My, Bartymeusze

Szukając desperacko jakiegoś punktu zaczepienia do opowiadania o uzdrowieniu ślepego żebraka z Jerycha, trafiłem na taką oto historię. Dwoje zamożnych przyjaciół postanowiło pojechać do Afryki na bezkrwawe łowy. Wyposażeni w lornetki i aparaty fotograficzne zetknęli się z krajobrazem nędzy, korupcji i głodu. Nie dawali pieniędzy żebrakom, za to w każdej odwiedzanej przez siebie wiosce opowiadali, jak zmieniłoby się życie Afrykańczyków, gdyby tylko chcieli odkryć w sobie twórcze inicjatywy, wyrobić zmysł odpowiedzialności i wypracować etykę pracy podobnie, jak to uczynili ludzie w Unii Europejskiej.
Czyta się kilka minut

Po wakacjach, dwaj biznesmeni wrócili do pracy i opowiadali wszystkim o lenistwie Afrykańczyków. Obiecali sobie, że nigdy więcej nie wrócą na Czarny Ląd, bo po co wydawać pieniądze na ludzi, którzy i tak nie chcą zrobić z tego żadnego użytku. Koledzy pytali, czy znaleźli jakieś współczucie dla czarnoskórych biedaków. "Jak można okazywać współczucie komuś, kto nie chce pomóc samemu sobie?" - zapytali retorycznie amatorzy fotografii ze słoniem w tle.

Żeby zrozumieć scenę uzdrowienia ślepca z Jerycha, trzeba spojrzeć na cały dziesiąty rozdział Ewangelii wg św. Marka. Układ zdarzeń jest nieprzypadkowy. Zaczyna się pytaniem o trwałość małżeństwa, czego nie rozumieli Apostołowie. Zwraca się ku dzieciom, ofiarom ludzkiego egoizmu, którym nawet Apostołowie zabraniali dostępu do Mistrza. Crescendo narracji wznosi się na szczyt ludzkich ambicji, gdy dwaj Apostołowie proszą o możliwość rządzenia innymi. Ze szczytów pychy narracja schodzi do ludzkiej nędzy, gdzie daje się słyszeć natrętny krzyk ślepego żebraka. Ale nawet tego biednego człowieka uciszają uczniowie Jezusa.

Otóż uzdrowienie ślepca Bartymeusza - nota bene jest to jedyny uzdrowiony, którego imię znamy - nie miało na celu ukazania jakiejś cudotwórczej mocy Jezusa. Ślepota jest symbolem zaślepienia uczniów. Ta choroba, a właściwie ślepota duszy, polegała na przyjęciu "postawy lub spojrzenia uniemożliwiającego wewnętrzne zaangażowanie się w życie innych ludzi".

Bo bywają takie rodzaje wzroku, które w gruncie rzeczy są ślepotą, chociaż człowiek porusza się za dnia. To spojrzenia ciekawości, z której nic nie wynika. Spojrzenia szukające płytkiej przyjemności, łatwej rekompensaty za poniesiony koszt wyrzeczeń, westchnienia ulgi po odkryciu, że nie trzeba nikomu pomagać. To spojrzenia porównujące nasze życie z życiem innych. To spojrzenia zaślepione złością, bólami i ranami. W ostatecznym rozrachunku ślepcem nie jest człowiek siedzący przy drodze. Prawdziwymi ślepcami są uczniowie Jezusa, z ich zaślepieniem niepozwalającym dostrzec, jak złożone są problemy otaczających ich ludzi.

Każdy z nas jest po trosze Bartymeuszem. Jedyna nasza nadzieja w tym, że otchłań naszej duchowej ślepoty domaga się pełnego zdania się na Tego, który ślepcom otwiera oczy codziennie. Jeśli tylko zechcemy krzyczeć, On nasz głos usłyszy i przywróci wzrok sumienia.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 43/2009