeba jednak zwrócić uwagę na złożoność stanowiska, jakie w dyskusji z Krońskim zajmował pisarz. Z jednej strony bliska mu była niechęć do tego, co jego korespondent nazywał romantyzmem, a w czym mieści się i tradycyjny polski sentymentalizm, aintelektualizm, i narodowy szowinizm. Z drugiej - bronił się przed rewolucyjnym szaleństwem, pobrzmiewającym w - jakkolwiek opatrywanych zastrzeżeniami przez ich autora - zdaniach typu "My sowieckimi kolbami nauczymy ludzi w tym kraju myśleć racjonalnie bez alienacji". Pragnąc dla rodzimej kultury nowoczesnej formacji intelektualnej, a dla poezji nowego języka, dostrzegał, że proponowane przez marksizm rozwiązania nieuchronnie prowadzą do pozbawienia kultury głębi, desakralizacji, a przez to wyjałowienia, zaś od pięknoduchowskich mrzonek "Wcale nam nie zależy na »upolitycznieniu«, tylko na zmuszeniu wszystkich bez wyjątku do partycypacji w życiu kulturalnym ludzkości" bardzo blisko do politycznego terroru. Ale wszystko to podszyte jest jeszcze wzajemną fascynacją i wymiana listów staje się czymś na kształt dialogu z Kusicielem, "Wężem" - jak wręcz mówi Miłosz.

Podczas lektury widać też, jak zapał do pracy i względny optymizm z chwil rzeczywiście "zaraz po wojnie" zmienia się w poecie w poczucie beznadziei i schwytania w pułapkę. W kraju władze stopniowo dokręcały polityczną śrubę, a sztuka podporządkowywała się kryteriom ideologicznym, co w liście do Matuszewskiego z 1948 r. pisarz nazywa nihilizmem: "Jestem przestraszony nihilizmem, jaki widzę w utworach krajowych. Moja definicja nihilizmu jest inna, nie to, co się uważa za nihilizm, jest nim. Krzepa i społeczność bynajmniej od niego nie bronią, mogą znakomicie iść w parze. (...) Nihilizm poznaje się oczywiście po barwie słów. Szarość jest kolorem nihilizmu, wyraża zwątpienie w świat". Zachód zaś wydawał się Miłoszowi intelektualnie i duchowo jałowy, w dalszej perspektywie - skazany na porażkę. "Moim argumentem za trzymaniem się PRL-u była już nie socjalistyczna nadzieja, ale »pustka« drugiej strony - wspominał po latach. - Cóż za fantazmaty chorego umysłu! Byłem oto w Ameryce, z żoną i z dzieckiem, mając za sobą zmiażdżoną »Pologne martyre«, i cały świat był przed nami. Dlaczego zamiast nauczyć się po prostu żyć, błąkałem się, wyznaczając sobie chimeryczne cele? Wtedy akurat, szukając wyjścia z umysłowej pułapki, nawiązałem kontakt z Primaverą Hutterytów - niektórzy jej delegaci odwiedzali Waszyngton. Bo jeżeli nie lubi się kapitalizmu i sowiecki »socjalizm« nam nie smakuje, dość logiczne będzie szukanie czegoś trzeciego, jak robili naśladowcy pierwotnych gmin chrześcijańskich, zakładając wspólnotę pracy i modlitwy w lasach Paragwaju. Pewnie wybrałbym ją, na jakiś czas przynajmniej, gdyby nie trzeźwość Janki". Gdyby nie trzeźwość żony, ale może i gdyby nie spotkanie z Czapskim, wysłannikiem Jerzego Giedroycia...

Bogusław Grodek z Londynu

Bo zapewne właśnie dzięki temu spotkaniu życie Czesława Miłosza potoczyło się dalej nie w paragwajskiej komunie Hutterytów, ale w podparyskim falansterze "Kultury". Znalazłszy tam schronienie w 1951 r., poeta stał się jednym z filarów pisma, publikując w nim przez ponad cztery dekady; z kolei "Kultura" w ciągu wielu z tych lat była po prostu jedynym miejscem dającym mu możliwość druku wierszy i artykułów w języku polskim. Talent i pracowitość Miłosza łączyły się z wymaganiami Redaktora, dając rezultaty znakomite, co dokumentuje bibliografia "Czesław Miłosz w wydawnictwach Instytutu Literackiego w Paryżu". Starannie przygotowaną książeczkę opublikował Instytut Dokumentacji i Studiów nad Literaturą Polską, którego szef, Piotr Kłoczowski, zapowiada we wstępie prace nad kolejnymi bibliografiami, poświęconymi twórczości Gombrowicza, Stempowskiego, Jeleńskiego, Czapskiego i Herlinga-Grudzińskiego, a więc razem z Miłoszem "najważniejszej dla literatury polskiej II połowy XX wieku konstelacji pisarzy".

