„Milczenie Julie”. Film o tenisie, jakiego nie zobaczysz na korcie

Zamiast ekscytujących pojedynków na korcie „Milczenie Julie” pokazuje, jak trudno jest pokonać własną niemoc wyrosłą z niewypowiedzianej krzywdy.
w cyklu CO OBEJRZEĆ W WEEKEND
Czyta się kilka minut
Milczenie Julie, reż. Leonardo Van Dijl, 2024 r. // Materiały prasowe Nowe Horyzonty
Milczenie Julie, reż. Leonardo Van Dijl, 2024 r. // Materiały prasowe Nowe Horyzonty

Ta opowieść ma się nijak do głośnych w ostatnich latach filmów z tenisem w roli głównej. Do seksownych „Challengers” Luki Guadagnino czy filmu „King Richard: Zwycięska rodzina” o siostrach Williams. Ale czystego tenisa znajdziemy w „Milczeniu Julie” całkiem sporo, choć już bez sportowych emocji i zapierającego dech spektaklu. Kiedy jednak ogląda się te wszystkie mordercze treningi w wykonaniu tytułowej bohaterki, od początku łatwo się domyślić, że jej zaciętość skrywa wielką determinację, nie tylko sportową. 

„Milczenie Julie” Leonardo Van Dijla

Julie, szesnastolatka u progu tenisowej kariery, nosi w sobie dręczącą tajemnicę. Po tym, jak jej koleżanka z klubu popełniła samobójstwo, ich wspólny trener, Jeremy, został zawieszony w swoich obowiązkach. Co tak naprawdę wie na temat Julie i czego tak bardzo nie jest w stanie powiedzieć?

W tym miejscu powinny wyświetlić się multimedia. Nie jest to jednak możliwe ze względu na Pani/Pana wybór preferencji plików cookies. W przypadku chęci wyświetlenia całości materiału wraz z multimediami niezbędna jest zmiana wybranych wcześniej preferencji.

Zmień ustawienia plików cookies

Reżyser i współscenarzysta Leonardo Van Dijl dba o to, byśmy i my nie dowiedzieli się zbyt dużo, a przynajmniej nie od razu. Intensywnie obserwuje swoją bohaterkę i mimo że dla najbliższych pozostaje nieprzenikniona, kamera zdaje się wiedzieć więcej – bycie przez lata pupilką trenera mogło mieć także swoją mroczną stronę. Władze klubu prowadzą właśnie wewnętrzne śledztwo w tej sprawie. 

Wiadomo, że tenis to nie jest sport dla słabych ludzi; nieżyjąca dziewczyna mogła po prostu nie wytrzymać silnego stresu, zewnętrznych presji, konkurencji. A prestiżowa instytucja dba o bezpieczeństwo swoich podopiecznych, lecz również o własną reputację. Głos Julie mógłby wiele tutaj wnieść, tymczasem ona nie potrafi wydobyć z siebie głosu.

„Milczenie Julie” powinni zobaczyć wszyscy ci, którzy z taką łatwością dyskredytują czyjeś milczenie wobec doznanych ongiś krzywd. Zwłaszcza, gdy minęło już trochę czasu, zaś sprawcą był jakiś wielki autorytet: trener, reżyser, ksiądz… Julie sporo zawdzięcza Jeremy’emu, to on odkrył i pielęgnował jej talent, była też zwolniona ze słonych opłat za treningi (wątek statusu społeczno-ekonomicznego zawodniczek ma dla tej historii znaczenie), a za chwilę mają się odbyć ważne eliminacje.

Wystarczy jednak posłuchać, co i jak mówi do niej niegdysiejszy mentor, by zobaczyć w „Milczeniu Julie” kameralne studium zależności i manipulowania słabszymi. 

Mocne strony „Milczenia Julie”

W filmie o belgijskiej licealistce cały żywioł młodości, sportu, ciepłego lata zastyga w emocjonalnym stuporze głównej bohaterki. Ostre bekhendy wyrażają jej niewypowiedzianą bezsilność, osamotnienie i stłumiony gniew. Czuje się ów ciężar także w scenach szkolnych z udziałem dawnej prymuski. I trudno zignorować fakt, iż uczniowie omawiają tu na lekcjach „Króla Olch” – romantyczną balladę o widmowym drapieżcy. Bo można zobaczyć w „Milczeniu Julie” obraz przyspieszonego dojrzewania, rozumianego jako wyzbywanie się iluzji i strachu. Oraz próbę wyznaczenia własnych granic i odzyskania sprawczości.  

Debiut Van Dijla miał patronów najlepszych z możliwych – współproducentami filmu byli m.in. bracia Dardenne czy Florian Zeller, ten od „Ojca” z Anthonym Hopkinsem. Premiera miała miejsce rok temu na festiwalu w Cannes w ramach Tygodnia Krytyki, było też „Milczenie” belgijskim kandydatem do Oscara. Nominacji ostatecznie nie otrzymało i nie ma się czemu dziwić, to bowiem kino bardzo wyciszone i zdyscyplinowane, oczyszczone z powierzchownych atrakcji, domagające się skupienia i cierpliwości.

Prawdziwym objawieniem w roli Julie jest młodziutka Tessa Van den Broeck – ona już wie, że w aktorstwie mniej znaczy więcej, a milczenie na ekranie jak najbardziej popłaca. Warto jeszcze zwrócić uwagę na skromną ilustrację muzyczną, złożoną niemal wyłącznie z pojedynczych kobiecych wokaliz. Przy napisach końcowych, i nie ma w tym raczej przypadku, słychać już niejeden głos.

„MILCZENIE JULIE” („Julie zwijgt”) – reż. Leonardo Van Dijl. Prod. Belgia/Szwecja 2024. Nowe Horyzonty VoD, MOJEeKINO, E-Kino Pod Baranami, Cineman.  

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”