Między dawnymi i młodszymi laty

W Krakowie co roku na wiosnę grają obok siebie uznani mistrzowie i jazzowa młodzież. Atmosfera jak w domu - nie ma rywalizacji, mizdrzenia i zadęcia. Jest tylko radość wspólnego muzykowania.

09.05.2004

Czyta się kilka minut

Jazz, jak mówił kiedyś Bill Evans, nie wyraża się w “co", ale “jak". W tym “jak" mieści się rytm, rozkołysanie, żarliwość zaprawiona szczyptą ironii, a ponad wszystko zmysł wolności, która próbuje przechytrzyć (oczarować, rozbroić śmiechem...) nieubłagane Parki. Chytrości nabiera się z wiekiem, dlatego właśnie jazz stoi tymi, którzy niemało przeżyli, ale nie stali się “starymi wkurzonymi".

Dobrze wie o tym niezmordowany Grzegorz Motyka z Krakowskiej Szkoły Jazzu i Muzyki Rozrywkowej, który już po raz dziesiąty zorganizował festiwal “Starzy i młodzi, czyli Jazz w Krakowie", by umożliwić młodym spotkanie z tymi, którzy posiedli sekrety magii. Dziesiątka okazała się dla festiwalu szczęśliwa, co można chyba tłumaczyć tym, że także jego budżet powiększył się o jedno zero.... Nigdy dotąd nie udało się sprowadzić tak znakomitych gwiazd, nigdy program nie był tak różnorodny. Nie we wszystkich imprezach mogłem uczestniczyć. Wspomnę o najważniejszych.

***

Mocny początek to Dino Saluzzi Trio, czyli występ w kościele Franciszkanów argentyńskiego wirtuoza bandoneonu, któremu towarzyszyli grający na gitarze syn José i słynny szwedzki kontrabasista - Palle Danielsson. Już po pierwszych dźwiękach, które zabrzmiały, jakby płynęły z organowych piszczałek, można się było zorientować, że Saluzziego niewiele łączy z Astorem Piazzollą. Owszem, kompozycje bardzo często wychodziły od dziarskich akordów nueva tango, ale Saluzzi z premedytacją ów żar przygaszał, zwalniając rytm, zmuszając instrument do szeptu i bawiąc się barwą wydobywanych dźwięków. Wyobrażam sobie, że tak mógłby “dehumanizować" tango Debussy, choć u Saluzziego więcej jest solenności i mimo wszystko namiętnego liryzmu. Tematy starannie i niespiesznie szlifuje, pozwalając wtrącić trzy grosze synowi i dając się rytmicznie zainspirować Danielssonowi. Dopiero na bis artyści śmielej wkroczyli w regiony jazzu - world music spotkało się ze standardem “My One And Only Love". Mimo wszystko miałem wrażenie, że Saluzzi najlepiej czuje się bez dodatkowych instrumentów. Nie myliłem się - utwór solowy zagrany jako drugi bis potwierdził, że bandoneon w rękach mistrza może mieć siłę organów, które - jak wiadomo - najlepiej brzmią bez akompaniamentu.

Ciekawym akcentem były czwartkowe występy młodych ze Lwowa i Krakowa, którzy spotkali się na scenie “Piec’ Artu". Ukraińsko-polski sekstet kontrabasisty Marka Tokara, wzmocniony m.in. przez wykładowcę Krakowskiej Szkoły Jazzu - skrzypka Karola Dobrowolskiego, zagrał wiązankę standardów. Oprócz “starego" skrzypka wyróżnił się zwłaszcza skupiony i zafascynowany Websterem i Youngiem lwowski saksofonista - Martyn Twerdun. W “In a Sentimental Mood" oczarował prostotą i głębią improwizacji, która odarła ten dość wysłużony standard z aury beztroski. Widać, że Twerdun świetnie rozumie się z Tokarem, którego czysty i czujny walking tworzył solidny fundament dla partii solowych. W zeszłym roku nie znalazłem we Lwowie żadnego śladu jazzowego życia. Fakt, że zaczynają pod Wysokim Zamkiem działać tak zdolni i oddani “misjonarze" jak Tokar i Twerdun, daje jednak pewność, że jazz i tam rozsadzi katakumby.

