W jego muzyce wciąż czuć teatralny nerw, dramaturgiczne ciążenia, słychać wybuchające co rusz konflikty oraz zmyślne ich rozładowywanie.
Pierwszą operę Penderecki napisał w 1969 r. na zamówienie Rolfa Liebermanna, który był szefem Państwowej Opery w Hamburgu. "Diabły z Loudun" powstały na podstawie adaptacji scenicznej eseju Aldousa Huxleya "The Devils of Loudun", której dokonał John Robert Whiting. Historia spalonego na stosie w 1634 r. księdza Urbana Grandiera, oskarżonego przez przeoryszę klasztoru o niemoralność i satanistyczne skłonności, musiała zaintrygować Pendereckiego. Zresztą nie tylko jego. Wystarczy przypomnieć nowelę "Matka Joanna od Aniołów" Iwaszkiewicza, po którą sięgnął Kawalerowicz.
Zawsze krytyczny, wątpiący, a jednocześnie - przez wzgląd na wychowanie - zorientowany ekumenicznie, kompozytor zwykł interpretować religijne wierzenia i kościelne rytuały po swojemu. Muzycznie zbliżone do "Pasji wg św. Łukasza", pełne emocjonalnej intensywności, gęstych klasterów orkiestry, ale i punktualistycznej faktury zespołu, demonicznych okrzyków chóru, choć i chorałowych sekwencji, "Diabły z Loudun" stanowią dzieło rozpięte między liturgicznym obrzędem, misterium, oratorium, dramatem muzycznym a współczesnym teatrem ekspresjonistycznym.
Muzyka pełni tu rolę służebną, potęguje nastrój grozy i wieszczy rychłą tragedię, znakomicie barwi nerwową melorecytację głosów solowych, podsyca szept i wzmaga krzyk. Na kilku planach, w aurze namiętnego arioso Joanny oraz rozpaczliwych monologów Grandiera, ekstatycznych westchnień opętanych zakonnic oraz łacińskich zawołań towarzyszących egzorcyzmom Ojca Barré, Penderecki snuje mroczną opowieść o wstydliwych wydarzeniach z dziejów chrześcijańskiej Europy, bulwersującą ekspansywnym erotyzmem, dynamicznym następstwem scen przypominającą film, mniej operę.
"Diabły z Loudun" po raz pierwszy poprowadził 20 czerwca 1969 r. Henryk Czyż, a reżyserii podjął się Konrad Swinarski. Dwa dni później rzecz wystawiła scena w Stuttgarcie. Za pulpitem stanął Janos Kulka, zaś teatralnie dzieło przygotował Günther Rennert. Krytyka zgodnie wyróżniła to drugie przedstawienie, jednak to hamburska inscenizacja została tuż po prapremierze sfilmowana i obecnie wydana na DVD.
Realistycznie skrojona inscenizacja dobrze komponuje się ze znakomitą warstwą muzyczną - sprawnie brzmiącą orkiestrą i precyzyjnym chórem. Tatiana Troyanos świetnie sobie radzi nie tylko z trudnymi fioriturami w partii Joanny, ale nade wszystko z obsesyjnie erotycznymi, żarliwymi deklamacjami. Wiarygodnie przebiega przemiana z libertyńskiego księdza w pokornego męczennika, którą pokazał Andrzej Hiolski w roli Grandiera. Władczy, surowy, ale i zapalczywy jest także Ojciec Barré Bernarda Ładysza. Płyta więc nie tylko jest wdzięczną dokumentacją, ale ciekawym uzupełnieniem obszernej dyskografii Pendereckiego.
"Diabłami z Loudun" Penderecki otworzył się na operową scenę. Blisko dekadę później odbyła się prapremiera "Raju utraconego", w latach 80. zabrzmiała symboliczna "Czarna maska", a w 1991 r. publiczność niemiecka obejrzała groteskowego "Ubu rex". Już w najbliższy weekend w Operze Wrocławskiej zabrzmi muzyczna interpretacja Miltonowskiego arcydzieła. Przedstawienie przygotował Waldemar Zawodziński, a muzyką zaopiekował się Andrzej Straszyński.
Krzysztof Penderecki "Diabły z Loudun", dyr.: M. Janowski, reż.: K. Swinarski/J. Hess, Orkiestra Państwowej Filharmonii Hamburskiej, Chór Państwowej Opery w Hamburgu, Arthaus 2007
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















