Kiedy czytamy słowa Jezusa, trudno nazywać go słodkim Zbawicielem

Gdyby rzeczywiście był On taki słodziutki dla wszystkich, nigdy nie zawisłby na krzyżu.
Czyta się kilka minut
O. Wacław Oszajca SJ // Fot. Grażyna Makara
O. Wacław Oszajca SJ // Fot. Grażyna Makara

Kłopoty z interpretacją Biblii to nic nowego. Wystarczy przeczytać jedno z wielu kazań Jezusa, by się o tym przekonać. 

Jedni, słuchając Jezusa, wpadali w zachwyt, drudzy pękali ze złości, a On, zamiast ich gniew rozbrajać, dolewał oliwy do ognia. Np. nazywał ówczesnych duchownych obłudnikami, potomstwem żmii, pobielanymi grobami. Najwyraźniej nie jest z tych, którzy boją się narazić. Chcąc Go oczernić, zarzucano Mu, że się zadaje z wszelkiego rodzaju degeneratami. 

Jezus mówił wprost: porzuciliście przykazania

Rzeczywiście, do nich miał serce, obchodził się z nimi łagodnie, w przeciwieństwie do tych z „pierwszych miejsc” w synagogach i na ucztach, których oskarżał o bezduszny rytualizm, pozwalający im wyzbyć się wszelkiej odpowiedzialności za cokolwiek i kogokolwiek. 

Mówi wprost, że porzucili przykazania na rzecz „zasad, które są wymysłem ludzi”. To znaczy uzasadniają Pismem swoje niecne działania.

W świetle tego trudno Jezusa nazywać „słodkim Zbawicielem”. Gdyby rzeczywiście był On taki słodziutki dla wszystkich, nigdy nie zawisłby na krzyżu. Pewnie to miał na myśli Leon XIV, gdy mówił, że poprawna interpretacja Biblii wymaga uwzględnienia kontekstu historycznego oraz rodzaju literackiego, jakim posłużył się autor piszący daną Księgę. 

Jak patrzymy na teksty biblijne

Czytelnik nieliczący się z tymi wymaganiami, będzie interpretował Biblię w sposób fundamentalistyczny, albo „czysto duchowy”, odrywający Boga od świata. Ta wypowiedź papieża, nawiązująca do konstytucji dogmatycznej „Dei verbum”, może być też przydatna do ożywienia trochę już zdrętwiałego ekumenizmu i np. teologii małżeństwa oraz mariologii. Wygląda bowiem na to, że co prawda interpretujemy Biblię, ale na odwyrtkę. 

To znaczy na teksty biblijne patrzymy przez doktrynę. Żeby się o tym przekonać, wystarczy przyjrzeć się dwóm cytatom.

„Zbudziwszy się Józef ze snu, uczynił jak nakazał mu zwiastun Pana i przyjął żonę jego. I nie poznawał jej [nie współżył], aż urodziła syna”. 

I drugi: „Powiedziane zostało zaś: Który by oddalił żonę jego, niech da jej dokument rozwodu. Ja zaś mówię wam, że każdy oddalający żonę jego, poza sprawą rozpusty, czyni ją scudzołożoną: i który oddaloną poślubiłby, cudzołoży”. 

Warto się zastanowić: jak się te cytaty mają do sporów mariologicznych z protestantami i o ważność małżeństwa z prawosławnymi?

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 07/2026

W druku ukazał się pod tytułem: A Ja wam mówię...