***

I wreszcie kulminacyjny wieczór sobotni, podczas którego na jednej scenie studia S5 Radia Kraków występowali kolejno: nadzieja pianistyki jazzowej - siedemnastoletni Mateusz Kołakowski, włoski mistrz trąbki Enrico Rava wraz z kipiącym energią i pomysłami pianistą Stefano Bollanim oraz big band Pomorskiej Akademii Pedagogicznej w Słupsku kierowany przez Leszka Kułakowskiego.

Najpierw słów kilka o młodym bytomianinie. Już w zagranym na początek “It Could Happen To You" Kołakowski pokazał, że dysponuje świetną techniką i ma świeże pomysły na interpretacje standardów. Powaga, czystość artykulacyjna i zmysł symetrii w budowaniu improwizacji zdradzają, że jest muzykiem wykształconym klasycznie. Kołakowski okazał się także obiecującym kompozytorem - “14th Spring" (utwór skomponowany przez czternastolatka!) to zgrabna ballada w klimacie Monkowskiego “Round Midnight". Jest szansa, że już wkrótce na hasło “Kołakowski" ludzie będą pytać - ale który?

Ravie i Bollaniemu należałoby poświęcić osobny tekst, bo ich występ był najjaśniejszym punktem festiwalu. Jeden z trzech najlepszych trębaczy Starego Kontynentu (moi dwaj pozostali faworyci to Stańko i Wheeler) jest teraz w szczytowej formie. Po okresie burzy i naporu (w latach 80. Rava spotykał się ze Stańką w zespołach Cecila Taylora) przyszedł czas na ciepły humor, prostotę i liryzm. Towarzystwo młodego pianistycznego eklektyka i komika w jednej osobie wyraźnie uskrzydla jazzmana z Triestu.

Ich wspólne muzykowanie to rejs (tam i z powrotem!) na trasie Portofino - Nowy Jork. To podróż w czasie i przestrzeni. Wyróżnia ich kocia zwinność, swing, ale i włoskie con amore, które o dziwo nie kłóci się z partiami buffo. Rava popisał się dramatyczną interpretacją “Nature Boy", ale absolutnym majstersztykiem okazało się zagrane na bis nostalgiczne “Estaté", które tak pięknie wykonywała kiedyś Shirley Horn. Bollani doprowadził publiczność do euforii swoją przezabawną dekonstrukcją “Cheek To Cheek", kiedy to wcielał się w rolę Jamesa P. Johnsona i Mozarta, by w końcu zorientować się, że fortepian ma mniej klawiszy niż przewidywał. Koncert przejdzie do historii.

Wydawało się, że tego wieczoru nic już nie może się wydarzyć. Tymczasem dobrze zestrojony big band ze Słupska pod wodzą energicznego Kułakowskiego z powodzeniem wskrzesił ducha Ellingtonowskich zespołów tanecznych. Roześmiane twarze dwudziestoletnich Kaszubów dowodziły, że podział na starość i młodość nie liczy się w jazzie. Jazz uwalnia od przypadłości każdego wieku.

X Festiwal “Starzy i młodzi, czyli Jazz w Krakowie", Kraków 19-25 kwietnia 2004.

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]
Łukasz Tischner - historyk literatury, publicysta, tłumacz, sporadycznie krytyk jazzowy. Ukończył filologię polską na Uniwersytecie Jagiellońskim, studiował też filozofię. Doktoryzował się na Wydziale Polonistyki UJ, gdzie pracuje jako adiunkt w Katedrze… więcej

Artykuł pochodzi z numeru TP 19/2004