Ostatnia dekada to dla Nicolasa Cage’a czas aktorskiego odkupienia. Po serii ról w drugoligowym kinie akcji zaczął się angażować w coraz dziwaczniejsze projekty z pogranicza kina artystycznego i B-klasowego. Wymachiwał piłą mechaniczną w slasherze „Mandy”, bronił bezbronnego knura przed gangsterami w „Świni” i dokonał autoironicznej refleksji w „Nieznośnym ciężarze wielkiego talentu”. Ewidentnie zdaje sobie sprawę ze swojego statusu gwiazdy-mema i wykorzystuje to na własną korzyść.
„Surfer” kontynuuje samoświadomą woltę w karierze aktora. Tym razem w roli bezimiennego ojca Cage jedzie na rajską plażę, żeby odkupić stary rodzinny dom i pokazać synowi, jak wykuwać charakter w bezkrwawej walce z falą. Okazuje się, że prawdziwą walkę będzie trzeba stoczyć o rzeczoną posiadłość i że jednak nie obędzie się bez przemocy. Przeszkody do celu: miejscowa chuliganeria i przywódca surferskiego stada.
W efekcie dostajemy wgląd w różne oblicza męskości, tyle że z dużym dystansem. A do tego sporo zabawy z obserwowania, jak Cage, kolejny raz w karierze, popada na ekranie w efektowne szaleństwo. Polski operator Radek Ładczuk zadbał o to, żeby obłęd mocno wybrzmiał w obrazku. Kamera wiruje, kadry drżą, a bohater Cage’a coraz bardziej się stacza. Gwarantuję pozytywny zawrót głowy.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















