Na finiszu konwencji Demokratów Kamala Harris przyjęła nominację partyjną w walce o Biały Dom. Podczas swojego wystąpienia, trwającego niemal 40 minut, sięgnęła do swoich imigranckich korzeni. Córka Hinduski i Jamajczyka, którzy przyjechali do Stanów za American Dream, opowiadała o rozwodzie rodziców, o tym, jak jej matka samotnie wychowywała ją i siostrę, oraz o domu, w którym się nie przelewało.
Po narrację mającą zjednać amerykańską klasę średnią sięgali podczas tej konwencji również inni prominentni Demokraci, jak były prezydent Bill Clinton. Występując w środowy wieczór, Clinton odwoływał się do czasów, gdy Harris jako studentka pracowała w McDonaldzie.
Podczas swojego wystąpienia Harris nie przedstawiła konkretów, jak chciałaby pomóc klasie średniej. Obiecała jedynie, że skupi się na obniżeniu cen żywności, kosztów opieki zdrowotnej i wydatków związanych z wynajmem lub kupnem domu. Być może celowo nie powtórzyła swoich – dość populistycznych – propozycji, które zgłaszała w ostatnich dniach. Takich jak m.in. federalny zakaz zawyżania cen podstawowych artykułów spożywczych w sklepach – ten postulat spotkał się w Stanach ze sporą krytyką.
„Dla ludzi. Dla naszej przyszłości”
Z punktu widzenia Polski z ust Kamali Harris padła za to ważna obietnica podtrzymania wsparcia dla Ukrainy i dla NATO. Demokratka zaatakowała przy tym Donalda Trumpa za jego groźby, iż będzie zachęcał Putina do napaści na te kraje NATO, które nie płacą dość na obronność.
Kandydatka Demokratów wielokrotnie uderzała w swojego rywala, przypominając o jego postępowaniach karnych oraz o szturmie zwolenników Trumpa na Kapitol 6 stycznia 2021 r. „Donald Trump to pod wieloma względami niepoważny człowiek, ale jeśli powróci do Białego Domu, konsekwencje mogą być bardzo poważne” – przestrzegała i przekonywała, że listopadowe wybory są szansą na zerwanie z „gorzką i pełną podziałów przeszłością”.
Przedstawiała się przy tym jako kandydatka patrząca naprzód, a nie do tyłu, tak jak jej zdaniem patrzy Trump. Takie zresztą było hasło przewodnie całej konwencji Demokratów: „Dla ludzi. Dla naszej przyszłości”.
Długi cień wojny bliskowschodniej
Tymczasem jednym z największych wyzwań dla kampanii Kamali Harris jest dziś zdystansowanie się od – ciągnących jej notowania w dół – niektórych działań administracji Joego Bidena, takich jak np. polityka bliskowschodnia. Przypomniały o tym trwające w trakcie konwencji protesty propalestyńskich aktywistów. Na ulicach Chicago domagali się oni nie tylko zawieszenia broni w Gazie, ale także wprowadzenia przez USA embargo na dostawy broni dla Izraela.
Nerwowo było także na konwencji, na którą przyjechało 30 delegatów reprezentujących tzw. ruch niezaangażowanych – czyli tych, którzy podczas prawyborów Partii Demokratycznej zagłosowali przeciwko Bidenowi właśnie ze względu na jego wsparcie dla Izraela. Gdy organizatorzy konwencji nie zgodzili się, aby głos zabrał mówcy ze środowiska palestyńskich Amerykanów, grupa tych delegatów zorganizowała protest przed wejściem do budynku. Z kolei wspierająca do tej pory Kamalę Harris grupa muzułmańskich aktywistek „Muslim Women for Harris” ogłosiła, że kończy działalność. Twarde pod tym względem stanowisko organizatorów konwencji mogłoby być bardziej konsekwentne – nie mieli oni obiekcji, aby na konwencji przemawiali rodzice Hersha Goldberga-Polina, przetrzymywanego przez Hamas zakładnika.
Jak zachowają się wyborcy z Michigan?
Amerykanów o palestyńskich korzeniach nie uspokoiło przemówienie Kamali Harris po przyjęciu nominacji. Co prawda w części poświęconej polityce zagranicznej balansowała swój przekaz, mówiąc, że skala cierpienia w Strefie Gazy jest „druzgocąca”, i że razem z Bidenem dokłada starań, aby zakończyć tę wojnę i doprowadzić do uwolnienia zakładników z rąk Hamasu. Z drugiej strony jednak podkreśliła, że popiera prawo Izraela do samoobrony i zadba to, aby miał on na to środki.
Te wątki z wystąpienia Harris komentowała potem – w rozmowie z agencją Reuters – delegatka Rima Mohammad z Michigan. Wieszczyła, że bez udobruchania progresywnego i zróżnicowanego etnicznie elektoratu, Kamala Harris może przegrać w tym kluczowym dla wyborczego wyścigu stanie.
Przypomnijmy, że w Michigan podczas prawyborów Partii Demokratycznej przeciwko Bidenowi głosowało aż ponad 100 tys. osób.
Czy prognozy sformułowane przez delegatkę z Michigan mogą się sprawdzić? W końcu wśród wyborców może na koniec zwyciężyć determinacja, aby nie dopuścić do zwycięstwa Trumpa.
Afroamerykanie, Latynosi i młodzi wyborcy
Niektórzy amerykańscy analitycy polityczni ostrzegają jednak, że „miesiąc miodowy” Kamali Harris niebawem się skończy.
Kilka dni temu Chauncey McLean, prezes Future Forward – komitetu akcji politycznej wspierającego kampanię Harris – twierdził, że sondaże realizowane na potrzeby jego komitetu są mniej „różowe” dla kandydatki Demokratów niż te dostępne publicznie (na ten moment Harris prowadzi nieznacznie w kilku kluczowych stanach). McLean ocenił, że w pierwszych tygodniach swojej kampanii Harris skorzystała na entuzjazmie młodych kolorowych Amerykanów (co wywindowało ją w stanach, jak Nevada, Georgia, Arizona czy Karolina Północna). Natomiast teraz, w mocno wyrównanym wyścigu, Harris musi jednak – zdaniem McLeana – w pełni odbudować koalicję Afroamerykanów, Latynosów i młodych wyborców, którzy poparli Bidena w 2020 r.
Dodajmy do tego, że według doniesień amerykańskich mediów bliski zawieszenia swojej kampanii jest kandydat niezależny Robert F. Kennedy Jr. To potencjalnie zły sygnał dla Harris, gdyż ponoć prowadzi on rozmowy z Trumpem i rozważa poparcie jego kampanii.
Aby wygrać, Harris potrzebuje głosów także wyborców niezależnych i umiarkowanych Republikanów. To do nich adresowała część swojego wystąpienia w Chicago: „Wiem, że oglądają nas teraz ludzie mający różne poglądy polityczne. I chcę, żebyście wiedzieli: obiecuję być prezydentką wszystkich Amerykanów. Możecie mi zaufać, że będę stawiać nasz kraj ponad partię i samą siebie”.
Zadaniem sztabu Kamali Harris jest teraz, aby entuzjazm – wyczuwalny na konwencji w Chicago – nie tylko przetrwał, ale także udzielił się w listopadzie większości amerykańskich wyborców.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