Powszechnie dotąd uważano, że Miłosz po raz pierwszy pojawił się na łamach "Kultury" w maju 1951 r., publikując swą zasadniczą i dramatyczną deklarację "Nie", w której decyzję emigracji określał mianem pisarskiego samobójstwa. Dzięki pomocy Jacka Krawczyka z Archiwum Instytutu Literackiego twórcom "Bibliografii" udało się jednak ustalić, że już miesiąc wcześniej poeta anonimowo tłumaczył artykuł Eduarda Roditi o Thomasie Mertonie oraz cytowany w tekście wiersz trapisty. Takich niepodpisanych przekładów będzie więcej (m.in. z Koestlera), a jednym z przejawów aktywności Miłosza staną się rozmaite sprawozdania, omówienia czy drobne noty, sygnowane kryptonimami. Także listy do redakcji, w których autor "Rodzinnej Europy" wciela się np. w postać "Bogusława Grodka z Londynu". Być może od tych niewielkich, potwierdzających rozległość zainteresowań poety gier prowadzić będzie droga ku pomysłowi z końca lat 60., kiedy to Miłosz ze Zbigniewem Herbertem, kpiąc ze współczesnych im literackich mód, zamierzali stworzyć fikcyjną grupę poetycką "respondystów", przygotowując w tym celu manifest, sylwetki poetów i przykłady ich utworów...

Od wspomnianego tłumaczenia Roditiego po napisane po śmierci Jerzego Giedroycia "Uwagi wdzięcznego współbiesiadnika", "Bibliografia" obejmuje 419 opublikowanych w "Kulturze" pozycji, do czego dochodzą książki, artykuły z "Zeszytów Historycznych" oraz artykuły poświęcone Miłoszowi: jako opatrzony ostatnim, 609. numerem jest tu odnotowany szkic Marka Kornata o pełnej napięć korespondencji Redaktora i jego Współpracownika. Rzecz przegląda się z uczuciem lekkiej melancholii: były w kulturze polskiej lata, kiedy w jednym piśmie, nieledwie miesiąc po miesiącu ukazywały się takie wiersze jak "O aniołach", "Oeconomia divina" czy "Dar"...

Korona spada mi na uszy

"Najważniejszym może doświadczeniem każdego literata są te maski, które wkłada mu, jedne po drugich, opinia publiczna, aż patrzy on w lustro ze zdumieniem, nie poznając własnej twarzy" - pisał Miłosz do Giedroycia w opublikowanym na łamach "Kultury" liście z 1955 r. Na własnej skórze przekonał się o tym ćwierć wieku później, po otrzymaniu Nagrody Nobla, kiedy dla części rodaków stał się ucieleśnieniem narodowej mitologii, jak śmiało nazwała to anonimowa ulotka: elementem polskiej trójcy, miłością obok wiary (Jan Paweł II) i nadziei (Lech Wałęsa). Wizyta w Polsce, która stała się możliwa dzięki Noblowi, musiała poecie - dążącemu zawsze do intelektualnej i artystycznej suwerenności, dalekiemu od chęci podporządkowywania się zbiorowym emocjom - przynieść odczucia bardzo złożone.

Świadkowie tej wizyty, odbytej w dniach 5-19 czerwca 1981 r., zapamiętali Miłosza jako człowieka niechętnego wypowiedziom o charakterze politycznym, spiętego, zamkniętego w sobie, może podejrzliwego. Musiało mieć na to wpływ wiele czynników - obok dyskomfortu związanego z rolą "wieszcza", również prywatne, domowe troski, ale też lęk przed prowokacją, może nawet uwięzieniem w Polsce. W końcu ostatnim, osobistym doświadczeniem poety związanym z krajem była trauma 1951 roku, gdy rozpaczliwie miotał się w potrzasku, i choć teraz nie wracał do Polski bierutowskiej, to wiedział, że jego osoba musi w najlepszym razie budzić poważne zainteresowanie politycznej policji.

