Jezus udał się w okolice Tyru i Sydonu. Wstąpił do pewnego domu i chciał, żeby nikt o tym nie wiedział, nie mógł jednak pozostać w ukryciu. Zaraz bowiem usłyszała o Nim kobieta, której córeczka była opętana przez ducha nieczystego…” (zob. Mk 7, 24-30). Jezus idzie w świat pogański. Idzie tam, dokąd za chwilę pośle swoich uczniów: „Idźcie, czyńcie uczniów ze wszystkich narodów”. Pokazuje im logikę tej misji.
Pierwszym wymiarem misji jest obecność. Nie idzie, by przepowiadać czy działać. Idzie, by się w jakiejś mierze „zadomowić” (wszedł do pewnego domu). Obecność nie jest tylko wstępnym warunkiem ewangelizacji – jest formą ewangelizacji. Dzieje Kościoła znają prawdziwych mistrzów obecności – np. Karola de Foucauld, który nie głosił kazań, nie nawracał, nie udzielał sakramentów (ochrzcił na swej misji jedną osobę). Był. Z niezmienną otwartością. I zaciekawiony ludźmi, ich kulturą, językiem, religią.
Miłość i miłosierdzie muszą być przestrzenią spotkania, nie konkurencji
Bez tej postawy nie ma ewangelizacji. Nie można głosić Ewangelii ludziom, których nie chcemy poznać, którzy nas nie interesują, których nie kochamy. To jest ważny moment do refleksji i do skrutinium. Nic się nie zmieniło od tamtego czasu. Jezus wciąż posyła nas do pogańskiego świata. Nierzadko narzekamy, jak dalece otaczający nas świat poganieje – jak bardzo religia jest rugowana w procesie sekularyzacji. Mówimy to z lękiem i dezaprobatą. Zamiast zamieszkać i zadomowić się w takim świecie, wycofujemy się w swoje „okopy Świętej Trójcy”, raczej osądzający i potępiający, niż chętni spotkania.
Pierwszym doświadczeniem Jezusa w pogańskim świecie było spotkanie z kochającą matką. To ważne. Św. Marek nie pokazuje Syrofenicjanki jako wzoru wiary (tak czyni w równoległym tekście św. Mateusz; 15, 21-28). U Marka Jezus jest pod wrażeniem jej miłości – ofiarnej, nieustępliwej, gotowej znieść wszystko (z upokorzeniem włącznie).
Czy nie jest tak, że to właśnie obszar miłości może być pierwszym miejscem spotkania ludzi wierzących i niewierzących? Czynienie dobra, czynne miłosierdzie, konkretna działalność charytatywna. To z całą pewnością jest możliwe i właściwe. Miłość i miłosierdzie muszą być przestrzenią spotkania, nie konkurencji! Tam, gdzie zaczyna się w rywalizacji, tam przestaje być owocem Ducha Świętego. Tam też nie inicjuje misji, ale ją przetrąca.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.















