„To nie będzie konfrontacyjny wywiad” – zapowiadał miliarder Elon Musk przed spotkaniem z Donaldem Trumpem transmitowanym na żywo na platformie X. Twierdził, że woli rozmowę z kandydatem na prezydenta USA, bo „podczas wywiadu nikt nie jest tak naprawdę sobą”. I miał rację. To nie był wywiad, lecz spotkanie potakiwacza z człowiekiem, który od lat powtarza to samo.
Trump oszczędzi pieniądze Muska
Mniej więcej w połowie spotkania powód, dla którego Musk dał Trumpowi niemal dwie godziny na powtarzanie w kółko tych samych argumentów (i kłamstw), stał się oczywisty. Gdy rozmowa zeszła na temat wydatków państwa, miliarder, który do tej pory ograniczał się do potakiwania i śmiania się z żartów interlokutora, zaatakował.
„Myślę, że byłoby wspaniale, gdyby istniała rządowa komisja ds. efektywności, która by się upewniała, że ciężko zarobione pieniądze podatników są wydawane w dobry sposób” – stwierdził Musk, dodając, że „chętnie pomoże w takiej komisji”. W odpowiedzi Trump zaczął chwalić miliardera za to, że ten „najlepiej tnie koszty”, szczególnie wtedy, gdy wyrzuca na bruk pracowników walczących o poprawę warunków pracy.
Musk poświęca poglądy dla kampanii Trumpa
Jeśli Musk faktycznie liczy na pozycję w ewentualnej, przyszłej administracji Trumpa, to już dziś dostał przedsmak tego, co go czeka. Były i być może przyszły prezydent regularnie upokarzał miliardera, mówiąc na przykład, że nie każdy musi mieć elektryczny samochód, że zmiany klimatyczne – którymi Musk deklaruje głębokie przejęcie – są wydumanym problemem, że za jego rządów USA zacznie wydobywać więcej ropy niż kiedykolwiek wcześniej. Miliarder zdobył się w zasadzie jedynie na potakiwanie, choć to, co mówił Trump, uderzało w jego najbardziej dochodowy biznes – elektryczne samochody Tesla.
W zamian Trump dostał szansę na powtórzenie wszystkich swoich kampanijnych przebojów. Przechwalał się doskonałymi kontaktami z Władimirem Putinem i twierdził, że za jego rządów do wojny w Ukrainie na pewno by nie doszło, że nikt nie miał odwagi handlować z Iranem, bo on tak kazał i nawet Chiny się go bały. Wreszcie zapowiadał, że zwycięstwo Demokratów będzie oznaczać biedę, kryzys i III wojnę światową. Standard.
Co ciekawe, Musk, imigrant z RPA, dopingował rozmówcę, gdy ten zapowiadał drastyczne zacieśnienie przepisów migracyjnych. Obaj zgodzili się też, że kandydatka Demokratów Kamala Harris jest „radykalnie, radykalnie lewicowa”. Obaj przerzucali się też atakami pod adresem Unii Europejskiej.
Trump narzekał na to, że Europa niewystarczająco inwestuje w obronę i jest „bardzo nieuczciwa” w stosunku do USA w kwestii umów handlowych. Musk dokonał bardziej osobistej vendetty. Kilka godzin przed rozmową z Trumpem, komisarz Thierry Breton opublikował na Twitterze pismo, w którym przypominał właścicielowi X, że zgodnie z Dyrektywą o Rynkach Cyfrowych, jego firma musi z jednej strony zapewniać wolność wypowiedzi, ale z drugiej minimalizować rozprzestrzenianie szkodliwych treści, co dotyczy również rozmów na żywo. Musk odpowiedział mu ordynarnym memem, a podczas rozmowy z Trumpem zżymał się, że Europa próbuje „narzucać cenzurę Amerykanom”.
Wywiad z Trumpem przegrał Musk
Musk zapowiadał, że odbiorcami rozmowy mają być „niezależni wyborcy o otwartych umysłach”, którzy mieli dowiedzieć się, „jaki Donald Trump jest naprawdę”. Nie dowiedzieli się raczej niczego nowego. A Musk, poza upokorzeniami, jakie zafundował mu rozmówca, musiał zjeść także techniczną żabę.
Rozmowa rozpoczęła się z ponad 40-minutowym opóźnieniem, bo systemy należącego do miliardera portalu X nie podołały zadaniu. On sam zrzucał winę na atak hakerów, ale pracownicy firmy, którzy rozmawiali z kilkoma portalami technologicznymi, nie mieli wątpliwości, że żadnego ataku nie było. Według szacunków X około pół godziny po rozpoczęciu rozmowy na żywo słuchało jej 1,2 mln osób.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















