Miłość może być pierwszym miejscem spotkania wierzących i niewierzących

Zamiast zadomowić się w takim świecie, jaki jest, wycofujemy się w swoje „okopy Świętej Trójcy” – raczej osądzający i potępiający niż chętni spotkania.
Czyta się kilka minut
Kardynał Grzegorz Ryś // Fot. Grażyna Makara
Kardynał Grzegorz Ryś // Fot. Grażyna Makara

Jezus udał się w okolice Tyru i Sydonu. Wstąpił do pewnego domu i chciał, żeby nikt o tym nie wiedział, nie mógł jednak pozostać w ukryciu. Zaraz bowiem usłyszała o Nim kobieta, której córeczka była opętana przez ducha nieczystego…” (zob. Mk 7, 24-30). Jezus idzie w świat pogański. Idzie tam, dokąd za chwilę pośle swoich uczniów: „Idźcie, czyńcie uczniów ze wszystkich narodów”. Pokazuje im logikę tej misji.

Pierwszym wymiarem misji jest obecność. Nie idzie, by przepowiadać czy działać. Idzie, by się w jakiejś mierze „zadomowić” (wszedł do pewnego domu). Obecność nie jest tylko wstępnym warunkiem ewangelizacji – jest formą ewangelizacji. Dzieje Kościoła znają prawdziwych mistrzów obecności – np. Karola de Foucauld, który nie głosił kazań, nie nawracał, nie udzielał sakramentów (ochrzcił na swej misji jedną osobę). Był. Z niezmienną otwartością. I zaciekawiony ludźmi, ich kulturą, językiem, religią.

Miłość i miłosierdzie muszą być przestrzenią spotkania, nie konkurencji

Bez tej postawy nie ma ewangelizacji. Nie można głosić Ewangelii ludziom, których nie chcemy poznać, którzy nas nie interesują, których nie kochamy. To jest ważny moment do refleksji i do skrutinium. Nic się nie zmieniło od tamtego czasu. Jezus wciąż posyła nas do pogańskiego świata. Nierzadko narzekamy, jak dalece otaczający nas świat poganieje – jak bardzo religia jest rugowana w procesie sekularyzacji. Mówimy to z lękiem i dezaprobatą. Zamiast zamieszkać i zadomowić się w takim świecie, wycofujemy się w swoje „okopy Świętej Trójcy”, raczej osądzający i potępiający, niż chętni spotkania.

Pierwszym doświadczeniem Jezusa w pogańskim świecie było spotkanie z kochającą matką. To ważne. Św. Marek nie pokazuje Syrofenicjanki jako wzoru wiary (tak czyni w równoległym tekście św. Mateusz; 15, 21-28). U Marka Jezus jest pod wrażeniem jej miłości – ofiarnej, nieustępliwej, gotowej znieść wszystko (z upokorzeniem włącznie).

Czy nie jest tak, że to właśnie obszar miłości może być pierwszym miejscem spotkania ludzi wierzących i niewierzących? Czynienie dobra, czynne miłosierdzie, konkretna działalność charytatywna. To z całą pewnością jest możliwe i właściwe. Miłość i miłosierdzie muszą być przestrzenią spotkania, nie konkurencji! Tam, gdzie zaczyna się w rywalizacji, tam przestaje być owocem Ducha Świętego. Tam też nie inicjuje misji, ale ją przetrąca.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 08/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Obecność