I rzeczywiście wizyta autora "Zniewolonego umysłu", który z pisarza zakazanego, właściwie wrogiego agenta stał się niespodziewanie narodową chlubą, była wyzwaniem dla Służby Bezpieczeństwa; któż wie, może autorskie spotkanie przerodzi się w publiczną manifestację... Aparat zmobilizował duże siły, co ukazuje książka "Operacja »Poeta«" autorstwa dwóch historyków, Bogusława Kopki i Grzegorza Majchrzaka. Penetrując archiwa IPN-u, dotarli oni do akt tzw. sprawy obiektowej o kryptonimie "Poeta", którą założył III Departament Ministerstwa Spraw Wewnętrznych.

Działania SB rozpoczęły się zresztą jeszcze przed Noblem, gdy do funkcjonariuszy MSW zaczęły docierać informacje, że pisarz jest poważnym kandydatem do tej nagrody. Wychodziły one poza proste posunięcia, np. inwigilacyjne, dążąc do neutralizowania konsekwencji ewentualnej nagrody - i tak sugerowano wydanie zgody na publikację wybranych, względnie "niegroźnych" książek Miłosza, a nawet... zorganizowanie sesji naukowej np. w IBL-u, by "rozładować ewentualne namiętności w środowisku literackim" i zapobiec "przechwyceniu inicjatywy popularyzowania twórczości Cz. Miłosza (...) przez »PEN Club«, który wykorzystałby z pewnością wizytę do celów sprzecznych z polityką kulturalną [państwa]".

Podczas samej wizyty działał specjalny sztab, złożony z przedstawicieli MSW, MSZ, Ministerstwa Kultury i Sztuki, Ministerstwa Szkolnictwa Wyższego i Techniki oraz Wydziału KC PZPR. Główna operacja pączkowała w kolejne sprawy, prowadzone w miejscach odwiedzanych przez pisarza - w Łomży ("Pióro") czy Krakowie ("Wizyta"), kroki Czesława Miłosza agenci śledzili pracowicie z pomocą różnych technik operacyjnych, m.in. wykorzystując tajnych współpracowników. Pośród nich najważniejszą rolę odgrywał człowiek określany pseudonimem "Matrat", wtedy trzydziestokilkuletni literat, który - jak piszą autorzy książki - "towarzyszył stale nobliście podczas jego podróży po kraju" i "bez wątpienia należał do najcenniejszych konfidentów SB rozpracowujących środowiska literackie (w latach 70. brał udział w działaniach przeciwko Kazimierzowi Brandysowi i Jackowi Bierezinowi)". Rozszyfrowanie postaci "Matrata", czego Kopka i Majchrzak nie robią, może przynieść nam jakąś bolesną niespodziankę - był to człowiek skądinąd inteligentny, lecz nieumiejący docenić siły, dzieła i osobowości Miłosza. Choć może zdanie z jednego z raportów: "recepcja utworów Miłosza będzie stopniowo w Polsce zanikać; [będzie] opadać fala ciekawości, rynek czytelniczy został nasycony, poezja Miłosza straciła posmak »owocu zakazanego«" nie jest aż tak błędne, jak wydawałoby się na pierwszy rzut oka...

Wielka operacja SB przyniosła rezultaty mizerne, właściwie tylko garść informacji o zachowaniu samego Miłosza i spotykających się z nim czytelników. Żadnych "sensacji" w książce nie znajdziemy, jest to raczej dokument epoki, przynoszący smutną, ale nienową już wiedzę o donosicielach zadomowionych we wszystkich środowiskach.

Siłę symbolu ma natomiast jedno zdanie, przytoczone w posłowiu, a wypowiedziane przez Miłosza podczas spotkania z Lechem Wałęsą, zdanie mówiące mnóstwo i o czasie "Solidarnościowego" uniesienia, i o osobowości poety: "Ta korona spada mi na uszy, za duża"...

  • Czesław Miłosz, "Zaraz po wojnie. Korespondencja z pisarzami 1945-1950", Kraków 2007, Znak, "Dzieła zebrane" Czesława Miłosza;
  • "Czesław Miłosz w wydawnictwach Instytutu Literackiego w Paryżu. Bibliografia", pod kierunkiem Jadwigi Czachowskiej opracował Adam Szlendak, Warszawa 2007, Instytut Dokumentacji i Studiów nad Literaturą Polską;
  • Bogusław Kopka, Grzegorz Majchrzak, "Operacja »Poeta«. Służba Bezpieczeństwa na tropach Czesława Miłosza", przygotował do druku i posłowiem opatrzył Grzegorz Musidlak, Lublin 2007, Wydawnictwo Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej.

Autor artykułu

Ur. 1971 r. Krytyk literacki, pracownik Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie, sekretarz Międzynarodowej Nagrody Literackiej im. Zbigniewa Herberta, wieloletni redaktor „Tygodnika...

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]