Ministrowie, mówcie mniej

Milczenie jest, jak wiadomo, nie tylko cnotą, ale także wyrazem roztropności. Mówienie bez potrzeby cechuje ludzi nierozsądnych lub pozbawionych wyobraźni. Słowo jest potężnym narzędziem, które może służyć porozumiewaniu się ludzi dla ich wspólnego dobra lub tylko przyjemności, ale może także służyć niedobrym celom, może szkodzić, może wprowadzać zamieszanie.
Czyta się kilka minut

Uwagi te adresuję w stosunku do przedstawicieli nowego rządu, którzy na razie bez przerwy coś mówią, najczęściej niepotrzebnie, a czasami ich wypowiedzi są wręcz szkodliwe. Szkodliwe nie w takim rozumieniu, że powodują natychmiastowe szkody (chociaż i to się zdarzało), ale dlatego, że powodują poczucie bałaganu. Słyszymy słowa, za którymi nie idą czyny, albo następują czyny, ale odmienne lub wręcz sprzeczne ze słowami.

Kilka przykładów. Na szczęście rząd nie podwyższył akcyzy od paliw, chociaż to zapowiadał. Ileż było spekulacji w mediach, ile zamieszania, także na giełdzie. Ale po co było o tym wszystkim mówić publicznie, zupełnie jakbym zastanawiał się, czy zmienić samochód i poddawał to pod rozwagę wszystkich moich znajomych i nieznajomych. Tego typu rządowe gadanie (a nie pierwszy to przypadek) jest po prostu zbędne. Milczeć i robić, a sprawy bardzo trudne poddawać pod rozwagę opinii publicznej, ale łącznie z przygotowanymi argumentami, a nie z takimi doprawdy nieco śmiesznymi pomysłami, jak namówienie przedsiębiorców, żeby obniżyli swoje zyski. Podobnie słyszymy, że prywatyzacja PGNiG była nieprawidłowa, ale jaka będzie ta prawidłowa? Po co wypowiadać się, jak się nie ma nic sensownego (czyli praktycznego) do powiedzenia? I wreszcie, by nie pominąć interesów polskiej nauki, po co obiecywać dwa miliardy, potem miliard, a ostatnio nie więcej niż pół miliarda na naukę, jak nie wie się, skąd wziąć te pieniądze?

Ale wyjątkowo nieodpowiedzialne są wypowiedzi (między innymi ministra Dorna) o skasowaniu Sądu Lustracyjnego. Na razie jest to czcze gadanie, ale sprawa jest bardzo poważna. Władza wykonawcza rości sobie pretensje do wkraczania w dziedzinę władzy sądowniczej. To już jest niedobrze, ale władza wykonawcza osądza, co jest moralne, a co nie, jak ludzie oskarżeni mają się bronić i w ogóle wypowiada się w sprawie niesłychanie delikatnej, wymagającej bardzo poważnej refleksji i odpowiedzialności, ot tak sobie, mimochodem, jakby mogła zrobić wszystko w tym państwie w dowolnym momencie i według zupełnie dowolnego pomysłu, który nie ma nic wspólnego ani z konstytucją, ani z ustawami.

Oczywiście ustawy można zmieniać, ale - jako konserwatysta, ale nie demagog - powtarzam zdanie Edmunda Burke’a, że ustawy i w ogóle cokolwiek w społeczeństwie warto zmieniać tylko wtedy, kiedy się wie, dlaczego to, co jest - jest złe i jak to zamienić na dobre. Bez spełnienia tych wymogów zmiany mają charakter rewolucyjny, czyli nieodpowiedzialny. Widzimy na kolejnych przypadkach, że sprawa lustracji nie została w Polsce ustawowo dobrze rozwiązana, ale najpierw proponuję powstanie projektu nowej ustawy, potem dokładne go zanalizowanie, a potem dopiero mówienie o radykalnych zmianach.

Mam wrażenie, że nowy rząd jest po prostu dziecinny i wydaje mu się, że w kraju, w administracji i w ustawodawstwie można dokonywać zmian takich, jak majsterkowicz w swoim warsztacie. Że wszystko jest wykonalne, że o wszystkim można powiedzieć, nie zdając sobie sprawy, że słowa wypowiadane z pozycji premiera czy ministra mają nie tylko swoją wagę, ale mają też konsekwencje, nawet jeżeli potem zostaną odwołane czy też obietnice nie będą zrealizowane, bo zrealizować ich się nie da.

Dlatego zalecałbym cnotę milczenia. Trzeba odpowiednią część ciała zamknąć na kłódkę i pokazać, że coś się robi, a nie tylko mówi. Słowa, słowa, słowa...

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 50/2005